2026-04-22

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Duplantis o krok od rekordu świata [Podsumowanie]

Po 6 dniach rywalizacji właśnie dobiegły końca Mistrzostwa Europy w Lekkoatletyce. Championnat w Rzymie był próbą przetarcia przed Igrzyskami Olimpijski. Ostatniego dnia Mistrzostw Europy zdecydowanie do udanych nie mogą zaliczyć Reprezentanci Polski.

Dramat Polskich sztafet

Po wczorajszych eliminacjach mieliśmy wielkie oczekiwania w kontekście naszych sztafet na 100 i 400 metrów. Po wielkich oczekiwaniach medalowych nie zostało zupełnie nic, a największy zawód czuliśmy do Aniołków Matusinskiego. Polki wybiegły w składzie Kinga Gacka, Marika Popowicz-Drapała, Iga Baumgart Witan i Natalia Kaczmarek. Bieg rozpoczęliśmy mocno przyzwoicie za sprawą Kingi, która wykręciła niezły jak na swoje oczekiwania wynik powyżej 51 sekund. Później było już tylko gorzej, gdzie Marika Popowicz-Drapała na finiszu poniosła olbrzymie zmiany, a zupełnie nie potrafiła na nie odpowiedź kolejna z naszych Reprezentantem Iga Baumgart-Witan. Przed piekielnie trudnym zadaniem stała Natalia Kaczmarek, która otrzymała pałeczkę na szóstej pozycji i musiała wiele nadrobić. Indywidualna Mistrzyni Europy od samego początku biegła w zabójczym tempie i dosyć mocno zbliżyła się do drużyn walczących na medal. Na końcówce Natalii zabrakło już sił i nie zdołała ostatecznie ponieść sztafety po medal, która zakończyła bieg na odległej szóstej pozycji z czasem 3.23.91. Bieg zwyciężyły Holenderki przed Irlandkami i Belgijkami.

Kolejna z naszych sztafet to żeńska sztafeta 4×100 metrów, która wystąpiła w niezmienionyn składzie względem kwalifikacji. Polki nie były stawiane w roli faworytem, aczkolwiek chciały sprawić wielką sensacje. Na początek dobrze otworzyła Tsimanouskaya, jednak jej wykonana zmiana pałeczki z Moniką Romaszka była niezwykle fatalna, powodująca praktycznie zatrzymanie się zawodniczki. Na trzeciej zmianie również fatalnie podały sobie pałeczkę Romaszko i Stefanowicz, a ta biegła już na ostatniej pozycji i nie zdążyła dobiec do Ewy Swobody, co z powodowało koniec wyścigu dla Reprezentantem Polski. Brytyjki okazały się najlepsze z Asher-Smith oraz Dainą Neita.Panowie z kolei wystąpili w składzie Łukasz Żok, Marek Zakrzewski, Łukasz Żak oraz Dominik Kopeć. Świetnie otwarcie i nawet świetna zmiana Polaków na linii Żok – Zakrzewski. Później stało się coś katastrofalnego, czyli zgubienie pałeczki już na drugiej zmienie, co wykluczyło Polaków z dalszej rywalizacji. Bieg finałowy zwyciężyli Włosi z Marcelem Jacobsem w składzie.

Duplantis w innej lidze

Konkurs skoku o tyczce oprócz rywalizacji sztafetowej przeciągał podczas ostatniego dnia Mistrzostw Europy największe zainteresowanie. Na starcie znajdował się również Piotr Lisek, który próbował powalczyć o medal, jednak już na pierwszej wysokości 5.50 zaliczył wpadkę, co oczywiście szybko poprawił w drugiej próbie. W dalszej części konkursu Lisek w pierwszej próbie zaliczył 5.65 oraz 5.75. Na wyższej wysokości 5.82 mimo, że był blisko niestety się nie udało i Polak zakończył rywalizację na 6 pozycji. Poza Piotrem Liskiem mocni byli także Turek Sasma oraz Oleg Zernikel. Obaj wymienieni zawodnicy w pierwszym próbach pokonywali początkowe wysokości, jak 5.50, 5,65, czy nawet 5.75. Na kolejnej z wysokości zrzucili poprzeczkę w pierwszym skoku, jednak w kolejnej próbie byli już bezbłędni. Na 5.87 byli już bezradni i co ciekawe zakończyli konkurs z identycznym bilansem, co dawało ex aequo trzecią pozycja, a w konsekwencji dwa brązowe medale. Największa sensacją dzisiejszych zawodów był dzisiaj zdecydowanie Grek Karalis, który podobnie jak wcześniejsi zawodnicy zaliczył wszystkie wysokości do skoku na 5.82, którego udało się zaliczyć w drugiej próbie. Grek postanowił jednak pójść dalej i skoczył na wysokość 5.87, co było jego nowym rekordem życiowym, a przed nim walka o złoto z Armandem Duplantisem. Szwed oddawał swoje skoki średnio co pół godziny. Najpierw otworzył konkurs skokiem na 5.65, później na 5,87, następnie próbował odpowiadać Karalisowi. Duplantis jak to on bez zawachania skoczył w pierwszej próbie 5.92, co nie udało się Grekowi. Karalis nie widząc, więc sensu skakania na tej wysokości przełożył swój skok na 5.97. Tam swoje dołożył Duplantis, który z olbrzymim zapasem zaliczył w pierwszej próbie. Z jeszcze wyższa wysokością nie poradził sobie Grek, co spowodowało, że przełoży na 6.02 i podejmie ostatnią szansę. Szwed tradycyjnie skoczył swoje, jednak Karalis spróbował swoich sił i z trzech skoków po raz pierwszy stracił poprzeczkę. Wszystko więc już było znane, jednak jak to zwykle było Armand Duplantis rozpoczął bicie rekordów. Na początek skoczył 6.10, co było rekordem Mistrzostw Europy, a następnie przesunął poprzeczkę na wysokość 6.25 , a więc atak na rekord świata. Duplantis szybko jak błyskawica na rozbiegu mimo złego dobiegu w kapitalny sposób założył skok i o niemal nien pobił rekordu Świata. W kolejny próbach nie było już tak blisko i Szwed musi odłożyć pobicie kolejnego rekordu świata o przynajmniej kilka dni.

Autor

  • Dominik Ochab

    Administrator Sportowej Strefy. Kontroluję poczynania redakcji od strony merytorycznej oraz pracę każdego z redaktorów. Współpracuje również z redakcją Radio Gol, a prywatnie wielki sympatyk sportu i zagorzały kibic Liverpoolu.

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x