5 najpiękniejszych momentów polskiej lekkoatletyki w XXI wieku
10 sierpnia tego roku rozpocznie się 37 edycja Mistrzostw Europy w lekkoatletyce. Z tej okazji przypomnimy sobie kilka najlepszych momentów polskiej królowej sportu.
Robert Korzeniowski – chód sportowy, IO Ateny 2004
Nasz mistrz na zakończenie kariery nie miał łatwego zadania. W czerwcu tego samego roku wynik lepszy od jego rekordu świata z MŚ w Paryżu 2003 uzyskał Dienis Niżegorodow, automatycznie stawiając się w roli faworyta IO.
Na samym początku na czoło wyszli Chińczycy: Han Yucheng, Alatan Gadatsu i Yu Chaohong. Ten pierwszy chciał wysunąć się na czoło wyścigu, lecz szybko złapał ostrzeżenie (pierwsze z trzech). Po 10 minutach domaszerowali do nich: Niżegorodow, jego kolega Aleksiej Wojewodin, Australijczyk Nathan Deakes (brązowy medalista na 20 km) oraz Korzeniowski.
Przez kolejne 20 km stawce przewodził właśnie Polak razem z Australijczykiem. Podczas próby wyprzedzania Deakes zaryzykował i dostał trzecie ostrzeżenie, co równało się dyskwalifikacji. Od tego momentu przewaga urodzonego w Lubaczowie chodziarza tylko rosła.
Reprezentant Polski zakończył zmagania z czasem 3h, 38 minut i 46 sekund. Wyprzedził Niżegorodowa o ponad pięć minut! Brązowy medal na finiszu zgarnął Wojewodin tuż przed Chaohongiem.
Polak stał się tym samym pierwszym i jak dotąd jedynym czterokrotnym złotym medalistą olimpijskim w historii naszego kraju.
Tomasz Majewski – pchnięcie kulą, IO Pekin 2008
Pierwszy tydzień igrzysk w Pekinie mijał bez żadnego medalu dla biało-czerwonych, a oczekiwanie stawało się wręcz nieznośne. Zawiedli chociażby pływacy czy florecistki.
Przyszły prezes Polskiego Związku Lekkoatletyki w tamtym roku zdobył pierwszy krążek imprezy mistrzowskiej. Wywalczył 3 lokatę na Halowych Mistrzostwach Świata w Walencji, bijąc przy okazji rekord kraju (20,93 m). Hala jednak często nie jest miarodajna.
W Ptasim Gnieździe Majewski już w eliminacjach pokazał, iż jest mocny, bowiem jako jedyny zawodnik przekroczył 21 metr. Pchnął 21,04 m już w 1 próbie i spokojnie mógł przygotowywać się na finał.
Tam rozpoczął od porządnego rzutu na 20 m i 80 centymetrów. Po 1 kolejce objął prowadzenie.
Nie poprawił się w drugiej próbie, toteż spadł na 4 lokatę. Wyprzedzili go: zdyskwalifikowany później Białorusin Andrej Michniewicz (21,05), Kanadyjczyk Dylan Armstrong (21,04) i Amerykanin Christian Cantwell (20,98).
Odzyskał 1 miejsce w trzecim pchnięciu, osiągając rezultat 21 metrów i 21 centymetrów!. W czwartej kolejce dodatkowo poprawił się o 30 centymetrów! To już był wynik nieosiągalny.
Nad srebrnym Cantwellem miał 42 centymetry przewagi (21,09). Brązowy medal zaś początkowo przyznano Michniewiczowi, ale przez wzgląd na dożywotnią DSQ za doping krążek przejął Armstrong.
Anita Włodarczyk – rzut młotem, MŚ Berlin 2009
Ta bohaterka już w Pekinie pokazała, że ma szansę stać się wielką gwiazdą, zajęła bowiem 4 lokatę. W 2009 roku poprawiała się z zawodów na zawody. Tuż przed czempionatem na mityngu w Chociebużu zbliżyła się do ówczesnego rekordu świata, bowiem rzuciła 77,20 (RŚ Tatjany Łysenko wtedy wynosił 77,80).
W eliminacjach przyszła gwiazda tej konkurencji zajęła drugie miejsce, tuż za reprezentantką gospodarzy Betty Heidler. Każdy myślał, że pomiędzy tą dwójką rozstrzygnie się walka o złoto.
Obie zawodniczki rozpoczęły z wysokiego C, gdyż Włodarczyk rzuciła 74 metry i 86 centymetrów, a Heidler odpowiedziała próbą o 24 centymetry dłuższą.
W drugiej próbie Polki młot pofrunął na odległość 77,96!!! Oznaczało to rekord świata! Włodarczyk oszalała ze szczęścia i zaczęła podskakiwać. Niestety przy jednym z takich podskoków lewa stopa niefortunnie wylądowała na tartanie… Efektem tego była kontuzja kostki i rezygnacja z kolejnych prób.
Tymczasem Heidler krok po kroku zbliżała się do rezultatu Polki. W ostatnim rzucie młot wylądował niebezpiecznie blisko, lecz ostatecznie zmierzono jej tylko 77,12 m. Brązowy krążek zdobyła Słowaczka Martina Hrašnová po niezłej próbie na 74 metr i 79 centymetr.
Był to pierwszy medal reprezentantki Polski w rzucie młotem na MŚ, a także pierwszy wielki sukces Włodarczyk w jej długiej karierze.
Paweł Wojciechowski – skok o tyczce, MŚ Daegu 2011
Był to dziwaczny czempionat. Duża część naszej kadry zmagała się z urazami (na przykład Piotr Małachowski). Jednocześnie mieliśmy jednak sporo wyników „nieoczywistych”. Właśnie takim był Wojciechowski.
W poprzednim roku brązowy medal na ME w tyczce zdobył Przemysław Czerwiński, jednak przez wzgląd na kontuzję kostki musiał odpuścić cały sezon 2011.
Nasz bohater w tamtym roku skakał znakomicie. Tuż przed czempionatem na mityngu w Bydgoszczy wynikiem 5,91 poprawił rekord Polski!
Już w eliminacjach doszło do dramatu, gdyż australijski dominator Steve Hooker pożegnał się z zawodami bez zaliczenia żadnej wysokości. Na same mistrzostwa zresztą przyjechał z urazem.
Awans zaliczyło 12 najlepszych rezultatów wypełnionych przez 16 zawodników, w tym aż 3 Polaków. Do Wojciechowskiego dołączyli medaliści tamtorocznej Uniwersjady: Łukasz Michalski i Mateusz Didenkow. Najniższym wynikiem dającym przepustkę do finału było 5,50 w pierwszej próbie.
Finał nie obfitował w duże wysokości, ale za to dramaturgia była pierwszorzędna. Weteran z Francji Roman Mesnil trzy razy zrzucił poprzeczkę na 5,65. Z faworytów zrzutkę na tej samej wysokości miał też Niemiec Malte Mohr (brązowy medalista HMŚ z tego samego roku).
5,75 była selektywną wysokością – na niej odpadła połowa stawki, w tym brązowy medalista z Pekinu Derek Miles. Kłopoty tam miał również Kubańczyk Lázaro Borges.
Tymczasem Wojciechowski pierwszy nieudany skok zanotował dopiero na 5,85. Niestety tę wysokość zaliczyła czwórka rywali, w tym niespodziewanie Borges. Odpadł na niej z kolei Didenkow.
W tej sytuacji Polak zdecydował się na zagrywkę taktyczną. Przeniósł poprzeczkę o 5 centymetrów wyżej. Pomysł się udał, gdyż w ostatniej próbie zaliczył tę wysokość, obejmując prowadzenie z racji na mniejszą ilość zrzutek! 5,90 przeskoczył jeszcze tylko Borges (rekord Kuby!), ale znów uczynił to dopiero w 3 podejściu. Zmagania zakończyli odpowiednio: trzeci Francuz Renauld Lavillenie, czwarty Michalski (zdecydowała jedna nieudana próba na 5,75…) i piąty Mohr.
Żaden z zawodników nie pokonał 5,95, co oznaczało złoty medal dla Polaka! Urodzony w Bydgoszczy Wojciechowski zdobył jeszcze brąz na MŚ w Pekinie w 2015 roku. Sukces w Korei pozostaje jedynym złotem MŚ dla polskiej tyczki.
Sztafeta mieszana 4×400 m – IO Tokio 2020(21)
Biegi rozstawne od zawsze były jednymi z najbardziej emocjonujących wydarzeń lekkoatletycznych. Nic dziwnego zatem, że w erze równania płci działacze wpadli na pomysł, aby zrobić sztafetę łączącą zawody pań i panów.
Debiut tej konkurencji na dużej imprezie miał miejsce na MŚ w Dosze w 2019 roku. Wygrali oczywiście Amerykanie przed Jamajką i reprezentacją Bahrajnu (cała czwórka urodziła się w Nigerii). Polacy zajęli 5 miejsce.
Do olimpijskiej rodziny mikst 4×400 m dołączył w Tokio. Naturalnymi faworytami byli Amerykanie czy Holendrzy. Polscy 400-metrowcy byli lekką niewiadomą – od lat byliśmy w czołówce u pań, natomiast panowie mieli przebłyski.
Eliminacje nie obyły się bez kontrowersji. W pierwszym biegu początkowo faworyci z USA oraz Dominikany dostali DSQ za przekroczenie strefy zmian. Obie drużyny wniosły apelację, która zakończyła się sukcesem.
Drugi bieg został wygrany przez Polaków! Drużyna w składzie: Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Kajetan Duszyński osiągnęła najlepszy czas kwalifikacji – 3:10,44! Wtedy zaczęły budzić się nadzieje.
Na finał Polska dokonała 3 zmian. Kowaluka zmienił Karol Zalewski, Igę Baumgart-Witan zastąpiła Natalia Kaczmarek, a zamiast Hołub-Kowalik wystartowała Justyna Święty-Ersetic.
Bieg rozpoczął się od mocnego ataku Holendra Liemarvina Bonevacii, toteż Pomarańczowi zmieniali jako pierwsi. Drugie miejsce zajmowała Dominikana (Lidio Andrés Feliz), a na trzecim równo byli Zalewski i Amerykanin Trevor Stewart.
Na drugiej zmianie wystrzeliła Dominikanka Marileidy Paulino. O drugie miejsce walczyły Kaczmarek, Lieke Klaver i Kendall Ellis. Ostatecznie Polka wysforowała się tuż przed rywalki.
Trzecia zmiana ścieśniła stawkę. Anabel Medina Ventura nie była w stanie utrzymać przewagi, zwłaszcza z takimi zawodniczkami jak Femke Bol czy Święty-Ersetic. Byliśmy równo z Dominikaną, ale przez nie najlepsze przekazanie pałeczki spadliśmy na 3 miejsce. Kaylin Whitney zmieniła jeszcze gorzej.
Ostatnie okrążenie wspaniale pobiegł Kajetan Duszyński! Kajetano Kapitano na łuku wyprzedził Dominikańczyka Alexandra Ogando, a na finiszu znalazł się przed Ramsey’em Angelą. Holender znalazł się poza podium, ponieważ wyprzedzili go jeszcze Ogando wraz z Vernonem Nordwoodem. Ostatecznie Dominikańczyk rzutem na taśmę wyprzedził Amerykanina.
Nasza drużyna przeszła do historii jako pierwsi triumfatorzy olimpijskiego miksta! Od tego czasu na stadionie nie zdobyliśmy żadnego medalu – ale kwalifikujemy się do finałów.