2026-07-15

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

ZOSTAŁO OŚMIU! PORA NA ĆWIERĆFINAŁY MISTRZOSTW ŚWIATA

„(…) Ośmiu tylko pozostało. Ośmiu dziarskich żołnierzyków po Devonie wędrowało, jeden zostać chciał na zawsze…”

– Agatha Christie, „I nie było już nikogo”

Cytat z powieści Agathy Christie zaskakująco dobrze oddaje moment, w którym znalazły się mistrzostwa świata. Już dzisiaj o godzinie 22.00 czasu polskiego rozpoczynamy decydującą fazę turnieju. W grze pozostało już tylko osiem reprezentacji.

Dopiero co rozpoczynaliśmy mundial z udziałem 48 drużyn, a dziś zostało ich zaledwie osiem… Dla przeciętnego kibica ten turniej mija błyskawicznie. Oj, błyskawicznie.

Wyjątkowe starcie

Na otwarcie ćwierćfinałów czeka nas wyjątkowe spotkanie Maroka z Francją. Trudno o bardziej symboliczny mecz. Oba kraje od lat łączą silne więzi historyczne i społeczne, a przede wszystkim liczna diaspora marokańska mieszkająca we Francji.

Jak podaje Cezary Kawecki z profilu Statystyki Piłkarskie na platformie X, aż sześciu reprezentantów Maroka urodziło się właśnie we Francji. Największe emocje budzi urodzony w Senlis Ayyoub Bouaddi. Młody pomocnik słynie nie tylko z ogromnego talentu piłkarskiego, ale również z zamiłowania do matematyki, dzięki któremu zyskał przydomek „Einstein”.

Zawodnik Lwów Atlasu (tak często określana jest reprezentacja Maroka) wcześniej występował w młodzieżowych kadrach Francji, gdzie pełnił nawet funkcję kapitana. Podczas tego mundialu swoją inteligentną grą zrobił jednak na tyle duże wrażenie, że z pewnością trafił już do notesów skautów wielu czołowych europejskich klubów.

Po drugiej stronie stanie między innymi Kylian Mbappé, który będzie chciał odpowiedzieć Leo Messiemu w wyścigu o koronę króla strzelców. Obok niego zobaczymy Michaela Olise – obecnego lidera klasyfikacji asyst – którego zadaniem będzie dostarczanie piłek swojemu „dyktatorowi”. Podobno koledzy z reprezentacji wołają na Mbappé „Mobutu”, nawiązując do byłego dyktatora Zairu, Mobutu Sese Seko. Skoro piłkarze pozwalają sobie na takie uszczypliwości, można odnieść wrażenie, że w szatni Trójkolorowych panuje znakomita atmosfera.

Jeżeli Francja ma awansować do półfinału, warto trzymać kciuki, aby Michael Olise nie obejrzał żółtej kartki. Pomocnik jest zagrożony zawieszeniem na kolejne spotkanie, a w jego przypadku nadzwyczajna komisja dyscyplinarna FIFA raczej ponownie nie będzie szukać „sprawiedliwości”.

Moim zdaniem będzie to starcie dwóch najlepiej prezentujących się dotychczas reprezentacji na turnieju. Tym bardziej szkoda, że już tej nocy z mundialem pożegna się jedna z nich.

Drużyna, która rośnie

Kolejnym ćwierćfinałem będzie starcie Hiszpanii z Belgią. Jeszcze kilka dni temu większość postronnych kibiców nie miałaby wątpliwości, komu kibicować. W piątek, 10 lipca o godzinie 21.00, nie będzie to już jednak takie oczywiste.

Belgia po dwóch przeciętnych występach wyraźnie złapała wiatr w żagle. Rozbicie Nowej Zelandii było zgodne z planem, ale dreszczowiec z Senegalem i efektowny rewanż na reprezentacji Stanów Zjednoczonych za polityczne gierki „Łysego z FIFA” z Donaldem Trumpem zrobiły swoje. Te zwycięstwa wyraźnie napędziły zespół i sprawiły, że wielu neutralnych kibiców zaczęło sympatyzować z „Czerwonymi Diabłami”.

Belgia rośnie z meczu na mecz. Duża w tym zasługa Rudiego Garcii, który nie boi się stawiać dobra drużyny ponad nazwiska i status największych gwiazd. Pytanie tylko, czy to wystarczy na…

La Furia Roja, czyli aktualnych mistrzów Europy. Hiszpanie nie stracili gola już od sześciu meczów mundialowych. Sam fakt zachowania czystego konta robi wrażenie, ale jeszcze bardziej imponuje sposób, w jaki to osiągają. Podopieczni Luisa de la Fuente ograniczają rywalom liczbę dogodnych sytuacji do absolutnego minimum.

Skoro wspomniałem już o trenerze Belgów, nie sposób pominąć również selekcjonera Hiszpanii. Luis de la Fuente równie przytomnie reaguje na boiskowe wydarzenia, a jego decyzje personalne i taktyczne jak dotąd niemal zawsze przynoszą oczekiwany efekt.

To spotkanie bardziej niż pojedynkiem gwiazd zapowiada się na szachowy mecz dwóch trenerów, którzy ostatnio skutecznie stronią od błędów.

You’re my wonderwall

(…) I don’t believe that anybody feels the way I do about you now…”

W sobotę o godzinie 23.00 obejrzymy starcie dwóch reprezentacji, które z tego mundialu zapamiętamy nie tylko ze względu na wyniki, ale również dzięki ich pomeczowym rytuałom. Norwegowie po zwycięstwach chwytają za wyimaginowane wiosła, a Anglicy razem ze swoimi kibicami śpiewają Wonderwall zespołu Oasis.

Jak to zwykle bywa podczas wielkich turniejów, większa presja spoczywa na Synach Albionu. Norwegia już teraz osiągnęła historyczny wynik, a sympatia do tej reprezentacji dawno wykroczyła poza granice Skandynawii. To klasyczna sytuacja, którą od lat opisuje stare piłkarskie powiedzenie: „Anglia musi, a Norwegia może”.

Zapowiadając poprzedni mecz Norwegii z Brazylią, skupiałem się na rywalizacji Viníciusa Júniora z Erlingiem Haalandem. Tym razem trudno nie ekscytować się pojedynkiem Haalanda z Harrym Kanem. Dwóch wybitnych napastników. Dwóch liderów swoich reprezentacji. Dwóch piłkarzy, którzy potrafią przesądzić o losach meczu jednym zagraniem. Do półfinału awansuje jednak tylko jeden z nich.

Trudno przewidzieć, czy po końcowym gwizdku ponownie usłyszymy Wonderwall w wykonaniu angielskich kibiców (a swoją drogą Oasis właśnie wraca z nową trasą koncertową – przypadek?), czy też Norwegowie raz jeszcze chwycą za wyimaginowane wiosła i popłyną po półfinał ze Szwajcarią lub Argentyną. Jedno jest pewne -dla Skandynawów będzie to najważniejszy mecz pokolenia.

Messi i długo, długo nic

Ćwierćfinały zakończymy chyba najmniej oczywistym z punktu widzenia emocji starciem. W nocy z niedzieli na poniedziałek, o godzinie 3.00 czasu polskiego, Argentyna zmierzy się ze Szwajcarią.

Wcześniej pisałem o zmianie optyki względem reprezentacji Belgii, która w trakcie turnieju zyskała wielu nowych sympatyków. Nie sposób jednak pominąć również odwrotnego procesu – stopniowej utraty zachwytów nad Argentyną.

Po fazie grupowej niewielu kibiców dostrzegało słabości Albiceleste. Zachwyty i optymizm nie ustawały, a problemy były przykryte pod kocem z napisem „Messi”. Wszystko zmieniło się wraz z rozpoczęciem fazy pucharowej, kiedy niedoskonałości zespołu prowadzonego przez Lionela Scaloniego zostały brutalnie obnażone przez Republikę Zielonego Przylądka i Egipt.

Oczywiście reprezentacjom Afryki należą się ogromne słowa uznania, ale nie ulega wątpliwości, że obrońca mistrzowskiego tytułu powinien radzić sobie z takimi rywalami zdecydowanie lepiej. Tymczasem zobaczyliśmy Argentynę słabą, zachowawczą i uzależnioną od pojedynczych błysków Messiego. Jego 15-minutowy geniusz uratował dalszy udział zespołu w turnieju, ale na tak stabilnego i dobrze zorganizowanego przeciwnika jak Szwajcaria może to już nie wystarczyć.

Szwajcaria nie jest drużyną, która zachwyca neutralnych kibiców efektowną grą. Jest jednak zespołem niezwykle uporządkowanym, konsekwentnym i powtarzalnym. Myślę, że niejeden kibic reprezentacji Polski marzyłby, aby nasza kadra była równie mało ekscytująca, ale jednocześnie tak regularna.

To kolejny wielki turniej, w którym Szwajcarzy docierają do ćwierćfinału. Patrząc na obecną formę Argentyny, trudno uznać ich za zespół skazany na pożarcie.

Oczywiście przeciętny kibic nadal liczy na obecność Leo Messiego i spółki w półfinale mundialu. Ewentualny awans Szwajcarów byłby jednak historią wyjątkową. Wystarczy wspomnieć, że Murat Yakin przed objęciem reprezentacji pracował w FC Schaffhausen na drugim poziomie rozgrywkowym.

Przejście od zaplecza szwajcarskiego futbolu do półfinału mistrzostw świata, po drodze eliminując Leo Messiego w jego ostatnim mundialu, byłoby historią gotową dla Hollywood.

Argentyna walczy więc nie tylko o półfinał. Walczy również o to, aby ostatni mundial Leo Messiego nie zakończył się w miejscu, którego nikt przed turniejem nie brał poważnie pod uwagę.

„Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy!”

Zostało tylko osiem reprezentacji. Zostało tylko osiem spotkań. Potem zostanie już tylko jedna drużyna, jeden puchar i setki historii, które będą wspominane przez lata.

Każdy kolejny mecz będzie eliminował kolejnego bohatera tej opowieści. Jak u Agathy Christie – z każdym rozdziałem zostaje ich coraz mniej.

Nacieszmy się więc tym momentem. Mundial właśnie wchodzi w swoją najpiękniejszą fazę, a następny zobaczymy dopiero za cztery lata.

Terminarz

  • 09.07.2026, 22:00 – Francja vs Maroko – transmisja w TVP1, TVP Sport, sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP SPORT.
  • 10.07.2026, 21:00 – Hiszpania vs Belgia – transmisja w TVP1, TVP Sport, sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP SPORT.
  • 11.07.2026, 23:00 – Norwegia vs Anglia – transmisja w TVP1, TVP Sport, sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP SPORT.
  • 12.07.2026, 03:00 – Argentyna vs Szwajcaria – transmisja w TVP1, TVP Sport, sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP SPORT.

Autor

5 1 głos
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x