Czy Norwegia przebije szklany sufit, czy Brazylia pokona europejską przeszkodę?
3EK53HD Rio de Janeiro, Brazil - 31 May: Vinicius Jr of Brazil celebrates his goal during a International Friendly Match between Brazil and Panama prior to the FIFA World Cup 2026 at Maracana Stadium on May 31, 2026 in Rio de Janeiro, Brazil. Photo by Martin Fonseca/Latin Sport Images Credit: Latin Sport Images/Alamy Live News
Ostatni medal mistrzostw świata dla Brazylii to 2002 rok. Oczywiście, później była jeszcze strefa medalowa
w 2014 roku, ale raczej żaden kibic Canarinhos nie wspomina tamtego turnieju z estymą.
Po złotym medalu z 2002 roku każdy kolejny mundial Brazylijczyków miał wspólny mianownik – traumę meczów z europejskimi rywalami w fazie pucharowej. Co ciekawe, każdy zespół, który eliminował Canarinhos, kończył turniej z medalem. Ta seria trwa już od ponad dwóch dekad.
W 2006 roku na etapie ćwierćfinału Brazylia odpadła z późniejszymi wicemistrzami świata – Francją. W 2010 roku podczas afrykańskiego mundialu ekipa prowadzona przez Carlosa Dungę przegrała z kolejnym wicemistrzem świata, czyli Holandią. O 2014 roku już wspominałem, ale z sympatii do Brazylijczyków nie będę przypominać ich meczu z późniejszym mistrzem świata (nigdy nie pytaj Brazylijczyka, co robił 8 lipca 2014 roku). Ostatni mundial zakończył się porażką po rzutach karnych z Chorwacją, która później sięgnęła po brązowe medale.
W tym meczu Brazylia ma szansę przerwać tę traumatyczną serię i pomimo tego, że za ten turniej można mieć do tej drużyny mnóstwo zastrzeżeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ona będzie faworytem starcia
z norweskimi Wikingami.
Optymizm nie tylko w Viním
Zasadniczo optymizm brazylijskich kibiców powinien wynikać z tego, że obserwując mecze Brazylii, trudno oprzeć się wrażeniu, iż ta drużyna swój najlepszy mecz turnieju ma jeszcze przed sobą.
Podopieczni Carlo Ancelottiego może nie dostarczają wielkich wrażeń artystycznych, ale wygląda na to, że Carletto wniósł do tej ekipy sporą dozę pragmatyzmu, którego ewidentnie brakowało w starciach z Europejczykami podczas poprzednich turniejów.
Odpowiedzialność za wyniki rozkłada się dziś na większą liczbę zawodników. Liderem nadal pozostaje Vinícius Júnior, ale mecz z Japonią pokazał, że ciężar potrafią wziąć na siebie także Bruno Guimarães czy Casemiro, czy też Gabriel Martinelli. Ewidentnie każdy z tych zawodników może dźwigać ciężar gatunkowy tak ważnego spotkania.
Endrick, czyli ktoś więcej niż mem
W czasie fazy grupowej młody napastnik Brazylii został etatową twarzą memów związanych z reprezentacją Canarinhos. Kreatywni internauci docenili jego rolę specjalisty od nagrzewania ławki rezerwowych.
Z biegiem turnieju widać jednak, że Ancelotti nie trzymał młodego napastnika na ławce z powodu niechęci do niego. Po prostu Endrick we wcześniejszych spotkaniach i przy ich przebiegu nie był elementem niezbędnym.
Dzisiaj jego rola może być znacznie większa, a jego dynamika może okazać się bezcenna. Norwegowie, niczym Wikingowie, słyną z dobrej ofensywy, ale bynajmniej nie należą do najsolidniejszych w defensywie. Jeżeli Ancelotti będzie potrzebował zmienić dynamikę meczu, trudno o lepszego kandydata niż właśnie Endrick.
Ta łódź przecieka
Cztery rozegrane spotkania i osiem straconych goli – oto bilans Norwegów. Jasne, że połowę z tych bramek Norwegowie stracili w meczu rezerwowego składu z kapitalną Francją, ale każdy, kto oglądał poczynania Skandynawów przeciwko dynamicznie grającym reprezentacjom Senegalu i Wybrzeża Kości Słoniowej, mógł zauważyć, że formacja defensywna nie jest najmocniejszym punktem tego zespołu.
Co znamienne, Norwegowie i Brazylijczycy największe słabości swoich zespołów mają w tych samych miejscach – na bokach obrony. Już przed turniejem dużo mówiono o tym, że David Wolfe i Marcus Pedersen nie należą do czołówki na swoich pozycjach. W przypadku Davida Wolfe’a dobitnie pokazał to ostatni mecz z Iworyjczykami, kiedy zawodnik Wolverhampton został bezlitośnie ograny przez Amada Diallo.
Jeżeli Vinícius będzie miał równie dużo miejsca, Norwegowie mogą mieć ogromny problem z utrzymaniem czystego konta.
Czy to będzie mecz liderów?
Te słabości defensywne obu ekip mogą być idealnym placem zabaw dla Antonio Nusy, Erlinga Haalanda, Viníciusa Júniora czy Matheusa Cunhi, którzy z pewnością będą chcieli wykorzystać każdą wolną przestrzeń i każdy błąd defensywy rywali.
Szczególnie ciekawie zapowiada się pojedynek gwiazd Realu Madryt i Manchesteru City. Przed wejściem na boisko między zawodnikami panuje świetna atmosfera (obaj z humorem podchodzą do przerobionej sceny z filmu „Agenci bardzo specjalni”), ale pewne jest, że na murawie nie będzie miejsca na żarty. Stawka jest zbyt wysoka,
a margines błędu praktycznie nie istnieje.
Dotychczas obaj wywiązywali się z roli liderów swoich reprezentacji. Co więcej, obaj mają realne szanse włączyć się do walki o koronę króla strzelców i bardzo możliwe, że to właśnie od formy tej dwójki będzie dziś zależeć najwięcej.

Źródło zdjęcia: https://g1.globo.com/economia/noticia/2026/07/04/vini-jr-ou-haaland-qual-o-jogador-mais-valioso-da-partida-entre-brasil-e-noruega.ghtml
Szklany sufit
Przed turniejem Norwegia była typowana na jednego z czarnych koni mistrzostw. Na ten moment mundialowy występ Norwegów z pewnością należy docenić, ale jeśli przygoda Wikingów zakończy się dzisiaj, będzie można ocenić ją jako poprawną – na zasadzie: „wygrali to, co mieli wygrać, przegrali to, co mieli przegrać”.
Sami zawodnicy i selekcjoner również starają się zdjąć z siebie presję i przerzucić ją na graczy z kraju kawy. Jednak pod płaszczykiem tej kurtuazyjnej gry z pewnością marzą o przebiciu szklanego sufitu 1/8 finału, na którym zatrzymali się podczas swojego ostatniego występu na mundialu we Francji w 1998 roku. Ćwierćfinał nie byłby już tylko niespodzianką. Byłby dowodem, że Norwegia wreszcie przebiła swój szklany sufit.
Powtórka z historii
Podczas tamtego turnieju Norwegowie wyszli z grupy właśnie kosztem Brazylii. 23 czerwca 1998 roku odwrócili losy spotkania – po golu Bebeto odpowiedzieli trafieniami Tore André Flo oraz Kjetila Rekdala, który wykorzystał rzut karny podyktowany po kontrowersyjnym faulu na Flo.
Co ciekawe, całe tamto spotkanie na ławce rezerwowych przesiedział obecny selekcjoner Norwegów, Ståle Solbakken, który z pewnością chciałby dzisiaj przeżyć podobne chwile radości jak przed 28 laty na francuskiej ziemi.

Świetny artykuł, który idealnie podgrzał atmosferę przed tym starciem! Dzisiaj, kiedy znamy już wynik, czyta się go jeszcze lepiej. Norwegia pokazała niesamowitą klasę i ostatecznie pokonała Brazylię, co – nie ukrywajmy – bardzo nas zaskoczyło i dostarczyło ogromnych emocji! Wielkie brawa dla autora za trafną zapowiedź. To był genialny mecz!