Irracjonalne wybory do FIS Cupu – czyli jak marnujemy potencjał młodych skoczków.
Ostatnimi czasy kibice dość zagorzale wyrażają swoją dezaprobatę na temat wyborów personalnych na zawody Fis Cupu oraz Pucharu Kontynentalnego. Czytając komentarze w różnych mediach społecznościowych, można zobaczyć krytykę przede wszystkim w kierunku Andrzeja Stękały. Czy powołania na międzynarodowe zawody faktycznie są aż tak kontrowersyjne? Zapraszam do krótkiej lektury.
Kim jest Andrzej Stękała?
Aby bardziej wgłębić się w temat tych powołań, należy po krótce przybliżyć sylwetkę „ulubieńca” „kibiców”. Andrzej Stękała to 31-letni skoczek AZS’u Zakopane. W swojej karierze wygrał klasyfikację generalną Fis Cupu 2014/2015, a także zdobył brązowe medale na Mistrzostwach Świata w Lotach w 2020 roku, a także na Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Klasycznym 2021. W swojej karierze zdobył łącznie 597 punktów w Pucharze Świata, będąc ważną częścią naszej kadry w sezonach 2015/2016 oraz 2020/2021. Andrzej może też pochwalić się imponującą życiówką, wynoszącą 235 metrów. W ostatnich latach nasz skoczek skacze jednak coraz gorzej. Ostatnie drugoligowe punkty zdobył bowiem pod koniec sezonu 2024/2025. Z czego wynika ten regres? Można przypuszczać, że ma z tym związek śmierć jego partnera pod koniec 2024 roku. Po dokonaniu „coming-outu”, spotkał się też z falą niemiłych komentarze, co także mogło przyczynić się do takiej sytuacji.
No więc… w czym problem?
Gdzie jest więc problem? Mówimy przecież o dość utytułowanym zawodniku, który w swojej karierze wielokrotnie cieszył nas swoimi dobrymi skokami. Niestety – powoływanie go na jakiekolwiek zawody – mija się aktualnie z celem. W zeszłym sezonie jedynie dwukrotnie punktował w zawodach Fis Cupu. Inne zawody wyglądały jednak dramatycznie źle. W jednym z konkursów Andrzej Stękała zajął nawet 73. miejsce, przegrywając z blisko dwukrotnie młodszymi zawodnikami z obiektywnie słabszych reprezentacji. Tegoroczna kampania jest porównywalnie słaba, gdyż punktował dwukrotnie (stan na 4.09.2026 r.), z czego raz w słabo obsadzonych zawodach w Szczyrku. W drugim natomiast przypadku całkowicie zawalił drugą próbę, skacząc aż 25 metrów przed punktem K na skoczni normalnej. Wyniki te są wręcz dramatycznie złe, gdyż oznaczają zazwyczaj przegraną z reprezentantami czeskiej, ukraińskiej czy też fińskiej młodzieży.
Wyniki się nie bronią – dlaczego więc wciąż powołujemy takich zawodników?
To jest pytanie, na które ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony w tym samym czasie odbywa się Alpen Cup, czyli taka „czwarta liga skoków”, w której skaczą tylko i wyłącznie młodzi zawodnicy. Ale czy to jest dobre wytłumaczenie? Cóż – jest to nieco dyskusyjne. Mamy bowiem wyróżniających się młodych zawodników, którzy to potrzebują nabyć nieco doświadczenia w seniorskich skokach. Niewątpliwie takim skoczkiem jest Konrad Tomasiak – brat trzykrotnego medalisty olimpijskiego – Kacpra Tomasiaka. Mamy też innych zawodników, którzy też zasługują na szansę – w Szczyrku dobrze prezentował się choćby Karol Pieczarka. Nieznany jest też powód absencji Szymona Sarniaka – zwycięzcy inauguracyjnego konkursu tegoż cyklu. Wydaje się, że całkowicie skreślono też Jana Habdasa, którego jeszcze niedawno wszyscy uważaliśmy za naprawdę duży talent. Zamiast takich skoczków na zawody jadą choćby wcześniej wspomniany Stękała czy też 26-letni Wiktor Węgrzynkiewicz, który nie ma za sobą nawet debiutu w Pucharze Kontynentalnym. Decyzje te są więc nieco dyskusyjne, ale no właśnie – czy możemy z tym dyskutować?
Decyzje trenera decyzjami trenera.
Czy nam się to podoba czy nie – decyzje co do powołań podejmuje sztab trenerski. Najprawdopodobniej trenerzy widzą więc coś, czego nie widzą kibice. Być może liczą na jakieś przełamanie, na jakiś jeden skok, który odwróci kierunek, w którym zmierza kariera Andrzeja Stękały. Mimo to, z perspektywy kibica wybory te wyglądają wręcz kuriozalnie. Wyglądają bowiem na marnowanie potencjału, który drzemie w naszych młodych zawodnikach. Każdy fan polskich skoków wolałby raczej, aby to młodsi zawodnicy zdobywający doświadczenie skakali słabo, niż 31-letni zawodnik w kryzysie formy. Wszyscy chcemy, aby Andrzej wrócił do świetnej formy. Ale czy na pewno męczenie go kolejnymi fatalnymi zawodami to najlepsza droga do takiego powrotu? Cóż – najwidoczniej takie jest zdanie trenerów.
WAŻNA UWAGA: Artykuł nie ma na celu obrażania ani krytyki któregokolwiek zawodnika. Ma on charakter pewnej polemiki na istotny dla kibiców temat.
Autorem zdjęcia jest Slawojar2, a źródło zdjęcia to: wikipedia.org.
Przeczytaj także: