20 Bramek w 3 spotkaniach ekstraklasy! – PODSUMOWANIE 7 KOLEJKI
7 kolejka PKO BP Ekstraklasy przyniosła nam po raz kolejny wiele sportowych emocji. 8 bramek w spotkaniu Pogoni ze Śląskiem. Bramka na wagę zwycięstwa w 8 minucie doliczonego czasu gry. To tylko przedsmak tego, co mogliśmy zobaczyć w ubiegły weekend. Piłkarze zadbali o to, aby przed przerwą na reprezentację dostarczyć nam wielu sportowych wrażeń.
Tydzień temu końcowe minuty dały zwycięstwo, tym razem je zabrały.
Na otwarcie 7 kolejki dostaliśmy hitowe starcie pomiędzy Rakowem Częstochowa a Piastem Gliwice. Raków w ostatnim czasie cały czas poszukuje optymalnej dyspozycji i przede wszystkim regularnego zdobywania bramek, z czym od początku sezonu ma ogromny problem. Piast oprócz wpadki w Mielcu zazwyczaj prezentuje równy i dobry poziom, który przekładał się na regularne punktowanie. Oba zespoły podchodziły do tego spotkania z dorobkiem 11 punktów. Wiele osób wyczekiwało także debiutu Ariela Mosóra, który przed tą kolejką przeniósł się do Rakowa właśnie z Piasta Gliwice.
Mecz od początku nie porywał swoją intensywnością, a w pierwszej połowie nie zobaczyliśmy ani jednego celnego strzału. Można powiedzieć, że było to typowe spotkanie Rakowa z tego sezonu, który w poszukiwaniu własnego stylu gry zabijał spotkanie. Po zmianie stron to przyjezdni zdecydowali się zwiększyć tempo i wyprowadzili kilka kontrataków. Raków operował piłką, ale to Piast stwarzał zagrożenie. W regulaminowych 90 minutach nie zobaczyliśmy bramek, a największe emocje przyniósł doliczony czas gry. Najpierw w 95 minucie Piast otrzymał rzut karny, do którego podszedł Patryk Dziczek. W powietrzu wisiała porażka Rakowa i kolejne zwycięstwo Piasta. Strzał z 11 metrów obronił jednak Kacper Trelowski i utrzymał remisowy stan meczu. Wydawało się, że bramkarz Rakowa zostanie bohaterem meczu, a spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem. Plany Rakowa popsuł, jednak Michael Ameyaw, o którym dużo mówiło się w kwestii jego powołania do reprezentacji, ponieważ w 98 minucie to on został bohaterem. Wysokie dośrodkowanie dotarło na długi słupek, gdzie z bliskej odległości do bramki trafił właśnie Ameyaw. Mecz zakończył się zwycięstwem Piasta. Raków z kolejną porażką u siebie i 11 punktami w tabeli. Piast dzięki zwycięstwu ma tych punktów 14 i wskakuje na podium.
Poznańska lokomotywa się nie zatrzymuje.
Drugie piątkowe spotkanie to starcie Stali Mielec, która zmierzyła się z liderem, czyli Lechem Poznań. Stal oprócz drobnego przebłysku w meczu z Piastem, cały czas mocno rozczarowuje. Natomiast zespół Lecha od początku sezonu wygląda coraz lepiej.
Pierwsza połowa rozegrana została pod dyktando przyjezdnych, którzy zdobyli dwie bramki. Do siatki trafił w 32 minucie Dino Hotić, a 5 minut później prowadzenie podwyższył Ishak. Stal w pierwszej odsłonie nie miała praktycznie żadnych argumentów, aby odmienić losy spotkania. Po zmianie stron mecz nieco się wyrównał, a zespół z Mielca zaczął śmielej atakować. Defensywa Lecha była jednak tego dnia nie do przejścia. Nic dziwnego, że w tym sezonie Lech stracił tylko 3 bramki. Ambicja i walka Stali nie przełożyła się jednak na bramki a zaledwie na jeden celny strzał na osiem oddanych prób w drugiej połowie. Zmiana stron nie przyniosła także bramek ze strony Lecha, który nieco obniżył loty, lecz cały czas kontrolował spotkanie. W końcówce spotkania gospodarze otrzymali jeszcze czerwoną kartkę, którą został ukarany Esselink. Po ostatnim gwizdku Stal zdecydowała się zakończyć współpracę z trenerem Kamilem Kieresiem. Lech dopisał kolejne zwycięstwo i czyste konto tabeli i z 16 punktami pozostaje liderem. Stal nadal z 4 punktami pozostaje w strefie spadkowej.
Mecz dla koneserów.
Na otwarcie ligowej soboty dostaliśmy starcie dwóch zespołów, które w teorii są bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. Puszcza Niepołomice podejmowała u siebie, czyli na stadionie Cracovii, zespół z Kielc. Gospodarze przed tym spotkaniem mieli na swoim koncie 6 punktów a przyjezdni o jedno oczko mniej. Obie drużyny nie weszły dobrze w sezon, jednak w ostatnich dwóch kolejkach zarówno Puszcza, jak i Korona zdobyły po 4 punkty. Podobny potencjał piłkarski i identyczna forma w ostatnich spotkaniach mogła zwiastować na spotkanie „na remis”.
Zaskoczeń nie było, bo do defensywnego stylu gry Puszczy już zdążyliśmy przywyknąć. Od początku meczu to Korona ruszyła do przodu i starała się otworzyć wynik spotkania. Kilka sytuacji zakończyło się, jednak tylko jednym celnym strzałem na bramkę gospodarzy. Niepołomice z racji bardzo małego posiadania piłki były w stanie tylko raz zagrozić bramce Korony i również bezskutecznie. Zmiana stron nieznacznie poprawiła przebieg spotkania. W drugiej odsłonie Puszcza nieco bardziej się otworzyła i mimo dalszego niewielkiego posiadania piłki była w stanie stworzyć sobie aż 10 szans na gola. Niestety skuteczność w tym dniu zawodziła, a tylko 2 celne strzały nie przyniosły bramki. Korona w drugiej połowie zagrała tak samo, jak gospodarze i również stworzyła 10 szans, z których tylko dwie poleciały w światło. Tak jak się spodziewaliśmy, mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Szczerze mówiąc, to Puszcza bardziej powinna cieszyć się ze zdobycia punktu. Puszcza po tej kolejce ma punktów 7, Korona natomiast 6.
GKS Katowice grał, Zagłębie wygrało.
Drugie sobotnie spotkanie to starcie będącego w dosyć przeciętnej formie Zagłębia Lubin z będącym na fali po pokonaniu mistrza Polski, GKS-em Katowice. Zagłębie w ostatnich 3 spotkaniach zdobyło zaledwie punkt, a dwa ostatnie przegrało w stosunku 1:0. Zarówno kibice, jak i piłkarze liczyli w tym meczu na przełamanie złej passy. GKS Katowice w wyjazdowym spotkaniu zamierzał utrzymać dobrą formę w delegacjach i ponownie chciał zapunktować.
Czy można powiedzieć, że gospodarze w pierwszej połowie nie dojechali na mecz? Myślę, że jest to jak najbardziej trafne określenie. GKS podobnie jak przed tygodniem grał bardzo odważnie i przede wszystkim starał się operować piłką, a nie rozgrywać tylko długich podań. Optyczna przewaga przyjezdnych była widoczna i na boisku i w statystykach, gdzie przy blisko 60-procentowym posiadaniu piłki stworzyli sobie aż 11 okazji bramkowych. Zagłębie w pierwszej połowie odpowiedziało 3 akcjami zaczepnymi, które nie przyniosły jednak bramek. Pierwsza połowa bez bramek, lecz ze wskazaniem na gości. Po zmianie stron gospodarze wyglądali już o wiele lepiej niż w pierwszej odsłonie, lecz nadal to GKS stwarzał sobie więcej okazji. Niewykorzystane sytuacje, zemściły się na gościach w 87 minucie, kiedy to Hubert Adamczyk zdobył bramkę dla Zagłębia. Była to jedyna bramka tego dnia, która dała ekipie Waldemara Fornalika 3 punkty. Wygrana Lubina sprawiła, że oba zespoły zrównały się punktami i po 7 kolejkach mają ich po 8.
Nieoczekiwany wynik w Radomiu.
Na zakończenie dnia do Radomia zawitała Cracovia, która na starcie sezonu prezentuje się wybitnie dobrze. Po ostatnim rozbiciu Górnika Zabrze goście wskoczyli na pozycję wicelidera. Warto także zaznaczyć, że Radomiak podchodził do tego starcia z zaledwie 3 punktami na koncie i czterema porażkami z rzędu.
Nasza liga udowodniła już wielokrotnie, że pojęcie faworyt w tej lidze nie istnieje. Aby potwierdzić to stwierdzenie, Leandro Rocha zdobywając swoją 6 bramkę w tym sezonie, otworzył wynik spotkania już w 5 minucie. Gol podziałał motywująco na zespół Pasów, który starał się szybko odrobić wynik. Niestety niska skuteczność nie pozwoliła na zmianę wyniku i do przerwy to Radomiak cieszył się z prowadzenia. Po zmianie stron przyjezdni jeszcze bardziej zdeterminowani starali się zdobyć bramkę na 1:1. Po raz kolejny to Radomiak okazał się skuteczniejszy i Zie Ouattara w 59 minucie podwyższył wynik na 2:0. Cracovia już po 4 minutach odpowiedziała za sprawą Dawida Olaffaona i zdobyła gola kontaktowego. Bramka podziałała na nich motywująco, lecz nie pomogła w odniesieniu zwycięstwa. Mimo chęci i ofensywnej gry Radomiak obronił prowadzenie i przerwał swoją złą passę, natomiast Cracovia po dużych oczekiwaniach przed meczem już po jego zakończeniu musiała obejść się smakiem. Radomiak po wygranej ma na swoim koncie 6 punktów i ucieka ze strefy spadkowej. Cracovia pozostaje w czubie tabeli z 13 punktami na koncie.
Rekord frekwencji w sezonie nie pomógł.
W niedzielne południe przyszło nam obserwować zmagania w Zabrzu, gdzie miejscowy Górnik podejmował u siebie rywali z Gdańska. Podopieczni Jana Urbana przed tygodniem polegli na wyjeździe w Krakowie, gdzie przegrali 3:2 i kończyli spotkanie z dwoma czerwonymi kartkami. Lechia była bliska sensacyjnego zwycięstwa nad Rakowem, jednak pozwoliła sobie na stratę dwóch bramek w końcówce i finalnie przegrała mecz. Gdańszczanie podchodzili więc do tego meczu jako jedna z dwóch ekip w lidze, która nie zdołała jeszcze wygrać meczu.
Mecz dobrze rozpoczęli gospodarze, którzy strzelili nawet bramkę tyle, że sędzia odgwizdał spalonego. Później obrona Górnika mocno się rozkojarzyła i pozwoliła sobie na utratę dwóch bramek w krótkim odstępie czasu. Po zmianie stron nadzieje na punkty dla gospodarzy przywrócił wprowadzony z ławki Paweł Olkowski. W 53 minucie spotkania zdobył bramkę kontaktową i rozruszał ofensywę Górnika. Zespół z Zabrza ruszył za ciosem, jednak nie potrafił wykorzystać swoich okazji. Zrobiła to natomiast Lechia, która w 68 minucie po stałym fragmencie gry zdobyła bramkę na 1:3. Górnik tego dnia popełniał masę błędów w obronie, a niemal każdy stały fragment gry przeciwko nim, stwarzał zagrożenie. Ponownie nadzieję w serca kibiców Górnik wlał w 82 minucie, kiedy to pięknym strzałem zza pola karnego popisał się Nascimento i zdobył gola kontaktowego. Na nic to się zdało, ponieważ grająca przez całe spotkanie na czas Lechia zdołała obronić korzystny rezultat. Sędzia i przeciwnicy nie ułatwiali spotkania, lecz Górnik największe pretensje może mieć jedynie do siebie. Drużyna Jana Urbana pozostaje z 8 oczkami na koncie, a Lechia może cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w tym sezonie i z dorobku 5 punktów.
Feio deklasuje swój były klub.
Legia w niedzielne popołudnie podejmowała zespół Motoru Lublin. Oba te zespoły łączy osoba Goncalo Feio, który opuścił Motor na rzecz zespołu z Warszawy. Można było się więc spodziewać, że trener gospodarzy zrobi wszystko, aby udowodnić coś byłej drużynie. Motor w stosunku do trenera zamierzał uczynić to samo.
Spotkanie rozpoczęło się dosyć zaskakująco, bo już w 9 minucie to zespół gości objął prowadzenie. Legia dosyć szybko wróciła na odpowiednie tory i już w 15 minucie mogła wyrównać stan meczu. Rzut karny zmarnował, jednak Tomas Pekhart. Gospodarze mimo to ruszyli za ciosem i po bramkach w 30 i 36 mincuie objeli prowadzenie za sprawą Kapustki i Wszołka. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie, a tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony meczu Legia podwyższyła prowadzenie na 3:1. Koncert gospodarzy trwał nadal, a kolejną bramkę w 69 minucie dołożył Kapustka. Doliczony czas gry przyniósł nam kolejne trafienia. Tym razem do siatki po razie trafiła Legia i Motor. Spotkanie zakończyło się iście hokejowym zwycięstwem Legii rezultatem 5:2. Podopieczni trenera Feio tego dnia zaprezentowali się naprawdę bardzo dobrze. Po samym trenerze widać było, że zwycięstwo w tym spotkaniu stanowiło dla niego priorytet. Motor momentami potrafił rozegrać dobre akcje, jednak tych momentów było zbyt mało, aby pokonać drużynę ze stolicy. Wojskowi z 14 punktami wskakują na pozycję wicelidera tabeli natomiast Motor jak na razie ma 6 punktów i jeden mecz zaległy do rozegrania.
Emocjonalny Rollercoaster w Szczecinie.
Starcie Pogoni ze Śląskiem patrząc czysto przez układ tabeli, miało jednoznacznego faworyta w postaci zespołu gospodarzy. Portowcy w tym sezonie przeplatają dobre mecze tymi słabszymi i tak po dobrym spotkaniu z Widzewem, przegrali przed tygodniem w Poznaniu. Było więc jasne, że po wyjazdowej wpadce, gospodarze będą chcieli zrehabilitować się na własnym terenie. Co do zespołu Śląska to podopieczni trenera Magiery wciąż nie potrafili odnieść zwycięstwa i oprócz Lechii Gdańsk pozostawali jedynym zespołem bez wygranej w tym sezonie. Nie trzeba więc było być jasnowidzem, żeby stwierdzić, że piłkarze Śląska będą chcieli w końcu wygrać.
Pierwsze pół godziny gry to zderzenie Śląska z fenomenalnie grającą pogonią. Piłkarze Szczecina zdobyli 3 bramki, jednak jedna nie została uznana i prowadzili już 2:0. 32 i 37 minuta to fenomenalny czas Śląska, który zdołał wyrównać stan meczu i chciał pójść za ciosem. Portowcy podcięli im jednak skrzydła i po bramce w 41 minucie wyszli na prowadzenie. Po zmianie stron kolejna bramka wpadła dopiero w 66 minucie, kiedy to Pogoń podwyższyła na 4:2. Śląsk odpowiedział w minucie 81 i kiedy zdawało się, że to ekipa Jacka Magiery jest blisko wyrównania, Pogoń zamknęła mecz bramką na 5:3. Po hokejowym wyniku lepsi okazali się gospodarze, którzy na ten moment mają 13 punktów. Śląsk zagrał naprawdę ofensywne i dobre spotkanie, lecz nadal nie potrafił zwyciężyć. Ekipa Jacka Magiery z 4 punktami znajduje się w strefie spadkowej.
Jagiellonia w końcu się przełamała.
Na zakończenie niedzielnych spotkań mogliśmy oglądać starcie Jagielloni Białystok, która podejmowała u siebie Widzew Łódź. Mistrzowie Polski od 6 spotkań nie potrafili odnieść zwycięstwa, a cierpliwość kibiców zaczynała się powoli kończyć. Widzew w ostatniej kolejce kończył mecz w dobrych nastrojach po zwycięstwie 3:2 nad Radomiakiem.
Kibice w Białymstoku dosyć szybko otrzymali powody do radości, bo już w 2 minucie meczu Pululu zdobył bramkę na 1:0. Od tego momentu można powiedzieć, że mecz tak jak szybko się zaczął, tak też szybko się skończył. Widzew nie miał zbyt wielu okazji do zdobycia gola, a Jagiellonia spokojnie rozgrywała piłkę. Końcowe 10 minut pierwszej połowy mocno się zaostrzyło, a piłkarze Widzewa otrzymali aż 5 kartek. Dwie z nich otrzymał Fran Alvarez, przez co musiał przedwcześnie udać się pod prysznic. Czerwona kartka dla gości jeszcze bardziej zabiła to spotkanie. Po zmianie stron Jagiellonia kilkukrotnie starała się o podwyższenie prowadzenia, lecz bez konkretów. Widzew także stworzył kilka okazji, które nie przyniosły zagrożenia bramce gospodarzy. Jagiellonia do końca spotkania grała podobnie jak w poprzednich meczach. Ich gra opierała się na podaniach wśród obrońców, małej ilości biegania i braku zaangażowania. Koniec końców zwycięstwo udało się dowieźć. Mimo słabej gry Jagiellonia ma na swoim koncie 12 punktów po 6 spotkaniach natomiast Widzew o jedno oczko mniej za to o jedno spotkanie więcej.
TABELA EKSTRAKLASY PO 7 KOLEJKACH :

Zapraszamy także do odwiedzenia takich grup na Facebooku jak:
Sportowa Mapa: https://www.facebook.com/groups/286256349421235?locale=pl_PL
Zajarani Futbolem: https://www.facebook.com/groups/553029755207914
Kibice Piłki Nożnej: https://www.facebook.com/groups/7920958946453
Zajrzyjcie również na kanał na YouTube – Sportowa Strefa: https://www.youtube.com/@SportowaStrefa
Oraz na stronę Dombro na sportowo: https://www.facebook.com/profile.php?id=1000952675247