2026-07-15

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Anglicy pokazali wyższość w kluczowych momentach i odprawili Norwegów na etapie ćwierćfinału. Wielki Jude Bellingham z dubletem, a Wikingowie kończą romantyczną przygodę. Zapraszam na podsumowanie ćwierćfinałowego hitu Mistrzostw Świata.

Spokojny poczatek

Spotkanie Anglików z Norwegami to nie nie tylko rywalizacja dwóch Europejskich nacji, lecz także potyczka o niezwykłym ciężarze gatunkowym, której stawką był półfinał Mistrzostw Świata. Oba zespoły podeszły do tego spotkania niezwykle zdyscyplinowane. Na papierze to Anglicy wydawali się faworytami tej batalii, lecz jak dobrze wiemy Norwegia to rewelacja turnieju, która już wyeliminowała wielką Brazylię. Spotkanie, które było zapowiadane, jako wielki hit początkowo było sporym rozczarowaniem. Grę prowadzili Anglicy, mozolnie rozgrywając piłkę po obwodzie, lecz bez większych konkretów.

Próbował Madueke, próbował Kane, lecz nie przyniosło to nic owocnego. Ten pierwszy robił największe zamieszanie, pod Norweską bramką, lecz często brakowało lepszego przyjęcia, czy odpowiedniego podania. Norweskiej ekipy przez pierwsze 30. minut można powiedzieć, że nie było na boisku. Brak jakichkolwiek sytuacji, zero strzałów i znikoma obecność pod bramką Pickforda. Skandynawowie z kolei świetnie przesuwali i nie pozostawiali Anglikom zbyt dużo wolnej przestrzeni. To zupełnie inna postawa, którą oglądaliśmy dotychczas, bo jak wiemy Norweska obrona nie wyróżnia się pozytywnie na tych Mistrzostwach.

Norweska nawałnica

Prawdziwych piłkarskich emocji mogliśmy dostrzec dopiero po 30. minucie spotkania. Do gry weszli Wikingowie, którzy zaczęli stawiać Anglikom poważne warunki. Najpierw ogromny błąd popełnił Stones, aczkolwiek Haaland nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Było to jednak poważne ostrzeżenie, że Norwegia w tym meczu się nie podda. Kilka minut później strzał na bramkę oddał Erling Haaland, lecz wtedy jeszcze obronił go Pickford. W 36 minucie na Norwegów nie było już mocnych. Odegaard kapitalnie rozrzucił do skrzydła do Schjedelrupa, a ten uderzył nie do obrony pod poprzeczkę bramki Pickforda. Na trybunach kibice byli w ekstazie, a Norwegia postawiła ogromny krok w kierunku dokonania wielkiej sensacji.

Kolejne minuty również należały do Skandynawów, którzy zakładali wysoki, ekspresyjny pressing, który sSolbaprawiał Anglikom ogromne problemy. W końcówce pierwszej połowy kapitalną sytuację zmarnował jeszcze Sorloth, a kilka minut później dosyć niespodziewanie wyrównał Bellingham. Genialna bramka w wykonaniu zawodnika Realu Madryt. Wszedł w pole karne jak rasowy napastnik i uderzył po długim słupku. Tak grają tylko najwięksi, a takim bez wątpienia jest Jude Bellingham, dla którego jest to piąta bramka na tych Mistrzostwach. Sytuacja Sorlotha mogła zemścić się podwójne, lecz w ostatniej akcji przed przerwą Kane był na minimalnym spalonym, po którym pokonał Nylanda.

Przepychanki bez konkretów

Druga część gry była kontynuacją wydarzeń z końcówki pierwszej połowy. Wszystko zostało spuentowane nieuznaną bramką dla Norwegów w 55. minucie. Po ogromny zamieszaniu w polu karnym Heggem dobił piłkę do pustej bramki i wyprowadził na kilka chwil Norwegię na prowadzenie. Sędzia po video weryfikacji uznał, że Erling Haaland odpychał Andersona i odwołał bramkę. Kolejne minuty to odwrotny obraz początku spotkania, czyli gwałtowna przewaga Norwegów. Grali pewnie siebie, nieustępując Anglikom nawet na moment. Duże zagrożenie tworzyli Bobb i Nusa, którzy potrafili wykreować kilka klarownych okazji. Wikingowie przytłoczyli Anglików swoją grą, lecz i oni mieli swoje okazje, po udanych wyjściach z kontry. Najbliżej zdobycia bramki byli już w samej końcówce regulaminowego czasu gry, gdy Saka kapitalnie wjechał w pole karne i podał wzdłuż bramki. To był moment chwilowej dominacji Anglików, lecz nie zdołali tego wykorzystać i doszło do dogrywki.

Norwegia żegna się z Mundialem

Początek dogrywki okazał się kulminacyjnym momentem tego świetnego widowiska. Bellingham zdobył drugą bramkę w meczu i wyprowadził Anglików na prowadzenie, lecz ta bramka nie była tak oczywista. Wszystko zaczęło się od odważnego strzału Rodgersa z okolic 20-25 metra boiska. Piłka trafiłą w środek bramki, którą fatalnie odbił Nyland, a tam już czyhał Bellingham, który niczym rasowy napastnik umieścił piłkę w siatce. Kolejne minuty to zupełnie inny obraz spotkania.

Gra zrobiła się rwana, a obie drużyny miały zupełnie odmienne plany. Anglicy przeszkadzali, wybijali Norwegów z uderzenia. Z kolei Skandynawowie starali się często zagrywać piłkę do Bobba lub Nusy, którzy albo wchodzili w indywidualny drybling, albo szukali dośrodkowania, które często kończyły się zagrożeniem. W okoliach setnej minuty sytaucja Norwegów mogła się jeszcze bardziej skomplikować. Spance wbiegł w pole karne z przyklejonym na plecach Bobbem i chwilę później upadł, a sędzia natychmiastowo wskazał na wapno. Po krótkiej chwili weryfikacji podbiegł do monitora i odwołał swoją pierwotną decyzję, sugreując symulkę Anglika. Do końća meczu Norwegowie nie znaleźli już recepty na Anglików i po pięknej przygodzie pożegnali się z turniejem Na Synów Albionu z kolei czeka gra w półfinale ze zwycięzcą pary Argentyna/Szwajcaria.

Zobacz także:

Fanpage na FB – https://www.facebook.com/profile.php?id=61560048402880&locale=pl_PL

fot: https://www.foxsports.com/stories/soccer/jude-bellingham-two-goals-two-minutes-vs-mexico-2026-world-cup

Autor

  • Dominik Ochab

    Administrator Sportowej Strefy. Kontroluję poczynania redakcji od strony merytorycznej oraz pracę każdego z redaktorów. Współpracuje również z redakcją Radio Gol, a prywatnie wielki sympatyk sportu i zagorzały kibic Liverpoolu.

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x