2026-04-23

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Mistrz Polski rozbity w Katowicach !

Na otwarcie niedzielnego grania w ramach 6 kolejki PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice podejmował u siebie Jagiellonię Białystok. Starcie beniaminka z mistrzem Polski według wielu osób miało tylko jednego faworyta w postaci zespołu gości. Mieliśmy okazję oglądać to spotkanie z wysokości trybun, dzięki czemu o wiele łatwiej i o wiele szerzej możemy je dla Państwa zrelacjonować.

WIELKIE PIŁKARSKIE ŚWIĘTO PRZY BUKOWEJ

GKS Katowice po 19 latach powrócił wreszcie na najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju i z pewnością nie zamierza opuścić go już po jednym sezonie. Przed tym spotkaniem zespół gospodarzy miał już za sobą rozegrane 5 kolejek ligowych, w których zdołał zgromadzić 5 punktów. Sympatycy klubu cały czas wyczekiwali premierowego zwycięstwa na własnym boisku, ponieważ jak dotąd ta sztuka zespołowi z Katowic udała się tylko na wyjeździe. Stadion wypełniony praktycznie do ostatniego miejsca na długo przed rozpoczęciem spotkania dopingował swoją drużynę z nadzieją na pierwsze 3 punkty na własnym boisku. Marzenia o punktach chciał rozwiać mistrz Polski, który zawitał na Śląsk z bagażem 4 porażek z rzędu i mając nadzieję na przełamanie złej serii właśnie w Katowicach.

Beniaminek gra jak mistrz Polski, a mistrz Polski jak beniaminek ?

Mecz rozpoczął się dosyć intensywnie, a gospodarze zaledwie 2 minuty po gwizdku zdołali objąć prowadzenie. Katastrofalny błąd obrony Jagielloni wykorzystał Adrian Błąd, który po podaniu od Bartosza Nowaka dał prowadzenie gospodarzom. Płaski strzał po ziemi z bliskiej odległości minął dłonie Sławomira Abramowicza i zatrzepotał w siatce. Bramka zdobyta nieco przypadkowo dodała gospodarzom skrzydeł. Idąc za ciosem, stworzyli sobie kilka okazji, których nie zdołali zamienić na bramki. Po pierwszym kwadransie na korzyść gospodarzy to Jagiellonia ruszyła do przodu z zamiarem odrobienia strat. Tym razem to w polu karnym Katowic mocno się zakotłowało, a najlepiej w tym wszystkim odnalazł się Pululu. Napastnik Jagielloni dobił piłkę z najbliższej odległości i dał wyrównanie swojemu zespołowi. Chwilowy zryw Białostoczan nie przyniósł jednak kolejnych trafień. Końcowe minuty 1 połowy to znów przewaga GKS-u, który także nie potrafił wykorzystać swoich szans. Po zmianie stron można było odnieść wrażenie, że na boisko wybiegła tylko jedna drużyna. Mowa tutaj o zespole GKS-u Katowice, który od pierwszych minut ruszył na swoich rywali. Jagiellonia sprawiała w tym dniu wrażenie mocno zagubionej i totalnie niepoukładanej drużyny. Podopieczni Adriana Siemieńca starali się co prawda operować futbolówką, co przełożyło się na 65-procentowe posiadanie piłki, jednak zazwyczaj kończyło się to albo dalekim wybiciem albo prostym błędem przy wyprowadzeniu. Gospodarze napierali co raz mocniej i wreszcie w 73 minucie spotkania zdołali objąć prowadzenie. Tym razem do siatki trafił młodzieżowiec Mateusz Kowalczyk, któremu asystował wprowadzony w drugiej połowie Borja Galan. Podsumowaniem słabej gry Jagielloni była bramka, którą goście stracili w 7 minucie doliczonego czasu gry. Dośrodkowanie z rzutu wolnego przedłużył Adam Zrelak, a całkowicie niekryty Oskar Repka z odległości kilku metrów dobił piłkę do bramki i ustalił wynik spotkania na 3:1. Jagiellonie dołożyła więc do swojego dorobku piątą porażkę z rzędu, a GKS wraz z kibicami mógł świętować swoje pierwsze zwycięstwo po powrocie do elity.

Ogromny kryzys Jagielloni ??

Oceniając już tak na chłodno to spotkanie, ciężko jest mi jednoznacznie powiedzieć, co może stać za obecną postawą zespołu z Białegostoku. Mając za sobą 4 porażki z rzędu, gdzie stracili łącznie 13 bramek, w spotkaniu z GKS Katowice ani przez moment nie wyglądali jak zespół, który przyjechał tu wygrać. Jagiellonia momentami sprawiała wrażenie, że wynik 1:1 jest dla niej świetnym rezultatem, którego powinni bronić. Bramkarz gości w wielu przypadkach opóźniał rozgrywanie piłki, czym zasłużył sobie na gwizdy publiczności. Oglądając to spotkanie, byłem w ciężkim szoku po tym czego oczekiwałem a co faktycznie zobaczyłem ze strony przyjezdnych. Brak jakiejkolwiek chęci walki czy zaangażowania, gdy w ostatnich 4 meczach odniosłeś porażkę, a teraz ledwie remisujesz? Finalnie wszyscy wiemy, jak skończyło się to spotkanie i że to Katowice cieszyły się z w pełni zasłużonych 3 punktów. W mojej ocenie kryzys sportowy idzie w parze z kryzysem w szatni i to tam trzeba szukać problemu. Być może pojawiły się jakieś wewnętrzne konflikty w składzie? Być może dzieje się coś na linii trener-drużyna? Coś z pewnością jest na rzeczy, gdyż widać to w postawie samych zawodników, którym brakuje chęci do gry i którzy najwidoczniej sami w sobie są podłamani kryzysem zespołu i nie potrafią wzajemnie się z niego wydostać. Kto wie, być może już za kilka tygodni będziemy świadkami kolejnej roszady trenerskiej. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zespół poradzi sobie z kryzysem i jak dużą cierpliwością dysponują włodarze klubu z Białegostoku.

Autor

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x