Kamil Stoch – epokowa postać Skoków Narciarskich
29 Marca 2026 roku już na zawsze przejdzie do historii Polskiego sportu. Dziś zakończył się pewien etap, który trwał nieprzerwanie od ponad 20 lat. Swoją wielką, niepowtarzalną, pełną sukcesów karierę zakończyła postać, która przez lata łączyła pokolenia. Słoweńska Planica pełna wzruszających obrazków była dowodem na to, że odchodzi wielka osobowość, jaką niewątpliwie był Kamil Stoch.
12-latek skaczący na Wielkiej Krokwi
Kamil swoją przygodę ze Skokami Narciarskimi zaczął w wieku trzech lat, gdy wspólnie z kolegami budował skocznie w ogrodzie. Najpierw uczył się zjeżdżać, a następnie oddawał swoje pierwsze próby na skoczni. W wieku ośmiu lat zapisał się do klubu LKS Ząb. Do treningów namówiła, go Pani Jadzia, o której Kamil wspomina w słynnym materiale z pod Wielkiej Krokwi. W wieku 12.lat Stoch jako przedskoczek na zawodach Pucharu Świata w kombinacji norweskiej oddaje skok na odległość 128 metrów. Po tej próbie zostaje okrzyknięty nowym „Bobakiem”, gdyż Małyszomani nikt sobie jeszcze niewyobrażał. Wracając do wywiadu z pod Wielkiej Krokwi Kamil opowiada tam o swoich wielkich marzeniach. Mówi, że chciałby wystartować na Igrzyskach Olimpijskich i zdobyć złoty medal, co jak wiemy spełniło się z nawiązką.
W kolejnych latach Polski zawodnik próbował się odnaleźć w seniorskich realiach. Zadebiutował na Mistrzostwach Polski oraz w Pucharze Kontynentalnym. Początki nie napawały optymizmem. Mocno odstawał fizycznie, nawet od swoich rówieśników, co wówczas mogło bardzo niepokoić, lecz Kamil charakteryzował się świetną techniką lotu. Z każdym kolejnym sezonem można było sobie zadawać pytanie, czy jest on zawodnikiem, który kiedyś będzie czołowym skoczkiem świata.
Przełomowy sezon, który dawał nadzieję
Sezon 2003/2004 okazał się być może najważniejszych punktem kariery Kamila Stocha. Polski zawodnik występował w zawodach rangi Pucharu Kontynentalnego, lecz początkowo jego rezultaty były dalekie od ideału. W grudniu wystartował na Mistrzostwach Polski, gdzie na Wielkiej Krokwi oddał skoki na odległość 116 oraz 120,5 metrów, co dało mu ostatecznie 13.lokatę. Punktem zwrotnym tego sezonu nie okazały się jednak Mistrzostwa Polski, a wyjazd na Puchar Kontynentalny do Planicy. Kamil zajął tam 20. miejsce i zdobył swoje pierwsze punkty w karierze w zawodach FIS. Zaledwie dwa tygodnie później Apoloniusz Tajner powołał go na zawody Pucharu Świata w Zakopanem. 17-latek z klubu LKS Poroniec (reprezentował go od 2002 roku) zakwalifikował się do głównego konkursu, a następnie po skoku na odległość 105,5 metra zajął 49. miejsce.
Życiowy wynik, wypadkiem przy pracy?
Kolejne sezony w wykonaniu Kamila nie układały już się po jego myśli. Fatalne lato 2004, nie dawało żadnych znaków, że w zimie forma ulegnie znaczącej poprawie. Pod koniec roku Kamil wystąpił w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Sankt Moritz, gdzie wywalczył swoje pierwsze podium w karierze. Wydawać się mogło, że to będzie zwrot w karierze naszego Mistrza. W konsekwencji został zabrany na Puchar Świata w Zakopanem, gdzie niestety nie zdobył żadnych punktów.
Dobre miało dopiero nadejść, za sprawą nieoczekiwanego wyjazdu na próbę przed olimpijską do Pragelato. Kamil tam sensacyjnie zajął siódme miejsce na dużej skoczni i wyprzedził samego Adama Małysza. Dla Polaka były to pierwsze punkty Pucharu Świata w karierze. Chwilę później został powołany na swoje pierwsze Mistrzostwa Świata, które były rozgrywane w Obersdorfie, lecz i tam nie zwojował stawki Pucharu Świata. Po zawodach w Pragelato Stoch ani razu nie zdołał już awansować do serii finałowej i można było się tylko zastanawiać, czy ta siódma lokata, to aby na pewno nie wypadek przy pracy?
Pierwszy pełny sezon w elicie
Rok później Kamil na dobre stał się zawodnikiem Pucharu Świata. Od początku jeździł na każde zawody, a co lepsze zdobywał w nich także cenne punkty. W porównaniu do poprzedniej zimy Stoch skompletował pięć oczek więcej do klasyfikacji generalnej. Ten sezon był wyjątkowy także pod innym względem, ponieważ Kamil po raz pierwszy w karierze wystartował na skoczni do lotów narciarskich. Przygodę z lotami zaczynał z wysokiego C, bo od Mistrzostw Świata w Lotach w Bad Mitterndorf. Kamil zdołał przejść kwalifikację i awansować do głównego konkursu, lecz jego relacja z tą skocznią nie należała do najłatwiejszych. 152,5 metra i ostatecznie 35. lokata Mistrzowskiego konkursu.
We wspomnianym sezonie 2005/2006 Stoch pojechał również na swoje pierwsze Igrzyska Olimpijskie, jak się później okazało jego ulubioną imprezę Mistrzowską. Wystartował w obu konkursach. W zawodach na normalnej skoczni zajął wysoką, jak na ten etap kariery, 16.pozycję. Na dużej było nieco gorzej, bo 26.miejsce, lecz dwukrotny awans do drugiej serii napawał optymizmem. Na koniec sezonu rakieta z Zębu wystąpiła także w zawodach na Velikance w Planicy.
Sezon bez większej historii, lecz na wyższym poziomie
Sezon 2006/2007 dla Kamila Stocha był zdecydowanie najlepszym sezonem w karierze. Stał się zauważalną postacią w Pucharze Świata, ze względu na świetne wyniki i dużą liczbę zgromadzonych punktów. Po raz drugi w karierze wystąpił na Turnieju Czterech Skoczni, lecz tym razem w każdym z konkursów wchodził do drugiej serii. Warto zaznaczyć, że w Innsbrucku zanotował wysoką, dziewiątą lokatę. Po raz kolejny został powołany na główną imprezę sezonu, tym razem na Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasyczne, które odbywały się w Japońskim Sapporo. Kamil wystąpił w obu konkursach i zajął dobre, 13 i 11 miejsce. Na koniec sezonu Stoch po raz pierwszy przekonał się na czym polegają loty narciarskie. W Planicy nie tylko zajął 11. miejsce, lecz także ustanowił nowy rekord życiowy, lecąc na 210 metr i pięćdziesiąty centymetr.
Genialne lato i rozczarowująca zima
Lato 2007 to dla Kamila Stocha pierwsze sukcesy w elicie skoków narciarskich. Kapitalny weekend w Oberhofie został okraszony jego pierwszym zwycięstwem w ramach Letniego Grand Prix, co za tym idzie również po raz pierwszy zameldował się na tzw. „pudle”. Stoch wyprzedził bezpośrednio takie twarze, jak Jernej Damjan oraz Thomas Morgenstern. Zima nie przebiegała jednak po myśli naszego Mistrza. Fatalny początek sezonu i brak jakichkolwiek punktów w pierwszych sześciu konkursach nie wróżył niczego dobrego. Później jednak zdobył swój pierwszy tytuł Mistrza Polski, wyprzedzając wówczas 13-letniego Klemensa Murańkę. Po Turnieju Czterech Skoczni, Kamil sensacyjnie zajął szóste miejsce podczas zawodów w Predazzo, ustanawiając swoją najlepszą pozycję w zawodach Pucharu Świata. Kolejne tygodnie nie przyniosły jednak spodziewanego efektu i Kamil już do końća sezonu skakał po prostu przeciętnie. Na Mistrzostwach Świata w Lotach zajął odległe 34. miejsce
Sensacyjne Mistrzostwa Świata
2008 rok to początek ery Łukasza Kruczka, który był jedną z najważniejszych osób w całej karierze Kamila Stocha. Początek zimy 2008/2009 nie należał do najłatwiejszych, ze względu na kontuzję barku, której nabawił się w trakcie letnich przygotowań. W zasadzie to pierwsza połowa sezonu była do zapomnienia, a punktem zwrotnym były Mistrzostwa Świata w Libercu. Tam Kamil prezentował się nadzwyczaj dobrze, szczególnie na normalnym obiekcie. Konkurs jednak przeszedł najśmielsze oczekiwania. Stoch zajął czwarte miejsce i był o krok od zdobycia medalu Mistrzostw Świata. SENSACJA, tak było można powiedzieć. To właśnie wtedy świat usłyszał kim jest Kamil Stoch. Na koniec sezonu w Planicy po raz pierwszy stanął na podium w konkursie drużynowym, gdzie wraz z kolegami zajął drugie miejsce.
Wstęp do wielkiego skakania
Przed Kamilem kolejna Olimpijska zima, która była w jego wykonaniu najlepszym sezonem w karierze. 203 punkty zgromadził na swoim koncie do klasyfikacji generalnej. Początek w jego wykonaniu był naprawdę solidny, bo zajmował wysokie, 7 i 10 miejsce odpowiednio w Lillehammer i Engelbergu. Kolejne tygodnie nie były już tak owocne i tuż po Turnieju Czterech Skoczni Kamil został wycofany z rywalizacji. Wrócił na zawody w Zakopanem, gdzie i tak skakał znacznie poniżej oczekiwań.
Na Igrzyska Kamil pojehał bez żadnych nadziei i się nie przeliczył. Odległe 27 i 14 miejsce nie mogło go zadowolić, lecz wtedy nie wiedział jeszcze co czeka go za cztery lata na Igrzyskach w Sochi. Na koniec sezonu wystąpił na Mistrzostwach Świata w Lotach, które były rozgrywane w Planicy. W Kranjskiej Gorze Kamil zajął 16. miejsce w konkursie indywidualnym, lecz to drużynówkę będzie wspominał lepiej, gdzie wówczas ustanowił nowy rekord życiowy. 222,5 metra, to była naprawdę kapitalna próba, która wówczas plasowała go na drugim miejscu w polskiej historii lotów narciarskich.
Upadek Wielkiego Mistrza narodzinami kolejnego?
W 2011 roku Adam Małysz był już u schyłku kariery. Długi weekend w Zakopanem – podczas którego odbyły się 3 konkursy – miał być wielkim świętem skoków. Od początku faktycznie tak było: pierwszy konkurs padł łupem Małysza. Dzień później był on 6, natomiast tuż za nim uplasował się Kamil Stoch. Trzeci konkurs rozgrywany był w ciężkich warunkach i wszyscy potwornie męczyli się na skoczni. Bardzo dobrze spisał się Kamil Stoch: skoczył aż 123 metry, co dawało prowadzenie.
Przyszła kolej na Adama: nasz lider skoczył 120 metrów, jednak przy lądowaniu odjechała mu narta. Trybuny ucichły, wyglądało to wręcz przerażająco. Na szczęście skończyło się tylko na stłuczeniu, jednak wszyscy najedli się strachu. W drugiej serii Kamil wytrzymał presję: skoczył 128 metrów, co w zupełności wystarczyło do wygrania zawodów. W zimowej scenerii, w dramatycznych okolicznościach – właśnie w taki sposób Kamil wygrał pierwsze z 39 zawodów Pucharu Świata w swoim życiu. Do końca sezonu przyszły Mistrz Olimpijski trzymał formę, wygrywając jeszcze w Klingenthal i w Planicy. Jak się okazało – Zakopane było miejscem narodzin kolejnej, równie wielkiej legendy.
Sezon 2011/2012 pierwszym bez Małysza
Po zakończeniu sezonu 2010/2011 Adam Małysz zakończył karierę. Kamil Stoch był do tej pory drugim najlepszym polskim skoczkiem, wobec czego oczekiwano, że wejdzie on w buty Adama Małysza. Zaczął świetnie – w Ruce był 4., a w Lillehammer na normalnej skoczni stanął na najniższym stopniu podium. Potem przyszło kilka trochę gorszych konkursów, a następnie… kolejne podium – tym razem w Engelbergu. Słabo rozpoczął się też Turniej Czterech Skoczni – w Oberstdorfie Kamil był dopiero 23. Dalej było już lepiej: 4. miejsce w Garmisch-Partenkirchen, a także 9. miejsce zarówno w Innsbrucku, jak i w Bischofshofen.
Do końca sezonu nasz lider skakał niezwykle równo, jedynie raz wypadając z najlepszej jedenastki (było to w Lahti, gdzie był na 39. miejscu). Poza tym jeszcze pięciokrotnie stawał na podium, dwukrotnie wygrywając: w Zakopanem i w Val Di Fiemme. Jak się później okazało – były to dwa niezwykłe miejsca w karierze naszego skoczka. W klasyfikacji generalnej rakieta z Zębu zebrała łącznie 1078 punktów, co dało Kamilowi 5. miejsce.
Trudne dobrego początki.
Sezon 2012/2013 rozpoczął się dla Polaków koszmarnie. W pierwszym konkursie nasi skoczkowie uzbierali ledwie 7 punktów. Absolutną kompromitacją był też konkurs drużynowy w Ruce, gdzie nasi zawodnicy zajęli dopiero 11. miejsce. Decyzja była jasna – Piotr Żyła i Kamil Stoch udają się na spokojny trening. Na rezultaty tych treningów nie trzeba było długo czekać – już w pierwszym konkursie po przerwie Kamil Stoch zajął 2. miejsce. Drugi konkurs w Engelbergu i rywalizacja inaugurująca Turniej Czterech Skoczni to były miejsca w drugiej dziesiątce, jednak wciąż był to znaczący postęp w stosunku do początku sezonu.
Nie ulegało jednak wątpliwości, że głównym celem na ten sezon były Mistrzostwa Świata w Val Di Fiemme. Do Włoch lider naszej kadry udał się jako jeden z wielu kandydatów do medali, gdyż jeszcze dwukrotnie stał On na podium (w Innsbrucku i Zakopanem), a poza tym regularnie bywał w najlepszej dziesiątce zawodów. Ostatecznie Kamil zajął w klasyfikacji generalnej 3. miejsce, wygrywając konkursy w Kuopio i w Trondheim. Nikt jednak nie spodziewał się, że włoski czempionat, na który czekał Kamil, przybierze tak dramatyczny, ale także szczęśliwy przebieg.
„Trzeba sto razy przegrać, żeby raz wygrać”
Kamil Stoch – jak się wydawało – bardzo polubił się z włoskimi obiektami. Przed konkursem na skoczni normalnej udało mu się wygrać serię próbną. Pierwszy skok również był świetny – po pierwszej serii zajmował 2. miejsce. Drugi skok był niestety fatalny – był to dopiero 21. rezultat drugiej serii, co spowodowało spadek na 8. miejsce. Po zawodach nasz zawodnik podszedł do kamery zapłakany, zrzucając całą winę na siebie. Był to niezwykle przykry widok. Wtedy dziennikarz powiedział do Kamila: „te Mistrzostwa się jeszcze nie skończyły”.
Na dużej skoczni w treningach Kamil plasował się w czołówce, natomiast drugi dzień treningowy całkowicie odpuścił. Pojawił się dopiero w serii próbnej przed konkursem, plasując się na drugim miejscu. A w konkursie… w konkursie był zdecydowanie najlepszy. W obu seriach zanotował najlepszą notę, wygrywając z łączną przewagą 6,1 punktu nad Peterem Prevcem. Wrzawa na trybunach i okoliczności tego złota są wyjątkowe. Do tego Kamil dołożył jeszcze brąz w konkursie drużynowym, również w kontrowersyjnych okolicznościach, gdyż źle policzono punkty Andersa Bardala. Piękne to były Mistrzostwa.
Kolejny sezon, kolejne osiągnięcia
Sezon 2013/2014 był sezonem olimpijskim. Dla Kamila były to trzecie igrzyska po tych w Turynie i Vancouver. Po raz kolejny Kamil zaczął sezon powoli, plasując się w większości poza ścisłą czołówką. Przełamanie przyszło w Titisee-Neustadt, gdzie wygrał i zajął drugie miejsce. Podobne rezultaty osiągnął także w Engelbergu. Niezbyt udany był dla niego Turniej Czterech Skoczni: tylko raz zajął miejsce na podium (w Innsbrucku), a w klasyfikacji końcowej zajął dopiero 7. miejsce. Przed Igrzyskami był jednak w dobrej formie: 2. był w Wiśle, a także dwukrotnie triumfował w Willingen. Do Sochi jechał jako faworyt oraz lider Pucharu Świata. Jak się później okazało – wtedy faktycznie był najlepszym zawodnikiem na świecie. Ostatecznie Kryształowa Kula padła jego łupem, a poszczególne konkursy wygrywał wręcz spektakularnie (np. w Lahti czy Kuopio). Mimo to – jest to nic w porównaniu do tego, co Kamil wyczyniał na Igrzyskach.
Dwukrotny złoty medalista, to brzmi jak science fiction
Kamil był z pewnością głównym faworytem zawodów w Sochi. Jak się okazało – wygrał oba konkursy, zostając podwójnym Mistrzem Olimpijskim. Na skoczni normalnej całkowicie zdominował konkurencję, był zdecydowanie najlepszy w obydwóch skokach, a jego przewaga – jak na skocznię normalną – była wręcz gigantyczna. Nie ulegało wtedy wątpliwości – Kamil będzie głównym faworytem na skoczni dużej. Było pięknie, jednak przed konkursem wszyscy przeżyliśmy emocjonalny rollercoaster. Doszła do nas wiadomość, która mogła zmienić wszystko: Stoch zaliczył upadek. Na szczęście nic wielkiego się nie stało, a Kamil Stoch wygrał drugi konkurs olimpijski. Tym razem jednak na wyniki czekaliśmy obgryzając paznokcie – przewaga nad Noriakim Kasaim była niewielka. Jednak to nie było wtedy najważniejsze – mieliśmy bowiem dwukrotnego Mistrza Olimpijskiego. Rakieta z Zębu przeszła do historii, będąc drugim polskim skoczkiem, który sięgnął po olimpijskie złoto oraz pierwszym, który zdobył dwa takie krążki.
Ciężki czas przed Kamilem, ciężki czas dla kadry
Letnie Grand Prix 2014 było w wykonaniu Kamila słabe – jedynie raz uplasował się na podium. Mimo to dobrze wiadomo, że lato nie jest żadnym wyznacznikiem, a szczyt formy ma przyjść zimą. Niestety – przed sezonem nasz świeżo upieczony dwukrotny Mistrz Olimpijski doznał kontuzji, a do rywalizacji wrócił od początku Turnieju Czterech Skoczni. Mimo to Kamil uplasował się na 9. miejscu w klasyfikacji generalnej i śmiało można stwierdzić, że gdyby nie kontuzja, to ten sezon byłby porównywalny z tym pierwszym po erze Małysza. W tym sezonie naszemu mistrzowi udało się wygrać dwa konkursy: w Willingen i w Zakopanem. Mistrzostwa Świata w Falun nie były dla Kamila przesadnie udane: poza brązem w drużynie nasz świetny zawodnik skakał przeciętnie – plasując się w drugiej dziesiątce. Był to ciężki okres także dla całej naszej kadry, gdyż przed powrotem Stocha nasi prezentowali się fatalnie. Jak się później okazało – najgorsze miało dopiero nadejść.
Sezon o nic sezonem zapaści
Sezon 2015/2016 był jednym z najgorszych sezonów w karierze Kamila. Ta kampania była o tyle przykra, że nie mieliśmy w niej nawet przebłysków. Mistrz Świata z Predazzo ledwie trzykrotnie plasował się w czołowej dziesiątce zawodów, ani razu nie zbliżając się do podium. Wiele było natomiast złych momentów, takich jak odpadnięcie w kwalifikacjach na Mistrzostwach Świata w Lotach w Bad Mittendorf czy też sklepanie buli w drugiej serii zawodów w Kuopio. Mimo tego był najlepszym z naszych zawodników tego sezonu, plasując się na 22. miejscu w klasyfikacji generalnej. Po sezonie jasne było, że potrzebne są zmiany personalne. Chwilę później wszystko było jasne – Łukasza Kruczka zastąpi Stefan Horngacher. Jak się okazało – była to dla Kamila rewelacyjna decyzja, która wprowadziła go w całkowicie nową erę swojej kariery.
Lato pełne zmian – koniecznych zmian
W przypadku Kamila zmieniło się absolutnie wszystko, a przede wszystkim pozycja najazdowa i styl lotu. Do tej pory najazd naszego skoczka wymagał opuszczenia rąk po odepchnięciu się z belki. Stefan Horngacher to zmienił, nadając nową pozycję, która pozwalała dostosować się do nowej techniki lotu. Wcześniej styl lotu Kamila był bardzo pasywny, co utrudniało dalekie skoki na skoczniach mamucich. Po przyjściu nowego szkoleniowca całkowicie się to zmieniło, a nowa pozycja w czasie lotu pozwalała na dalekie skoki i loty, nawet mimo znacznego spóźnienia odbicia. Poprawę rezultatów było widać już latem, kiedy to Kamil trzykrotnie był drugi. Nikt chyba nie spodziewał się jednak, że zimą te wyniki będą jeszcze lepsze.
Piękna zima, choć z „pechowym” zakończeniem
Już od początku zimy było widać, że nasz lider będzie walczył o najwyższe cele. Choć pierwszy weekend był dla Kamila ciężki, bo zanotował upadek i dwa miejsca w trzeciej dziesiątce, tak potem rozkręcił się na dobre. Pierwszy konkurs wygrał w Lillehammer, wyprzedzając wtedy Maćka Kota. Na kolejne zwycięstwo trzeba było zaczekać aż do konkursu w Bischofshofen, jednak ta wygrana smakowała wtedy wyjątkowo dobrze, gdyż oznaczała ona wtedy pierwszą wygraną w Turnieju Czterech Skoczni. W międzyczasie nasz Mistrz trzykrotnie był drugi, w tym dwukrotnie w czasie niemiecko-austriackiego cyklu.
Potem rozkręcił się na dobre, wygrywając dwa konkursy w Wiśle oraz jeden w Zakopanem, a także stając na podium na mamucie w Oberstdorfie. Równie dobrze radził sobie podczas azjatyckiego tournee, wygrywając w Sapporo i zajmując 3. miejsce w Pyongchangu. To właśnie w Japonii zdarzyła się jedna z dwóch sytuacji, które sprawiły, że Kamil ostatecznie nie wygrał Kryształowej Kuli. W drugiej serii jednego z konkursów trafił na fatalne warunki, spadając na bulę. Na szczęście niedługo później zrekompensował sobie ten konkurs z nawiązką.
Piękne, choć nieco pechowe Mistrzostwa Świata
Mistrzostwa Świata w Lahti odbywały się w szczęśliwym dla nas miejscu: to właśnie tutaj w 2001 roku Adam Małysz zdobył złoty oraz srebrny medal Mistrzostw Świata. Tutaj Kamil swoją moc pokazał już w kwalifikacjach na skoczni normalnej, lądując aż na 103 metrze. W konkursie też skakał naprawdę dobrze, jednak do medalu zabrakło nieco ponad punktu. Na skoczni dużej do medalu zabrakło już znacznie więcej, gdyż zajął „dopiero” 7. miejsce. W tym konkursie pierwszy krążek indywidualny (brązowy) zdobył Piotr Żyła. Najpiękniejszy moment był jednak dopiero przed nami: nasi zawodnicy całkowicie zdominowali konkurencję w konkursie drużynowym. Było to pierwsze drużynowe złoto w historii naszych skoków. Absolutnie piękny i wzruszający moment.
Końcówka sezonu i.. kolejny raz pech
Końcówka sezonu 2016/2017 stała pod znakiem walki o Kryształową Kulę między Kamilem Stochem a Stefanem Kraftem. Niestety – to właśnie Austriak był górą w tym pojedynku. Po raz kolejny Kamilowi nie pomogły warunki: tym razem w Oslo, gdzie tak jak w Sapporo podmuch wiatru wytrącił naszego skoczka z równowagi. Ostatecznie Kamil zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Piękne było natomiast zakończenie tej kampanii. W drugiej serii ostatniego konkursu drużynowego w sezonie nasz Mistrz poszybował na 251,5 metra, będąc pierwszym Polakiem, który przeleciał na nartach ponad ćwierć kilometra. To piękne wydarzenie nieco przyćmiło ostateczną porażkę w klasyfikacji Pucharu Świata. Jak się okazało – niedługo porażka będzie słowem, którego rakieta z Zębu nie zazna..
Sezon życia, sezon marzenie
Lato przed kolejnym sezonem nie napawało optymizmem: ani jednego podium i lokaty dalekie od ścisłej czołówki. Nowy sezon zimowy zaczął się jednak wybitnie, bo od 2. miejsca na inaugurację w Wiśle. Potem przyszła lekka zadyszka: 20. miejsce w Ruce i 15. w Niżnym Tagile. Jednak od drugiego konkursu w Rosji wszystko się zmieniło: Kamil powrócił do czołówki, zajmując do TCS’u kolejno 7., 6., 3., i 2. miejsce. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co wydarzyło się w czasie Turnieju Czterech Skoczni.
Tam Kamil całkowicie znokautował konkurencję, wygrywając wszystkie cztery konkursy, co do tamtej pory udało się tylko Svenowi Hannawaldowi. Był to szok, ale byliśmy wtedy wraz z Kamilem w siódmym niebie. Potem przyszła kolejna lekka zadyszka i dwa słabe konkursy: na Kulm i w Zakopanem. Przed Igrzyskami w Pyongchangu był jeszcze 4. i 2. w Willingen, wygrywając minicykl Willingen Five. Do Pyongchangu Kamil jechał jako jeden z kilku faworytów do zgarnięcia złotych medali, a przypomnijmy: bronił obu złotych medali.
„Daleko, daleko, ajjj – zabraknie”
Porównując do innych konkursów olimpijskich w karierze Kamila Stocha, te w Pyongchangu były prawdopodobnie najgorsze pod względem warunków. Wiejący wiatr, wariujące przeliczniki, silny mróz oraz jury, które ciągnęło tą farsę w nieskończoność, o czym dość ostro mówił Simon Ammann. Ofiarą przeliczników padli właśnie Polacy, a przede wszystkim Stefan Hula. Stefek po pierwszej serii dość wyraźnie prowadził po skoku na 11 metrów. W drugiej serii też skoczył świetnie – 105,5 metra i do medalu zabrakło niewiele. Byliśmy w szoku, Stefan wylądował za odległością, która powinna dać srebro. Przy nazwisku naszego skoczka zobaczyliśmy absurdalną wręcz ilość punktów odjętych za wiatr, które to wynikały z odczytów jeszcze 2 sekundy po lądowaniu. Kamil Stoch był przed Stefanem – skończył 4., 0,4 pkt. od medalu.
Na szczęście konkurs na dużej skoczni był już sprawiedliwy – tam Kamil po skokach na 135 i 136,5 metra zdobył złoty medal. Dobrze spisała się też reszta naszych: 10. był Dawid Kubacki, 15. Stefan Hula, a 19. finiszował Maciej Kot. Nie był to też ostatni medal – zdobyliśmy też brąz w drużynie. Brąz, bo w ostatniej serii przegraliśmy niestety bój z Niemcami.
Końcówka sezonu i absolutna dominacja!
Koniec sezonu był czystą dominacją Kamila. Do końca sezonu z 7 konkursów wygrał aż 5. Gdyby nie warunki, byłoby ich prawdopodobnie 6, gdyż w pechowym Oslo trafił On na fatalne warunki. Poza tym skakał jednak wybitnie, demolując rywali w każdym konkursie. Jedynie konkurs w Vikersund był nieco słabszy, co brzmi jednak komicznie, gdyż wciąż było to miejsce w czołowej dziesiątce. Kamil zgarnął wtedy Raw Air, Planica 7, a także zajął 2. miejsce w klasyfikacji lotów. Sezon 2017/2018 był niewątpliwie wybitny i najlepszy w całej historii występów naszego zawodnika.
Sukcesów ciąg dalszy?
Sezon 2018/2019, po udanym lecie, miał być kontynuacją wielkich sukcesów naszej gwiazdy. Zaczęło się świetnie: Kamil z pierwszej dziesiątki wypadł dopiero w konkursie w Bischofshofen, w międzyczasie trzykrotnie stając na podium. Mimo to – brakowało już tego błysku i lekkości, którą prezentował rok wcześniej. Poza kolejną wpadką w Zakopanem, cały sezon Kamil skakał niezwykle równo i powtarzalnie. Dobrze prezentował się też na Mistrzostwach Świata w Seefeld, gdzie na skoczni dużej zajął 5. miejsce, natomiast w kuriozalnym konkursie na skoczni normalnej zdobył srebrny medal. W tym sezonie trzykrotny Mistrz Olimpijski wygrywał dwukrotnie: na lotach w Oberstdorfie i w Lahti. Niestety – końcówka sezonu była już dużo słabsza, co kosztowało Kamila drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Ostatecznie zajął w niej trzecie miejsce, natomiast cała reprezentacja Polski wygrała Puchar Narodów.
Nowy trener i nowa era kariery Kamila
Po sezonie kadrę opuścił Stefan Horngacher. Jego następcą został Michal Dolezal – dotychczasowy asystent szkoleniowca. Czas na zmiany był idealny – sezon 2019/2020 był typowym „sezonem o nic”. Mimo to, współpraca z czeskim trenerem układała się naprawdę dobrze. Zaczęło się naprawdę świetnie, bo od 3. miejsca w Wiśle. Tym razem jednak Kamil nie był aż tak regularny i często zdarzały mu się konkursy, w których plasował się w drugiej dziesiątce. Mimo to, nasz reprezentant pięciokrotnie stawał na podium, wygrywając trzykrotnie: w Engelbergu, w Zakopanem oraz w Lillehammer. Cały cykl ukończył na 5. miejscu, nie będąc najlepszym Polakiem po raz pierwszy od czasów Adama Małysza. Do tego dołożył jeszcze wygraną w skróconym z powodu pandemii turnieju Raw Air.
Sezon 2020/2021 i ostatni sezon wielkiego Kamila
Kolejna kampania była w wykonaniu Kamila bardzo udana i – jak się później okazało – była to ostatnia taka zima w karierze naszej legendy. Początek sezonu był niespecjalny – jedynie raz uplasował się on w TOP10. Po przerwie i Mistrzostwach Świata w Lotach, w których był 8., nasz skoczek się rozpędził. W Engelbergu był 7. i 2., a potem w Turnieju Czterech Skoczni plasował się odpowiednio na 2., 4., 1. oraz na 1. miejscu, wygrywając cały cykl. Potem wygrał jeszcze w Titisee-Neustadt – jak się okazało – po raz ostatni.
Potem na podium stał jeszcze trzykrotnie, dwukrotnie plasując się na drugim miejscu i raz na miejscu trzecim. Na Mistrzostwach Świata indywidualnie skakał słabo, plasując się na 22. i 19. miejscu. Mimo to był ważnym ogniwem drużyny, która zdobyła brązowy medal w rywalizacji drużynowej. Końcówka sezonu była w wykonaniu Kamila fatalna i zapoczątkowała kryzys, z którego Kamil nigdy się do końca nie wygrzebał. Ostatecznie skoczek z Zębu uplasował się na świetnym 3. miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
Niespełniony i pechowy sezon
Sezon 2021/2022 był w wykonaniu polskich skoczków wręcz katastrofalny. Poza brązowym medalem Dawida Kubackiego cała kampania była wręcz dramatyczna. Nie ominęło to też Kamila. Początek sezonu był jeszcze dość dobry, a w Klinghental udało mu się nawet stanąć na podium – jak się okazało – po raz ostatni w karierze. Potem całkiem nieźle skakał w Engelbergu, jednak na Turnieju Czterech Skoczni Kamil całkowicie się posypał. W niemieckiej części skakał fatalnie, a w Innsbrucku nie przeszedł kwalifikacji, po czym został wycofany z Pucharu Świata. Do rywalizacji wrócił dopiero w Willingen, gdzie wygrał nawet kwalifikacje. Przyszedł czas na Igrzyska, które były dla Kamila niezwykle pechowe.
Na skoczni normalnej po pierwszej serii plasował się na podium, jednak słabszy drugi skok sprawił, że spadł na 6. miejsce. Na skoczni dużej do medalu było bardzo blisko: Kamil był czwarty, choć powinien być trzeci, gdyż wyraźnie powiększony kombinezon miał Karl Geiger. Sędziowie jednak nie wychwycili żadnych uchybień, co sprawiło, że nasz skoczek skończył zawody bez medalu. Przykry był to obrazek: zapłakany i załamany Kamil w wywiadzie to było coś, co mogło zasmucić nawet najtwardszych kibiców. Jak sam potem przyznał – gdyby zdobył wtedy medal, po sezonie zakończyłby karierę. Końcówka sezonu była dobra – skakał na poziomie drugiej dziesiątki.
Ostatni sezon w czołówce
Sezon 2022/2023 był tym sezonem, w którym początek sezonu zdominował Dawid Kubacki. Nieco w cieniu ówczesnego lidera Pucharu Świata skakali Piotr Żyła i Kamil Stoch, choć obaj skakali na naprawdę wysokim poziomie. W tym też sezonie rozgrywano Mistrzostwa Świata w Planicy. Przez pierwszą część sezonu nasz Mistrz skakał naprawdę dobrze, choć nie mógł przebić pewnego sufitu, którym było podium. Najbliżej było w Innsbrucku (tam w drugiej serii Kamil spadł z podium), a także w Sapporo, gdzie był czwarty.
Po zawodach w Japonii coś się zepsuło, a nasz zawodnik zakończył weekend w Willingen brakiem awansu do konkursu. Po tej wpadce został wycofany aż do Mistrzostw Świata, na których zajął 6. miejsce na skoczni normalnej, 4. na dużej oraz 4. w drużynie. Skocznia normalna znów była pechowa, pojawiały się głosy wątpliwości co do ocen sędziowskich. Teraz nie ma to już jednak znaczenia. Do końca sezonu skakał przyzwoicie, głównie na poziomie drugiej dziesiątki. W klasyfikacji generalnej zajął ostatecznie dobre 14. miejsce.
Sezon 2023/2024 i początek nieskończonego kryzysu
Kolejny sezon był w wykonaniu Kamila wręcz fatalny. W pierwszych 4 konkursach trzykrotny Mistrz Olimpijski wywalczył jedynie 3 punkty, co poskutkowało wycofaniem go z zawodów w Klingenthal. Po powrocie radził sobie sporo lepiej: skakał na poziomie drugiej lub trzeciej dziesiątki, jednak wciąż to nie był ten Kamil z poprzedniego sezonu. Ostatecznie przez cały sezon ani razu nie wskoczył do czołowej dziesiątki. Nie udało mu się dostać też do składu na konkurs indywidualny na jedyną imprezę mistrzowską sezonu: MŚWL w Kulm. W drużynie skakał jednak przyzwoicie. Cały sezon zakończył na 26. miejscu w klasyfikacji generalnej.
Sezon 2024/2025 sezonem bliźniaczym?
Kolejna kampania była dla Kamila wręcz identyczna jak poprzednia. Przez cały sezon nasz zawodnik skakał bardzo przeciętnie, plasując się głównie w trzeciej i w drugiej dziesiątce. Było tak mimo tego, że przed sezonem dostał on indywidualny sztab z Michalem Dolezalem i Łukaszem Kruczkiem na czele. Do słabego sezonu można dołożyć jeszcze jeden cios, jaki dostał Kamil, a mianowicie brak powołania na Mistrzostwa Świata w Trondheim. Ten sezon Kamil ukończył na 31. miejscu w generalce.
„Ta ostatnia niedziela…”
Już przed sezonem wiadome było, że zima 2025/2026 będzie ostatnią w karierze naszego skoczka. Sezon letni mógł nieśmiało wskazywać, że ten ostatni sezon może być lepszy niż dwa ostatnie. Tak się niestety nie stało – mimo dobrego początku forma Kamila załamała się po weekendzie w Ruce. Pojawiały się pojedyncze przebłyski: w Lahti, gdzie był 10. czy też w treningach na Igrzyskach Olimpijskich, kiedy plasował się w czołówce. Druga część sezonu była jednak męczarnią – męczarnią, która była przykrym końcem tej pięknej kariery. Sezon skończył ostatecznie na identycznym jak rok wcześniej – 31. miejscu.
Afery z udziałem naszego Mistrza
W życiu każdego sportowca pojawiają się również sytuację, z którymi musi się zmierzyć, nawet narażając się na ostrą krytykę w mediach. Kamil przez ponad 20 lat kariery nie ustrzegł się żadnych afer, do których musiał się odnosić, czy się z nich tłumaczyć. W Marcu 2022 roku, gdy Polski Związek Narciarski, po słabym sezonie postanowił zwolnić Michala Doleżala ze stanowiska głównego trenera Polskiej reprezentacji, to wówczas pojawiały się głosy sprzeciwu. Jedną z osób broniących trenera był oczywiście sam Kamil Stoch. Polak nie zgadzał się z decyzją zarządu, mówił o tym, że jeśli nic się nie zmieni w strukturach, to może nawet zakończyć karierę. W dużym stopniu nawiązywał do Adama Małysza, który był głównie odpowiedzialny za tę decyzję. Na linii Małysz – Stoch nie było łagodnie, a obaj panowie byli nieustępliwi. Sprawa później ucichła, ale jakie relacje łączą obu panów nie wiemy do dzisiaj.
Najwięsze sukcesy w karierze
Kryształowa Kula – 2x
Drugie miejsce w PŚ – 1x
Trzecie miejsce w PŚ – 3x
Drugie miejsce w PŚ w lotach – 1x
Trzecie miejsce w PŚ w lotach – 1x
Złoto Igrzysk Olimpijkich – 3x
Brąz Igrzysk Olimpijskich – 1x
Złoto Mistrzostw Świata – 2x
Srebro Mistrzostw Świata – 1x
Brąz Mistrzostw Świata – 3x
Srebro Mistrzostw Świata w Lotach – 1x
Brąz Mistrzostw Świata w Lotach – 2x
Turniej Czterech Skoczni – 3x
Raw Air – 2x
Drugie miejsce w Raw Air – 1x
Drugie miejsce w LGP – 3x
Trzecie miejsce w LGP – 2x
Letni Puchar Kontynentalny – 1x
Zwycięstwa w zawodach PŚ – 39x
Miejsca na podium w zawodach PŚ – 80
Zwycięstwa w zawodach LGP – 12x
Miejsca na podium w zawodach LGP – 28x
Złoto zimowych Mistrzostw Polski – 10x
Medale zimowych Mistrzostw Polski – 21x
Złoto letnich Mistrzostw Polski – 4x
Medale letnich Mistrzostw Polski – 18x
Rekordy skoczni
Oberhof 2007 – 140 metrów – Letnie Grand Prix
Klingenthal 2010 – 143,5 metra – Letnie Grand Prix
Courchevel 2011 – 137 metrów – Letnie Grand Prix
Sochi 2014 – 139 metrów – Zimowe Igrzyska Olimpijskie
Falun 2014 – 134,5 metra – Puchar Świata
Sapporo 2015 – 140 metrów – Puchar Świata
Engelberg 2016 – 143,5 metra – Puchar Świata
Lahti 2017 – 103,5 metra – Puchar Świata
Planica 2017 – 251,5 metra (rekord życiowy) – Puchar Świata
Zakopanem 2018 – 141,5 metra – Puchar Świata
Trondheim 2018 – 146 metrów – Puchar Świata
Sapporo 2019 – 148,5 metra – Puchar Świata
Top 10 najlepszych skoków w karierze Kamila Stocha:
- Planica 2017 – 251,5 metra
- Trondheim 2018 – 146 metrów
- Sochi 2014 – 105,5 metra
- Sapporo 2019 – 148,5 metra
- Oberstdorf 2017 – 137 metrów
- Vikersund 2017 – 243 metry
- Kuopio 2013 – 135 metrów
- Lillehammer 2016 – 144 metry
- Garmisch-Partenkirchen 2017 – 143 metry
- Lahti 2017 – 103,5 metra
Kamil dla wielu osób był prawdziwym wzorem do naśladowania, idolem i prawdziwą legendą. Co tydzień siadaliśmy przed telewizorami i dmuchaliśmy pod narty. On nas zachwycał swoimi dalekimi skokami. Nawet w chwilach trudnych dla siebie, dziękujemy, że byłeś z nami, dałeś nam wiele, bardzo wiele…
DZIĘKUJEMY – SPORTOWA STREFA…