Dno i metr mułu – jak zepsuć świetnie zapowiadający się konkurs, przepis według jury [PODSUMOWANIE SOBOTY]
W sobotę odbył się pierwszy konkurs indywidualny w Willingen. Padł on łupem lidera Pucharu Świata – Daniela Tschofeniga. Na drugim miejscu uplasował się Anze Lanisek, na trzecim zaś Maximilian Ortner. Jednak to nie wyniki są tematem dnia, a to w jaki sposób te zawody przeprowadziło jury.
Jury nie jest zdolne do żadnych refleksji?
Sędziowie zupełnie nie posłuchali się tego co mówili eksperci w mediach, ale też i sami zawodnicy. Wczoraj w język nie gryzł się Timi Zajc, który otwarcie skrytykował jury. Dzisiaj w kwalifikacjach Christian Kathol znów postanowił grać główną rolę, dyskwalifikując trzech, oczywiście niewiele znaczących zawodników. Same kwalifikacje, poza zmianami rozbiegu i ww. dyskwalifikacjami, przebiegły bez zastrzeżeń. Konkurs jednak wyglądał zgoła odmiennie. Zaczęło się ciekawie, bo od skoków powyżej 135 metra. Po skoku Sakutaro Kobayashiego na 146 metrów – jak to zwykle bywa – obniżono rozbieg. Od tego momentu skoki (z drobnymi wyjątkami) uległy znacznemu skróceniu. Końcówka drugiej serii, a w zasadzie od skoku Pawła Wąska wyglądała tak, jakby na zeskok spadali zawodnicy z Pucharu Kontynentalnego, a nie czołówka Pucharu Świata. Ostatecznie wybronili się jedynie Ortner, Lanisek, Forfang oraz Tschofenig.
„Sejfti ferst” ważniejsze od kibiców i zawodników?
Druga seria wyglądała równie beznadziejnie. Naturalną reakcją ze strony jury byłoby znaczne podniesienie rozbiegu. Niestety, niczego takiego nie uświadczyliśmy. Belkę podniesiono zaledwie na 13. stopień, co skutkowało równie tandetnymi skokami jak w końcówce drugiej serii. Wiele mówi fakt, że czwartemu w konkursie Forfangowi wystarczyło zaledwie 134,5 i 131 metrów. To, co wyprawiają sędziowie w ten weekend przekracza ludzkie pojęcie. Całe grono sędziowskie w głębokim poważaniu ma kibiców, ale też i skoczków, którzy na pewno chcieliby polatać trochę dalej niż na punkt konstrukcyjny. Nie było żadnych gwałtownych porywów wiatru ani żadnych innych przeszkód (no, może poza tragicznie przygotowanym zeskokiem), które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu zawodników. Jury pod przykrywką maksymy „safety first” drwi sobie z widzów, którzy chcieliby oglądać długie loty. Panie Pertile: może to czas, aby przemyśleć działania zarówno swoje, jak i podwładnych Panu współpracowników?
Polacy jak to Polacy – szczyt przeciętności
Dzisiejszy konkurs nie był przesadnie udany dla reprezentantów Polski. Najlepszy z naszych – Dawid Kubacki – uplasował się na 14. miejscu. Przy jego nazwisku należy dopisać mały plus, gdyż widać, że jego skoki są coraz lepsze. W drugiej dziesiątce uplasował się Paweł Wąsek – dokładnie to na 19. miejscu. Widzieliśmy już w jego wykonaniu dużo lepsze skoki, nawet w kwalifikacjach, w których był szósty. Taka lokata jest nieco rozczarowująca, choć biorąc pod uwagę wczorajsze dokonania wciąż jest to pewien kroczek do przodu. W trzeciej dziesiątce uplasowali się Jakub Wolny i Piotr Żyła (odp. 26. i 28. miejsce). Cóż – to co zyskali w pierwszej serii, zostało odebrane w drugiej. Ogólnie rzecz biorąc wyszli na 0, aczkolwiek miejsca tej dwójki pozostawiają wciąż wiele do życzenia. Aleksander Zniszczoł zmagania zakończył już na pierwszej serii i choć jury zachowało się wobec niego wyjątkowo podle (obniżenie rozbiegu zupełnie bez powodu), tak jego skok był po prostu fatalny.
Plan na niedzielę
Na godzinę 14:30 zaplanowano sesję kwalifikacyjną, natomiast na godz. 16:00 konkurs indywidualny. Transmisja konkursu w TVN, Eurosporcie 1 oraz w MAX.
Zdjęcie pochodzi ze strony skiprungschanzen.com, autorką jest Alexandra Gall.
Przeczytaj też: https://sportowastrefa.com.pl/index.php/cracovia-rakow-czestochowa/