2026-06-09

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Grzechy i problemy PZN – czyli jak upadają polskie skoki narciarskie

Zakopane, Poland - January 09, 2013: Winter view of ski jump and its infrastructure is built on a natural slope of the hill is surrounded by forest. Ski Jump was opened in 1925, located on the northern slope of the hill Krokiew. It is worldwide known for the annual FIS Ski Jumping World Cup. This sports facility is locate in the immediate vicinity of the Tatra Mountains. Due to the importance of winter sports in this City commonly is called the winter capital of Poland

Każdy, nawet niedzielny kibic skoków narciarskich wie, że w polskim związku nie dzieje się najlepiej. Nasi zawodnicy bardzo kiepsko spisują się w zawodach Pucharu Świata, co jednak było do przewidzenia patrząc na wiek naszych utytułowanych mistrzów. Polski Związek Narciarski ma wiele problemów, ale jak poważne są te problemy i kto jest za nie odpowiedzialny? O tym postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

W Pucharze Świata wyglądamy wręcz katastrofalnie

Ten i poprzedni sezon Pucharu Świata to dla nas totalne katastrofy. W zeszłym sezonie nasz honor starał się ratować Olek Zniszczoł, któremu dwukrotnie udało się stanąć na podium. Tylko on potrafił regularnie wskakiwać do TOP10, a pojedyncze przebłyski mieli Stoch oraz Żyła. Dopiero 6. miejsce w Pucharze Narodów, ledwie 6 punktujących zawodników to wyniki dramatyczne w stosunku do tego co widzieliśmy choćby sezon wcześniej. Ten sezon nie jest dla nas wiele lepszy – tym razem honor ratuje Paweł Wąsek, natomiast reszta zawodników nie jest w stanie regularnie plasować się choćby w drugiej dziesiątce. Taki stan rzeczy jest przygnębiający, choć wydaje się, że był on przewidywalny. Czy dało się temu zapobiec? Wydaje się, że tak.

„Byliśmy zajechani..”

„Byliśmy zajechani, brakowało nam siły i świeżości” – to słowa Dawida Kubackiego wypowiedziane po poprzednim sezonie w wywiadzie dla skokipolska.pl. Według Mistrza Świata z 2019 roku to Marc Nölke był odpowiedzialny za bardzo intensywne treningi. W połowie sezonu pożegnał się on z pracą w PZN, ale jak widać w tym sezonie -nie tylko on był problemem polskich skoczków. Wydaje się, że tej starszej części kadry brakowało nieco zaufania do metod Thomasa Thurnbichlera. Czwarty zawodnik sezonu 2022/2023 od austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni poczynił jednak znaczący postęp. Czyżby był to znak, że uwierzył on w rozwiązania proponowane przez Austriaka? Wydaje się, że tak. Gorzej wygląda jednak Piotr Żyła, który wciąż skacze słabo. Fakt – jedzie on na Mistrzostwa Świata do Trondheim kosztem Kamila Stocha, lecz wydaje się, że jedynym argumentem przemawiającym za dwukrotnym Mistrzem Świata jest to, że.. no właśnie – jest wciąż aktualnym Mistrzem Świata. No właśnie.. Kamil..

Kamil zrezygnował z Thurnbichlera najszybciej

Poprzedni sezon był w wykonaniu trzykrotnego mistrza olimpijskiego wręcz dramatyczny. W klasyfikacji generalnej koniec trzeciej dziesiątki, ani jednego miejsca w czołowej dziesiątce, ani żadnych przebłysków na miarę mistrza – tak źle nie było od bardzo wielu lat. Jak stwierdził sam Kamil – to miał być jego ostatni sezon. Wydaje się jednak, że nie chciał on kończyć kariery jako przeciętniak. Zdecydował się więc na swój indywidualny sztab. Czy wyszło mu to na dobre? Patrząc na wyniki można powiedzieć, że średnio. Jednak to właśnie Kamil jako pierwszy zrezygnował ze współpracy z Austriakiem. Wygląda na to, że zwyczajnie stracił nadzieję na powrót do czołówki pod wodzą Thurnbichlera. Czysto w teorii nie są oni skonfliktowani, lecz no właśnie.. w teorii.

Nie wykorzystujemy swoich możliwości?

Na Mistrzostwa Świata w Trondheim jedziemy w składzie: Kubacki, Żyła, Zniszczoł, Wolny, Wąsek. W naszych szeregach mamy broniącego tytułu Żyłę: dlaczego więc jedziemy w 5, a nie 6? Dlaczego nie wykorzystujemy pełnej przysługującej nam kwoty, którą mógłby wypełnić Kamil Stoch? Mimo iż nasz skoczek nie należy już do ścisłej czołówki, to wciąż może prezentować niezłe i solidne skoki – zupełnie tak jak w Sapporo. Najwidoczniej stać nas, aby rezygnować z zawodnika na poziomie przełomu drugiej i trzeciej dziesiątki. Takie u nas bogactwo wyboru.. W takiej sytuacji ciężko nie wierzyć w konflikt na linii Stoch – Thurnbichler, gdyż niespecjalnie umiem znaleźć jakiekolwiek inne logiczne wyjaśnienie dla takiej sytuacji. Według trenera o wyjeździe decydowało najlepsze miejsce w sezonie oraz miejsce w klasyfikacji generalnej. W sieci zagrzmiało, a kibice są wręcz oburzeni brakiem naszego mistrza w kadrze na najważniejszą imprezę sezonu. Panie Thurnbichler – pańska decyzja może obronić się tylko wynikami.

No właśnie – niewykorzystane szanse..

Odnoszę wrażenie, że Polacy są absolutnymi mistrzami w marnowaniu szans na trofea. Ile to już razy nasi zawodnicy z hukiem zlatywali z podium bądź całkowicie psuli swoje skoki kiedy tylko pojawiała się okazja na dobry wynik? Świeży przykład: Mistrzostwa Świata Juniorów. Na swoją próbę czeka nasz lider – Kacper Tomasiak. Musi skoczyć daleko, aby nasza reprezentacja zachowała szanse na podium. Kiedy wylądował, wszyscy przed ekranami zamilkli. Skok był fatalny, pozbawił on nas szans na cokolwiek, mimo iż po pierwszej serii byliśmy jeszcze na podium. Dalej – ubiegłoroczne zawody w Willingen, liderem po pierwszym skoku jest Aleksander Zniszczoł. Miał ogromną przewagę i wydawało się, że ciężej będzie wypaść z tego podium niż się na nim znaleźć. Niestety – finałowa próba była koszmarna, a nasz zawodnik zupełnie nie wytrzymał ciśnienia. W tym sezonie Olek skacze świetnie, ale tylko w treningach. W konkursie za każdym razem zapomina jak skakać na nartach. Podobna sytuacja tyczy się Tymoteusza Amilkiewicza. To stawia przed nami pytanie: czy aby na pewno nasi zawodnicy są pod opieką psychologów sportowych? A jeśli tak, to dlaczego nie widać żadnych efektów tej pracy?

Tymoteusz Amilkiewicz rozczarowaniem roku?

Na poprzednim juniorskim czempionacie Tymek sensacyjnie zajął 5. miejsce i wydawało się, że świat skoków stoi przed nim otworem. Tymczasem w tym sezonie przyzwoite skoki na poziomie drugiej dziesiątki Pucharu Kontynentalnego przeplatał strasznymi wpadkami. Wiele mówi to, że nie zapunktował w jednym z konkursów w Chinach, gdzie do awansu wystarczyło wyprzedzić ledwie kilku Rumunów lub Chińczyków. Podobnie zresztą było w pierwszym konkursie w Iron Mountain, gdzie nie przebrnął pierwszej serii w stawce ledwie 40 sklasyfikowanych zawodników. Tegoroczne Mistrzostwa Świata Juniorów to już jednak całkowita porażka: 28. miejsce i brak występu w konkursie drużynowym. Patrząc na stawkę tej imprezy mogliśmy mieć nawet nieśmiałe nadzieje na walkę o medal. Niestety – nie mieliśmy takiej szansy w przypadku Amilkiewicza. I tu przechodzimy do kolejnego tematu i kolejnego grzechu naszego związku.

Jak marnować potencjał młodych skoczków? Pytajcie PZN.

FIS Cup 2014/2015 był w wykonaniu Polaków taki, jak 2024/2025 w wykonaniu Austriaków – czyli całkowicie zdominowany przez jedną nację. Wygrał ten cykl Andrzej Stękała, na 3. miejscu był Przemysław Kantyka, na 4. Krzysztof Leja, na 5. Łukasz Podżorski, na 7. Adam Ruda, a na 9. Dawid Jarząbek. Ponadto w pojedynczych konkursach na podium stawali Andrzej Zapotoczny i Stanisław Biela. Ilu z tych zawodników zdobyło punkty Pucharu Świata? Jeden – tylko Andrzej Stękała był w stanie tego dokonać. Reszta kariery skończyła niedługo później, nie widząc perspektyw na lepsze jutro. Najwidoczniej PZN nie był zapewnić im na tyle środków, aby mogli oni skupić się tylko i wyłącznie na skokach. A to nie jedyna „przebimbane” pokolenie skoczków.

Mistrzowie Świata Juniorów z 2014 roku, Wicemistrzowie z 2013 itp., itd.

W 2014 roku reprezentacja Polski w składzie: Wolny, Zniszczoł, Biegun, Murańka zdobyła złoty medal w konkursie drużynowym na MŚJ w Val Di Fiemme. Niestety, żaden z nich nie przebił się na stałe do światowej czołówki. Notowali jedynie przebłyski, takie jak zwycięstwo Bieguna w Klingenthal albo 4. miejsce Murańki w Willingen. W latach 2013-2015 startowali też Bartłomiej Kłusek, Tomasz Byrt czy też Grzegorz Miętus, ale ich kariery całkowicie się nie udały. Po straconym pokoleniu skoczków z roczników 1993-1995 wydawało się, że Polski Związek Narciarski może wyciągnąć pewne wnioski, aby naszym zawodnikom łatwiej wchodziło się w wiek seniorski. Niestety – kolejny wysyp talentów z roczników 1999-2003 także został zmarnowany. Pierwszy dobry sezon w karierze notuje Paweł Wąsek, natomiast Tomasz Pilch, Adam Niżnik i Kacper Juroszek są skoczkami maksymalnie na poziomie Pucharu Kontynentalnego. Postawy Jana Habdasa i Marcina Wróbla nie ma sensu komentować., gdyż nawet w Fis Cupie prezentują się koszmarnie. Bartosz Czyż, podobnie jak zawodnicy skaczący parę lat wcześniej, zakończył karierę.

Stoimy przed kolejnym wyzwaniem

Wprowadzanie nowych zawodników do Pucharu Świata to nie jest nasza mocna strona. Teraz stoimy przed kolejnym wyzwaniem – wprowadzić do czołówki zawodników z roczników 2005-2008. Będzie to ciężkie zadanie, lecz wydaje się, że w tym momencie powinien być to priorytet. Nasi mistrzowie są już na skraju kariery i kwestią czasu jest ich odejście na emeryturę. Obawiam się, że jeśli nikt nie wyciągnie odpowiednich wniosków, to poza Pawłem Wąskiem nie będziemy mieli żadnego zawodnika na poziomie Pucharu Świata. No.. chyba, że satysfakcjonuje nas zajmowanie miejsc w piątej dziesiątce – wtedy możemy nic nie robić – tak jak to było z poprzednimi pokoleniami.

Kompromitacje nie tylko na skoczni?

Jakiś czas temu szczytem głupoty popisał się prezes związku – Adam Małysz. W wywiadzie w programie „3. seria” w TVP Sport otwarcie skrytykował Alexandra Stoeckla, co poskutkowało odejściem Norwega ze struktur Polskiego Związku Narciarskiego. Na ten temat wypowiedział się znany austriacki trener – Alexander Pointner, który w stu procentach popiera byłego szkoleniowca reprezentacji Norwegii. Panie prezesie – może następnym razem warto trzymać język za zębami? Pierw zatrudnia Pan świetnego fachowca, po czym doprowadza do jego odejścia. Swoimi słowami Małysz całkowicie skompromitował nasz związek. Zachowanie tego typu było całkowicie irracjonalnie i nieprofesjonalne. Zatrudniając kolejnego dyrektora sportowego warto najpierw pomyśleć, o ile ktokolwiek po takim incydencie będzie chciał dla Polskiego Związku Narciarskiego pracować.

Infrastruktura budowana przez.. amatorów?

Nasz kraj w ogólnie nie inwestuje w infrastrukturę dla naszych sportowców. W Polsce mamy w zasadzie trzy większe miejsca, gdzie można uprawiać skoki narciarskie: Szczyrk, Wisła i Zakopane. Ponadto na Podkarpaciu funkcjonuje mały kompleks w Zagórzu. Dlaczego nie funkcjonują skocznie w Lubawce czy też w Karpaczu? W tym momencie na Dolnym Śląsku nie ma żadnych warunków, aby uprawiać skoki narciarskie, a przecież Sudety są drugim najwyższym łańcuchem górskim w Polsce. Za moment może dojść do absurdalnej sytuacji, w której to amatorzy wybudują jedną z większych skoczni w kraju. Amatorzy ze Strachocina zamierzają wybudować obiekt K60, który posłuży skoczkom z Podkarpacia. Chwała im za to, bo mimo iż mniejsza skocznia funkcjonuje tam od lat, to do tej pory tamtejsi działacze nie mają wsparcia z PZN. Nowe skocznie są potrzebne NA WCZORAJ!

Krótko podsumowując..

Obecnie związek mierzy się z wieloma problemami: zarówno tymi infrastrukturalnymi, komunikacyjnymi, jak i czysto sportowymi. Obawiam się, że jeśli w najbliższym czasie nikt nie znajdzie rozwiązania, to w przeciągu 10 lat skoki narciarskie w Polsce całkowicie upadną. Mam nadzieję, że ktoś w PZN pójdzie po rozum do głowy i znajdzie rozwiązanie tych problemów. W przeciwnym wypadku skończymy jak Czesi, czyli bez żadnego zawodnika zdolnego do punktowania.

Przeczytaj też: https://sportowastrefa.com.pl/index.php/premier-league-aston-villa-chelsea-zapowiedz/

Autor

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x