Mundial za nami, czas na wielkie podsumowanie
To niezwykłe, jak czas błyskawicznie przemija. Tak można opisać przebieg tego Mundialu, który płynął przez kolejne dni i łamał wszelką barierę czasową. Rekordowe 104. spotkania i mnóstwo emocji, opinii, czy wzruszeń, to już wszystko za nami. Na końcu i tak możemy wykrzyczeć VIVA ESPANA.
Słabość Europejska w fazie grupowej
Tuż po inauguracji, gdy do gry przystąpiły Europejskie zespoły, mogliśmy zaobserwować pewną niezgodność. Drużyny ze starego kontynentu grały schematycznie, bez energii i jakiegokolwiek pomysłu na grę. Nie byłoby to tak przerażające, gdyby nie momentami sensacyjne wyniki. Remis Szwajcarii z Katarem oraz Belgii z Iranem, to wyniki, które można było jeszcze wytłumaczyć, natomiast podział punktów Portugalczyków z Demokratyczną Republiką Konga i Hiszpanii z Republiką Zielonego Przylądka, to była abstrakcja. Warto również dodać męczarnie Francuzów z Senegalem, czy Austriaków z Jordańczykami. W kolejnych kolejkach niemoc Europejska nadal była widoczna, chociażby w spotkaniu Anglików z Ghaną (0:0), czy Niemców z Ekwadorem (1:2), którzy przez niemal cały mecz bili głową w mur i dali się zaskoczyć w prosty sposób. Futbol lubi pisać niesamowite historie, lecz to co działo się podczas pierwszej kolejki już na zawsze będzie tajemnicą Mundialu. Z każdym kolejnym spotkaniem Europa się rozpędzała, co w rezultacie zakończyło się dwoma medalami.
Ogromne temperatury
Mundial w Stanach, Meksyku i Kanadzie był także rekordowy ze względu na ogromne temperatury powietrza. Harry Kane jeszcze przed rozegraniem pierwszego spotkania mówił, że gra w takich warunkach jest zupełnie niemożliwa, a on osobiście nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Niemal w każdym ze spotkań temperatura przekraczała 30 stopni celsjusza, a w spotkaniu Francuzów z Paragwajczykami wskaźniki temperatur pokazały 38 stopni. Dane temperatury są jednak podawane ogólnikowo, w miejscu, które nie jest specjalnie nasłonecznione. Na płycie murawy temperatura powietrza znacząco przekraczała 40 stopni celsjusza.
Tegoroczny Mundial to nie tylko walka z temperaturami, ale także z ogromną wilgotnością, której piłkarze doświadczyli przede wszystkim grając na Meksykańskich stadionach. Jak wiemy Estadio Azteca jest położona na ponad 2000 metrów nad poziomem morza, gdzie nawet normalne funkcjonowanie nie należy do najłatwiejszych ze względu na ogromną wilgotność, sięgającą momentami do 90%. Trudne warunki atmosferyczne to moim zdaniem jeden z głównych powodów częściowej zapaści europejskich zespołów na początku mistrzostw.
Hydration Break
W trakcie mundialu doświadczyliśmy niemałej w rewolucji. Każdy z meczów został podzielony na 4. przysłowiowe „kwarty”. W okolicach połowy każdej z połów sędziowie zarządzali krótką przerwę zwaną hydration break. Była to tak zwana przerwa na nawodnienie, w której wszyscy zawodnicy mieli uzupełnić płyny. Wprowadzenie takiej przerwy było spowodowane walką z intensywnymi upałami. Wydawać się mogło, że to tylko krótka przerwa, która pomaga zawodnikom i ostatecznie nic nie znaczy. To tylko pozory, bo każda z tych przerw znacząco wpływała na przebieg meczu. Wielokrotnie doświadczyliśmy sytuacji, w której drużyna gwałtownie dominowała rywala, a po zejściu na przerwę stawali się zupełnie inną drużyną. To był zazwyczaj moment zwrotny większości meczów tego Mundialu.
W każdym ze spotkań były zaplanowane dwie takie przerwy i choć ta w pierwszej połowie nie była tak bardzo istotna, tak w drugiej połowie sytuacji wyglądała zgoła inaczej. Okolice 70. minuty spotkania, to najbardziej kluczowy fragment meczu, który przy okazji wyrównanej rywalizacji, zazwyczaj decyduje o końcowym wyniku. Taka przerwa często wybija drużynę z rytmu i powoduje utratę kontroli nad spotkaniem. Wprowadzenie takiej przerwy to moim zdaniem nietrafiony zamysł, który tylko wydłuża spotkania i powoduje ogromne zamieszanie. Jak już wiemy przerwy na nawodnienie na ten moment nie będą stosowane w klubowej piłce w Europie.

źródło – https://time.com/article/2026/07/17/what-the-world-cup-hydration-breaks-really-tell-us
Występ gospodarzy
Udział gospodarza w Mistrzostwach Świata zawsze jest swego rodzaju wyjątkowy. Jedni mówią o 12. zawodniku w postaci zagorzałych fanów, inni zaś wspominają o widocznych ułatwieniach, takich jak chociażby losowanie z pierwszego koszyka. Na łączny wynik to wszystko ma znaczenie, a do tego wymagane są odpowiednie umiejętności, bo wymienione powyżej aspekty nie dają gwarancji sukcesu. Ocena występu gospodarzy tegorocznych Mistrzostw Świata nie należy do najłatwiejszych. Trzy zespoły, którymi przez moment można się było nawet zachwycać, a odpadli zdecydowanie za szybko. Cała trójka pożegnała się z turniejem już na etapie ⅛ finału.
Meksyk
Mistrzostwa zainaugurowała drużyna Meksyku, pewnie pokonując na Estadio Azteca reprezentację RPA. To nie był zwykły występ, bo podopieczni Aguirre zagrali w taki sposób, że cały świat zaczął kwestionować umiejętności zespołu z Afryki, który ostatecznie wyszedł z grupy. Meksyk był także jedyną drużyną oprócz Argentyny, która zakończyła fazę grupową z kompletem punktów. Ich gra opierała się przede wszystkim na dobrej organizacji i balansie między ofensywą, a defensywą. Nie preferowali wysokiego pressingu i nie stali również w polu karnym, czekając na wyjście z kontrą. W środkowej strefie byli za to nie do przejścia, doskakując momentalnie do przeciwników i nie pozwalając im na swobodne rozgrywanie piłki. Świetnym przykładem tego mógłby być mecz z Koreą Południową w fazie grupowej, czy z Ekwadorem w 1/16 finału. Meksykanie odpadli z turnieju, po fantastycznym spotkaniu z Anglikami, którzy wygrali ten mecz indywidualnymi jednostkami.
USA
USA to z kolei zespół, na który spoglądało się z wielką przyjemnością od samego początku. Pierwsze spotkanie, to był ich prawdziwy koncert, gdy rozbili Paragwaj, aż 4:1. Podopieczni Pochetino pewnie wygrali grupę, mimo porażki z Reprezentacją Turcji, która wówczas była już pewna odpadnięcia z turnieju. Zespół Stanów Zjednoczonych kapitalnie wyglądał w ataku pozycyjnym, gdzie często grali przez środek, wykorzystując boki boiska. Preferowali szybki futbol z wyjściem na pozycję, co często gubiło rywali. Świetnie wyglądał na tym Mundialu Tillmann, Adams, czy MacKennie, którzy potrafili wykreować sporo klarownych sytuacji w każdym ze spotkań.
Największe show skradł jednak Balogun, który oprócz kapitalnej postawy na boisku stał się jeszcze tematem głośnej afery około boiskowej. Chodzi oczywiście o czerwoną kartkę, którą zobaczył w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną. Po meczu uaktywnił się Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, który zaapelował do FIFA o cofnięcie czerwonej kartki, gdyż jego zdaniem ta sytuacja nie zasługiwała na wykluczenie z boiska. FIFA przystała na apelację Trumpa i Balogun mógł zagrać w kolejnym spotkaniu. To była kompromitacja FIFA i Gianniego Infantino, którzy po raz kolejny udowodnili, że wpływy i zyski są dla nich ważniejsze niż gra fair play. Amerykanie po rozpętanej burzy w mediach odpadli z Belgią w ⅛ finału, przegrywając, aż 4:1.
Kanada
Ostatnim z gospodarzy była Reprezentacja Kanady, która jako jedyna nie wygrała grupy, lecz wyszła z drugiego miejsca, ulegając tylko Szwajcarii. Podopieczni Jessego Marsha zachwycali swoją ofensywną grą, lecz mieli ogromne problemy ze skutecznością, przynajmniej w rywalizacji z Bośnią i Hercegowiną. W spotkaniu z Katarem to był już prawdziwy koncert, ponieważ Kanadyjczycy wygrali, aż 6:0 i zgłosili akces do walki o pierwsze miejsce. Ostatecznie przegrali ze Szwajcarią, lecz i tam pokazali również swoją nieustępliwość i pazerność w ofensywie. Nie zachwycali w obronie, stąd też w łatwy sposób rywale dochodzili do sytuacji. Po drodze stracili również swojego kluczowego zawodnika, czyli Kone, który doznał potwornej kontuzji złamania nogi. Przez niemal całe Mistrzostwa niedostępny był ich największy gwiazdor, czyli Alphonso Devies. W fazie pucharowej pokonali RPA, lecz w kolejnej fazie dostali brutalną weryfikację, przegrywając 0:3 z Marokiem. Po pierwszym spotkaniach był ogromny potencjał na świetny wynik gospodarzy, lecz w najważniejszych momentach, po prostu zawiedli.
Turniej Gwiazd
Nie pamiętam drugiego Mundialu, na którym tak licznie bramki zdobywały by największe gwiazdy światowego formatu i żywe legendy. Od samego początku o losach swoich drużyn decydowali najwięksi, strzelając po dwie, czy nawet trzy bramki. Dla Mundialu to najlepsza z możliwych reklam, bo kibice to kochają. Już w pierwszej kolejce Leo Messi zdobył hat-tricka, a chwilę wcześniej, po dwie bramki zdobyli wielcy dzisiejszej generacji, czyli Erling Haaland i Kylian Mbappe. Oprócz wymienionych bramki zdobywali również tacy zawodnicy jak: Vinicius, Van Dijk, Yamal, Musiala, Bellingham, Isak, Gyokeres, czy Harry Kane. Wówczas wszystkie oczy były zwrócone na Cristiano Ronaldo, który już w drugiej kolejce odpowiedział dubletem.
Często na turniejach rangi Mistrzostw Świata lub Europy o sile zespołu decydują niekoniecznie największe gwiazdy, a objawienia zespołu, czy zawodnicy drugoplanowi. Oczywiście tacy zawodnicy jak Messi, czy Mbappe zawsze się wyróżniają, lecz nigdy nie oglądaliśmy turnieju, w którym byłoby to regułą w każdej z reprezentacji. Koniec końców doczekaliśmy się nawet bramki Neymara, co prawda z rzutu karnego, aczkolwiek był to kolejny gol wielkiego zawodnika. Warto również wspomnieć o nieprawdopodobnej walce o tytuł króla strzelców. Ostatecznie nagrodę zdobył Kylian Mbappe z 10. bramkami, jako czwarty taki zawodnik w historii (wcześniej tylko Gerd Muller, Just Fontaine oraz Sandor Kocsic). Za plecami Francuza uplasowali się Messi z 8.trafieniami, Bellingham i Haaland z siedmioma oraz Kane i Dembele którzy zanotowali sześć bramek.
Klasyfikacja strzelców
- Kylian Mbappe – 10. bramek
- Lionel Messi – 8. bramek
- Jude Bellingham – 7. bramek
- Erling Haaland – 7. bramek
- Ousmane Dembele – 6. bramek
- Harry Kane – 6. bramek
Nie mógłbym również nie poruszyć kwestii rekordu wszechczasów ilości bramek na Mistrzostwach Świata. Przed turniejem rekordzistą niezmiennie od 3 mundialu był Miroslav Klose z 16. trafieniami. Dziś już nie tylko nie jest pierwszy, a zajmuje dopiero trzecią pozycję. Jako pierwszy nowym rekordzistą został Leo Messi, który w spotkaniu z Algierią najpierw wyrównał, a z Austrią ostatecznie pobił wyczyn Niemca. Argentyńczyk nie był w tym sam, bo w szaloną pogoń ruszył Kylian Mbappe, który na finiszu wyprzedził Leo i został samodzielnym liderem rankingu wszechczasów. Dla Francuza to szalony wynik, bo on gra dopiero na swoim trzecim Mundialu i zapewne zagra jeszcze na dwóch, może nawet trzech, a w przypadku Messiego, to najprawdopodobniej pożegnanie z turniejem Mistrzostw Świata.
- Kylian Mbappe – 22. bramki
- Lionel Messi – 21. bramek
- Miroslav Klose – 16. bramek
Last dance dwóch wielkich
Ten turniej jest wyjątkowy także ze względu na dwie wybitne osobistości, które rozświetlały naszą wyobraźnię przez lata. To dwóch tytanów pracy z nieprawdopodobnym talentem, przez wielu uważanych za najlepszych w historii. Chodzi oczywiście o Cristiano Ronaldo i Leo Messiego, dla których tegoroczne Mistrzostwa Świata, to pożegnanie z turniejem. Jeden spełniony niedawnym triumfem w Katarze, a drugi poszukujący ostatniego brakującego trofeum. Dla Cristiano Ronaldo, to miał być turniej ostatniej szansy.
Wielu mówiło o wielkiej sile Portugalskiej ekipy z wyszczególnioną drugą linią, w której grali Bruno Fernandes, najlepszy piłkarz tego sezonu Premier League oraz zwycięzcy Ligi Mistrzów, Vitinha i Joao Neves. Na papierze wyglądało to zjawiskowo, lecz rzeczywistość okazała się inna. Portugalia już w pierwszym meczu sensacyjnie zremisowała z Demokratyczną Republiką Konga, a kolejne mecze dawały nam obraz zagubionej reprezentacji. Podopieczni Roberto Martineza nie wygrali nawet grupy, ulegając zawodnikom Kolumbii. W męczarniach pokonali Chorwatów, a ich przygoda zakończyła się na etapie ⅛ finału, gdzie odpadli z świeżo upieczonymi Mistrzami Świata. Cristiano zdobył trzy bramki, lecz był mocno krytykowany, a po ostatnim gwizdku spotkania z Hiszpanii nie ukrywał łez. Ta historia zasługiwała na inny koniec.
Z kolei Leo Messi i jego Argentyna nie mieli żadnych oczekiwań. Po triumfie w Katarze Argentyńczyk czuł się już spełniony i do Ameryki przyleciał pożegnać się z Mundialem. To, co zobaczyliśmy na miejscu było dla nas czymś niepojętym. Messi strzelał, Messi rozgrywał, był najlepszym piłkarzem tych mistrzostw. Osiem strzelonych bramek, cztery asysty i kolejna złota piłka, dla najlepszego piłkarza turnieju. To niesamowite, że ten piłkarz nawet w wieku 39. lat rozegrał swój najlepszy Mundial w karierze. Mimo, że powinęła im się noga w finale, a jako reprezentacja nie zachwycali, to będzie ten turniej wspominał z rozrzewnieniem, co widzieliśmy m.in po meczu ze Szwajcarią, gdy Leo zalał się łzami.
Dwóch wielkich, a dwie różne historie. Jeden spełniony, a drugi z wielkim niedosytem, z którym będzie się już musiał mierzyć do końca swoich ziemskich dni. Zasługiwali obaj, lecz futbol nie zna litości i pokazuje, że nie wszystko jest proste i logiczne do zrozumienia. Dziękuję panowie z całego serca, bo to wy byliście całym dzieciństwem wielu fanów.
Niesamowita historia Republiki Zielonego Przylądka
Występ tej drużyny na mundialu, to romantyczna opowieść o chłopakach walczących o lepsze jutro. To niesamowita historia drużyny, która po raz pierwszy w historii zagrała na Mistrzostwach Świata. Początkowo byli zespołem, który w mediach był zupełnie zlekceważony i wykorzystywany w celach humorystycznych. Nikt nie zwracał uwagi na ich udane eliminację, po prostu mieli być tzw „chłopcem do bicia”. Cała narracja gwałtownie zmieniła się po meczu pierwszej kolejki. To był prawdziwy szok, gdy Cabo Verde zatrzymali świeżo upieczonych Mistrzów Świata. Bezbramkowy remis i kapitalna postawa drużyny w defensywie, którzy byli świetnie zorganizowani i zdeterminowani. Bohaterem tego spotkania został nikomu wcześniej nieznany, skromny chłopak, występujący w drugiej Lidze Portugalskiej – Vozinha. To 40-letni bramkarz, o którym po meczu z Hiszpanią zaczął pisać cały piłkarski świat. Zmierzający już pewnie do końca kariery, stanął u bram wejścia w poważny futbol. Przewijało się wiele ofert, a najkorzystniejsza, to ta… z Interu Miami.
Vozinha zanotował również nieprawdopodobny przyrost obserwacji w mediach społecznościowych. W aplikacji Instagram, przed rozpoczęciem turnieju obserwowało go niespełna 50. tysięcy osób, a teraz jest już to znacznie powyżej 25. mln, co czyni go najlepszym bramkarzem w historii, pod kątem obserwacji na Instagramie. Na koniec kariery stał się influencerem, rozchwytywanym bramkarzem i zapraszany do wielu współprac, m.in tej z inicjatywy FIFA, w której ostatnio występował m.in Novak Djokovic.
Republika Zielonego Przylądka skradła serca wielu fanom, uzyskując historyczny awans do fazy pucharowej. Mimo, że nie wygrali żadnego spotkania na tych Mistrzostwach, to swoją walecznością i taką pasją do piłki wyrwali awans i drugie miejsce w grupie. Wszystkie mecze grupowe zakończyły się ich remisem, odpowiednio 0:0 z Hiszpanią, 2:2 z Urugwajem oraz 0:0 z Arabią Saudyjską. Największa historia to mecz z Argentyną w 1/16 finału. Niesamowita pogoń za wynikiem i wyrównana wymiana ciosów z wicemistrzem świata. Doprowadzenie do dogrywki to była największa sensacja tych mistrzostw. Więcej niestety już się nie udało wyciągnąć i po porażce 3:2 odpadli z turnieju, lecz historia Republiki Zielonego Przylądka zasługuje na film. To prawdziwy romantyzm Mundialu.

źródło – https://transfery.info/aktualnosci/vozinha-jednak-nie-do-polski-bohater-mundialu-negocjuje-z-trzema-klubami/276124
Tragedia w RPA
W momencie, gdy cały piłkarski świat kręci się wokół Mundialu, to gdzieś obok mają miejsce różne tragedie życiowe. Jayden Adams to piłkarz reprezentacji Republiki Południowej Afryki, występujący na co dzień w rodzimej lidze, w drużynie Mamelodi Sundowns. Był jedną z ważnych postaci swojej reprezentacji na tegorocznych Mistrzostwach Świata. Wystąpił w każdym ze spotkań fazy grupowej, najczęściej zajmując miejsce w środku pola. RPA po raz pierwszy w historii wywalczyło również awans do fazy pucharowej, gdzie już w 1/16 finału odpadło z Kanadą. Tam Adams już nie zagrał i tak zakończyła się historia drużyny z Afryki na tegorocznym Mundialu. Niespełna dwa tygodnie później otrzymaliśmy druzgocące informację o śmierci Jaydena Adamsa. 25-letni zawodnik według wielu źródeł zmagał się z silną depresją i najprawdopodobniej popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu. To straszne informację, które tylko pokazują, że depresja to poważna choroba, której nie należy lekceważyć. Spoczywaj w pokoju Jayden…
Organizacja
Tegoroczny Mundial to moim zdaniem jeden z najlepiej zorganizowanych turniejów ostatnich lat. Wszystko dograne na ostatni guzik od prezentacji zespołów, poprzez hymny, telewizję, komentatorów. Po prostu tam nic nie szwankowało. Jest jeden czynnik, który można, a nawet trzeba skrytykować. To ceny biletów, które były zdecydowanie za wysokie. Normalny obywatel nie może sobie pozwolić na taki wyjazd i kupno biletu na taki mecz, jak Finał Mistrzostw Świata, który kosztował około 5 tysięcy dolarów. Druga sprawa to setki vipów, którzy byli zapraszani przez FIFA, zabierając miejsce zwykłym fanom.
Często oglądając mecze mogliśmy zaobserwować, jak realizator skupia swoją uwagę na różnych celebrytach, zasiadających na trybunach. Momentami było tego po prostu za dużo, bo przez 90. minut jest pokazywane niemal 30-40 twarzy. Zdarzały się sytuację, gdzie realizator skupiał się na trybunach, gdy równocześnie na boisku toczyła się gra. Mundial w Ameryce uważam jednak za bardzo udany, pod względem organizacji, lecz jak to bywa w Stanach Zjednoczonych, tam liczy się show i urozmaicenie transmisji, co dla kibica Europejskiego jest po prostu nieakceptowalne.
Poziom Mundialu
To nie był najlepszy Mundial, jaki mieliśmy przyjemność oglądać. Skupiając się tylko i wyłącznie na poziomie gry, można dojść do wniosku, że wielu piłkarzy było po prostu zmęczonych. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, biorąc pod uwagę cały intensywny sezon i ogromne temperatury powietrza. Wiele meczów było rozgrywanych na stojąco, bez żadnej intensywności, stwarzanych sytuacji. To nie był jednorazowy obraz. Dla Polskiego kibica zadanie było jeszcze bardziej utrudnione, gdyż wiele spotkań było rozgrywanych w nocy, a gra była prowadzona do jednej bramki, to ciężko było nie zmrużyć oka.
To nie tak, że cały ten Mundial był fatalny i po prostu nas zanudził. Pojawiały się też spotkania, które wciągały nas w fotele. Argentyna vs Republika Zielonego Przylądka, Anglia vs Chorwacja, czy najbardziej absurdalny mecz tych Mistrzostw, czyli Anglia vs Francja. Takich spotkań było wiele więcej, jednak po tym turnieju można wyciągnąć wniosek, że Mistrzostwa Świata powinny być organizowane w sezonie zimowym. Mundial w Katarze pokazał nam jedno, że wówczas poziom sportowy jest najlepszy z możliwych.
Muzyczne show w finale
Biorąc pod uwagę, że turniej odbywał się w Stanach Zjednoczonych, to nie powinno to nikogo dziwić. Gdy spoglądamy na NBA, czy NFL, to tam również bardziej stawiają na show około sportowe, niż konkretną rozgrywkę na boisku, czy parkiecie. To, co jednak wymyśliła FIFA w trakcie finału Mistrzostw Świata było po prostu kuriozalne. 27. minut występów muzycznych artystów….w przerwie między połowami. Występowali Shakira, Justin Bieber, czy Madonna, która wyszła na murawę razem z Ronaldinho i Ronaldo. Dla kibiców to dodatkowa rozrywka, jednak problem pojawia się wśród piłkarzy. Niemal 30. minut przerwy mogło spowodować, że zawodnicy mieliby znów zastane mięśnie, a ryzyko kontuzji znacząco by urosło. Na szczęście obyło się bez żadnych komplikacji, jednak cała sytuacja ponownie pokazuje zachłanność FIFA i budowanie wpływów na każdym kroku.

źródło – https://www.pudelek.pl/shakira-zaspiewala-podczas-finalu-mundialu-show-49-latki-rozpalilo-publike-zdjecia-7309281433221120g
Poziom sędziowania
Nie skłamałbym, gdybym powiedział, że sędziowie na tym turnieju po prostu nie dowieźli. W każdym meczu kontrowersja, niezrozumiała decyzja, chaos i do tego nielogiczne decyzję FIFA. Już w meczu otwarcia Brazylijski arbiter pokazał trzy czerwone kartki (z wyjątkiem faulu Sithole), które były nieco wątpliwe. Chwilę później dyskusjom została poddana decyzja Szymona Marciniaka dotycząca Leo Messiego, który według wielu eskpertów powinien otrzymać czerwona kartkę. Sędziowie często zapominali o kartkach, albo dawali je za drobne faulę. Idealnym przykładem jest wczorajszy finał, gdy za brutalny faul Mac Allister nie otrzymał nawet upomnienia, a Paredes za drobne protesty otrzymał kartonik.
FIFA również postępowała wobec sędziów zupełnie nielogicznie. Wiadomo było, że ciężko wybrać sędziego na tym turnieju, który dowiezie i posędziuje bezbłędnie. Wybór arbitrów na półfinał to moim zdaniem kompromitacja FIFA. Spotkanie Hiszpania vs Francja sędziował Salwadorczyk – Ivan Barton, z kolei drugi półfinał poprowadził Amerykanin – Ismail Elfath. Obaj zawiedli, obaj podejmowali kuriozalne decyzję. Często w mediach pojawiały się informację o faworyzacji Argentyńczyków, jednak finał zupełnie temu zaprzeczył. Na koniec warto pochylić się nad wyborem arbitra wielkiego finału. Slavko Vincić, to od początku był kontrowersyjny wybór, ze względu na jego podejrzane spółki biznesowe i wątpliwe oko sędziowskie. Zdecydowanie nie uniósł ciężaru tego spotkania i bardziej przeszkadzał piłkarzom. Warto również dodać, jak FIFA potraktowała Szymona Marciniaka, który poprowadził jedynie dwa spotkania w fazie grupowej.
Pożegnanie Deschampsa
Do pewnego momentu Reprezentacja Francji to najładniej grająca drużyna tych Mistrzostw. Wielu ekspertów mówiło o ich ofensywnej sile rażenia, którą mogą pokonać cały świat. Olise, Mbappe, Dembele, a do tego młodzi Doue, czy Barcola. Każdy z nich dawał horrendalne liczby, jednak to ich kapitan był najjaśniejszą postacią tych Mistrzostw. 10. bramek, król strzelców i niemal w każdym meczu był po prostu wielki. Francja jeszcze po ćwierćfinale była zdecydowanym faworytem do zdobycia pucharu świata. Półfinał wszystko wywrócił do góry nogami.
Hiszpanie wybili Trójkolorowym ich wszystkie mocne strony i praktycznie wyłączyli ich z gry. Nigdy nie widziałem tak słabej Francji, jak ta z meczu z Hiszpanią. Przegrali zasłużenie i stracili szansę na trzeci finał Mistrzostw Świata z rzędu. Na pocieszenie został im mecz o brąz, który był najbardziej absurdalnym meczem tych mistrzostw. Zagrali z Anglikami, z którymi do przerwy przegrywali już 0:4, później ruszyli w niesamowitą pogoń, pokazując, że nie złożyli jeszcze broni. Ostatecznie przegrali 4:6 i zakończyli turniej bez medalu. Jak wiemy to był ostatni okres w Reprezentacji selekcjonera Didiera Deschampsa, który po 14. latach postanowił zrezygnować ze stanowiska. Od kilku dni media podają, że jego następcą zostanie Zinedine Zidane,
Geniusz Tuchela
Gdy przed turniejem zobaczyliśmy powołania reprezentacji Anglii, złapaliśmy się za głowę. Wiele pominiętych gwiazd, a w kadrze zawodnicy, którzy niewiele grali w tym sezonie lub tacy, którzy stawiali swoje pierwsze kroki reprezentacyjne. Drużyna Tuchela od początku była stawiana na pożarcie. Anglicy rozpoczęli jednak turniej z przytupem od kapitalnego spotkania z Chorwacją, którą pokonali 4:2. Później nieco obniżyli swój poziom, a znamiennym momentem było zejście do szatni z ujemnym wynikiem w spotkaniu z Demokratyczną Republiką Konga. Od spotkania z Meksykiem Anglia rosła i grała coraz pewniej, co pokazała nie tylko rywalizacja z gospodarzem, ale także późniejsze fazy turnieju. Dużo można zawdzięczać kapitalnej formie Jude’a Bellinghama, który zdobył siedem bramek na tym mundialu i był chyba największym zagrożeniem. Warto również docenić boki obrony i kapitalnego Rice’a, który był fundamentem środka pola.
Ćwierćfinał z Norwegią to kwintesencja obecnej formy Anglików. Dużo cierpienia i kapitalne wykorzystanie wolnych przestrzeni wśród rywali, co genialnie wykorzystywał Bellingham. Półfinał z Argentyną pewnie przez lata będzie wspominany na wyspach, jako mecz zmarnowanej szansy. Anglicy prowadzili od 55. minuty spotkania i później wydawać się może, że cofnęli się zbyt głęboko. Tuchel zrobił kilka defensywnych zmian, oby już do końca utrzymać korzystny wynik. Argentyna zaskoczyła ich strzałem z dystansu, a kilka chwil później po dośrodkowaniu głową pokonał ich Lautaro Martinez. To wszystko działo się na przestrzeni kilku minut, grubo po 80. minucie meczu. Anglicy byli tak blisko wielkiego finału, a ostatecznie musieli pocieszyć się meczem o brąz. We wspomnianej już rywalizacji z Francuzami, Anglicy odnieśli horrendalne zwycięstwo i zdobyli drugi w swojej długiej historii medal Mistrzostw Świata. Mimo medalu na wyspach odczuwa się ogromny niedosyt i zmarnowaną szansę.
Argentyńska pasja
Argentyna podchodziła do tych Mistrzostw, jako obrońca tytułu. Wielu piłkarzy było już spełnionych z Leo Messim na czele. To nie była już taka sama Argentyna jak przed czterema laty, lecz wyróżniała ją niesamowita waleczność. Zaczęli jednak z wysokiego C, od trzybramkowego zwycięstwa z Algierią i hat-tricka Messiego. W cuglach wygrali swoją grupę, jednak nie była ona aż tak wymagająca. Schody zaczęły się juz po wyjściu z grupy, mimo stosunkowo prostej drabinki. Dogrywka z Republiką Zielonego Przylądka, nieprawdopodobny comeback z Egiptem, dogrywka ze Szwajcarią, straszliwa pogoń z Anglikami i katastrofalny finał.
Nie rozegrali żadnego meczu na pełnym luzie, ze swoją finezją i charyzmą w rozegraniu. Często szarpali grę, przeciekali w obronie, ale nie możemy powiedzieć, że to był nieudany Mundial w ich wykonaniu. Łączyła ich niesamowita pasja i determinacja, na której przechodzili kolejne rundy. Grali momentami dramatycznie, lecz w odpowiednich momentami potrafili skarcić rywala. Finał z Hiszpania, to dla nich już za wysokie schody. Tam zagrali fatalnie, można rzec, że “mordowali futbol”. Brutalna gra, brak zainteresowania piłką, a minuty spędzone na połowie Hiszpanów można policzyć na palcach jednej ręki. Zupełnie nie zasłużyli na obronę tytułu, lecz finał był nagrodą za ciągła nieustępliwość i walkę do ostatniego gwizdka.

źródło – https://eurosport.tvn24.pl/pilka-nozna/mistrzostwa-swiata/2026/mundial-2026.-leo-messi-zalal-sie-lzami-po-ceremonii-medalowej-po-finalowym-meczu-hiszpania-argentyna_sto23321129/story.shtml
Mistrzowska La Furia Roja
Już kilka razy w historii Mistrzostw Świata zdarzało się, aby Mistrz Europy zostawał Mistrzem Świata. Jedną z tych drużyn jest reprezentacja Hiszpanii z 2010 roku, której zawodnicy dziś licznie wspierali z trybun swoich młodszych kolegów. Historia zatoczyła koło, bo znów pragmatyczna lub może kompletna Hiszpania sięgnęła po tytuł. Po raz kolejny rozpoczęli turniej od wpadki, tak jak w 2010 roku na inaugurację przegrali ze Szwajcarią, tak tu zremisowali z Republiką Zielonego Przylądka. W finale zagrali dogrywkę i rozstrzygnęli w niej losy tytułu, po bramce zawodnika FC Barcelony. To wszystko miało miejsce także dziś, a więc historia lubi się powtarzać. Podopieczni Luisa de la Fuente nie zadziwiali ofensywną grą, pełną bramek, a postawili na pragmatyzm i ogromny balans. Prawie w każdym spotkaniu brutalnie zamykali swoich rywali na ich własnej połowie. O tym boleśnie przekonali się Francuzi, a jeszcze bardziej Argentyńczycy, którzy przez 120 minut biegali za piłką na swojej połowie.
Hiszpania miała niesamowicie dobrze skonsolidowaną defensywę i dyrygenta środka pola, jakim był Rodri, który koniec końców został wybrany najlepszym piłkarzem turnieju. Formacja ofensywna nie wyglądała już tak kolorowo, jednak gdy Hiszpanie przyspieszyli grę w środku pola, to skrzydłowi mieli duże pole do popisu. Z pewnością większe oczekiwania mieliśmy w stosunku do Lamine Yamala, który przez cały turniej strzelił tylko jedną bramkę. Bramki to jednak nie wszystko, bo młody Hiszpan dzielnie pracował dla całego zespołu. Hiszpania tworzyła niesamowity kolektyw i była w każdej formacji pozamykana. Po stracie piłki momentalnie podchodzili całym zespołem, wówczas rywal miał sekundę na podjęcie decyzji. Hiszpania dominowała, Hiszpania kontrolowała i w pełni zasłużenie została najlepszą drużyną globu. Te młode chłopaki, które weszły niedawno w dorosły świat futbolu, już muszą nosić na swoich barkach ciężar Mistrzostwa Świata. Luis de la Fuente to trener zwycięzca, który zasługuje na ogromne słowa uznania. VIVA ESPANA.
Nagrody indywidualne
MVP turnieju – Rodri
Młodzieżowiec turnieju- Pau Cubarsi
Bramkarz turnieju – Unai Simon
Król strzelców – Kylian Mbappe (10.bramek)
Król asyst- Michael Olise – (7.asyst)
Zobacz także:
Grupa FB – https://www.facebook.com/profile.php?id=61560048402880&locale=pl_PL