Zawody na Gross-Titlis-Schanze jednak nie były magiczne.. [PODSUMOWANIE WEEKENDU]
Zawody rozgrywane przed Świętami Bożego Narodzenia zazwyczaj należały do tych najlepszych w wykonaniu naszych zawodników. Niestety, w tym roku zarówno w sobotę jak i w niedzielę obejrzeliśmy to co od początku sezonu, czyli skoki na maksymalnie drugą dziesiątkę. Na omówienie tego weekendu zapraszam do dalszej części tego artykułu.
Wciąż się nie przełamaliśmy..
Zawody w Engelbergu zazwyczaj bywały dla nas bardzo udane, o czym świadczy ogromna ilość podiów i zwycięstw zdobytych na szwajcarskiej ziemi. Niestety, ten rok nie przyniósł nam nowych zdobyczy. W sobotę zwyciężył Jan Hoerl przed Danielem Tschofenigiem i Gregorem Deschwandenem. Nasi zaprezentowali się przyzwoicie: Paweł Wąsek zajął 11. miejsce, Aleksander Zniszczoł 17., natomiast Kamil Stoch 18. Po pierwszej serii odpadł Jakub Wolny, który po słabszym skoku zajął lokatę w czwartej dziesiątce. W drugiej serii zdyskwalifikowany za kombinezon został Piotr Żyła. Gdyby nie to, zająłby on 10. miejsce. Warto też podkreślić 8. miejsce Vladimira Zografskiego, który po kilku latach posuchy powrócił do pierwszej dziesiątki.
Kwalifikacje do drugiego konkursu to jakaś porażka..
Jeszcze w sobotę zmieniono plany na niedzielę: kwalifikacje miały zacząć się o 9:15, natomiast godzina rozpoczęcia konkursu pozostała bez zmian. Poranne eliminacje były totalnym paździerzem. Na 69 skoków jedynie 6 było powyżej 125 metra. Aby się zakwalifikować wystarczyło przekroczyć zawrotną granicę 100 metrów… Niesamowite – nawet dobrze, że nie było z tego transmisji live, bo widzom zawody w Szwajcarii mogłyby zbrzydnąć. Równie okropny był konkurs kobiet, który odwołano na 7 skoków przed końcem. Szkoda, bo na 8. miejscu była Ania Twardosz. Cóż, konkurs zapowiadał się ekscytująco.
Zawody główne? Dziadostwo
Konkurs faktycznie nie różnił się specjalnie od poprzedzających go kwalifikacji. Nie dość, że został on opóźniony o kilkanaście minut, to jeszcze sam poziom był przerażająco słaby. Fredrik Villumstad by awansować do drugiej serii potrzebował 112 metrów. FIS, serio? Oczywiście, bezpieczeństwo zawodników jest najważniejsze, ale czy naprawdę od skoków w okolice punktu K stała się komuś krzywda? Do magicznej granicy 125 metrów doleciała w zasadzie jedynie czołówka, która skakała w znacznie lepszych warunkach jak reszta stawki. Całe zawody wygrał Daniel Tschofenig przed Janem Hoerlem oraz Stefanem Kraftem, zatem całe podium należało do absolutnych dominatorów tego sezonu. Zresztą, wśród najlepszych 11 zawodników znaleźli się również dwaj młodzi zawodnicy: Maximilian Ortner i Markus Mueller. Głębia składu Austriaków jest wręcz przerażająca. A co z naszymi? Znowu przeciętnie: 14. był Aleksander Zniszczoł, 17. Piotr Żyła, 20. Paweł Wąsek, a 27. Jakub Wolny. Jak to zwykle w tym sezonie bywa – nie możemy przejść do drugiej rundy w komplecie. Tym razem padło na Kamila Stocha, który po skoku na 114,5 metra zajął 37. miejsce.
Co się dzieje z liderem Pucharu Świata?
Pius Paschke był zdecydowanym faworytem konkursów rozgrywanych w Szwajcarii. Zawiódł on jednak na całej linii, zajmując 10. miejsce w sobotę (cudem, gdyż w drugiej serii najprawdopodobniej wylądował bliżej niż wskazuje na to pomiar) i 18. miejsce w niedzielę. Oczywiście, to za wcześnie by bić na alarm, jednak Niemiec bardzo często spuszcza z tonu w okolicach Turnieju Czterech Skoczni i niewykluczone, że właśnie nadszedł ten czas. Niewątpliwie musi wziąć się w garść, gdyż zbliżają się do niego w klasyfikacji generalnej młodzi Austriacy: Tschofenig i Hoerl.
A co dalej z naszymi skoczkami?
Nie ulega wątpliwości, że żaden z naszych skoczków nie jest w pełni ustabilizowany. Co prawda Olek i Paweł są w drugiej dziesiątce klasyfikacji generalnej, ale wciąż zdarzają im się słabsze skoki. Piotrek dopiero wrócił do Pucharu Świata i choć jest w dobrej formie, to na pewno nie możemy mówić jeszcze o stabilizacji na pewnym poziomie. Jakub Wolny skoki na poziomie pierwszej dziesiątki przeplata próbami na trzecią/czwartą dziesiątkę, natomiast Kamil Stoch skacze dość równo na poziomie dającym miejsca w przedziale 20-35. Na Turniej Czterech Skoczni przypada nam kwota 5 zawodników, natomiast w formie na regularne punkty mamy 6 skoczków. Dawid Kubacki trenuje i niewykluczone, że zastąpi któregoś z obecnej kadry. Jestem w stanie wyobrazić sobie trzy scenariusze:
- Dawid Kubacki wymienia Kamila Stocha, który wraca do treningów bądź udaje się na Puchar Kontynentalny
- Kadra na pierwszą część TCS nie ulega zmianie
- Dawid Kubacki wymienia.. Jakuba Wolnego, który wraca do Pucharu Kontynentalnego walczyć o dodatkową kwotę startową na kolejny period.
Wydaje się, że dwa pierwsze scenariusze są najbardziej realne, choć i ten trzeci wydaje się być poparty argumentami: w końcu Kuba jest naprawdę przyzwoicie dysponowany, co powinno dać wysoką lokatę w PK, a co za tym idzie – 6. miejsce na kolejny period. Jaką decyzję podejmie sztab szkoleniowy? Przekonamy się w najbliższych dniach.
Przeczytaj również: https://sportowastrefa.com.pl/index.php/czy-to-nowa-nadzieja-poludniowoamerykanskiego-tenisa-joao-fonseca-wygrywa-atp-next-gen-finals/
Zdjęcie wyróżniające pochodzi z wikipedia.org, udostępniane jest na podst. licencji Creative Commons, a jego autorem jest Pawelstanczyk2301