Lech Poznań – mistrz popadający w przeciętność?
Każdy kto śledzi poczynania w naszej Ekstraklasie wie, że o mistrzostwo walczy zwykle podobna ekipa. Lech, Legia, Raków, Pogoń, czasem Jagiellonia, czasem Piast, a czasem nawet i Śląsk – tak jak w zeszłym sezonie. Każda inna drużyna walcząca o ten jakże prestiżowy tytuł jest wyjątkową niespodzianką. Lech praktycznie co roku kwalifikuje się do eliminacji europejskich pucharów, nierzadko zapewniając sobie awans do fazy grupowej. Jednak taki stan rzeczy może zostać przerwany, przynajmniej na jakiś czas.
Lech aktualnie jest na równej pochyłej
Od czasu ćwierćfinału Ligi Konferencji Europy gdzie Lech jak równy z równym walczył z włoską Fiorentiną klub znajduje się w coraz większym kryzysie. Po rozczarowującej pierwszej połowie sezonu 2023/2024 władze Lecha zwolniły Johna Van Den Broma, a na jego miejsce tymczasowo zatrudniono Mariusza Rumaka. Pomysł ten nie był strzałem w dziesiątkę a.. w kolano. Wyniki nie dość, że się nie poprawiły, to stawały się coraz gorsze. Po zakończeniu sezonu można być spodziewać się przetasowań i takie też się pojawiły.
Nowy szkoleniowiec – reszta po staremu
Na kampanię 2024/2025 zatrudniono nowego szkoleniowca, który – jak na polskie warunki – może pochwalić się całkiem niezłym CV. Niestety, jest to do tej pory jedyna pozytywna zmiana jaka spotkała Lecha. Do Europy wyfrunęli liderzy zespołu – Filip Marchwiński (Lecce), Jasper Karlstrom (Udinese) oraz Kristoffer Velde (Olympiacos). Łączna suma ich transferów to blisko 10 milionów euro. Wyprzedaż z klubu trwa w najlepsze, a rewolucja składu na pewno odbija się też na atmosferze w szatni.
Czy do klubu sprowadzono godnych następców? Zgadnij…
Chyba każdy powiedziałby, że za 10 milionów euro można sprowadzić całkiem sensownych następców najlepszych zawodników. Ludzie odpowiedzialni za transfery, jak to zwykle bywa, postawili głównie na zawodników z Krajów Bałtyckich bądź grających w tamtejszych ligach. I oczywiście, można wśród nich znaleźć naprawdę świetnych graczy. Zarząd klubu postanowił jednak nieco namieszać. Czy do klubu trafili zawodnicy z tamtejszej czołówki? Zapomnijcie..
Gdzie jest sens tych transferów?
Daniel Hakans, Alex Douglas, Ian Hoffmann, Bryan Fiabema – to lista zawodników, którzy trafili do Lecha Poznań. Kojarzycie? Ja osobiście, mimo iż lubię śledzić poczynania słabszych drużyn, nigdy o tych zawodnikach nie słyszałem. Jednak jak już spojrzałem na statystyki tych zawodników to zadaję sobie pytanie: jaki to ma sens? Daniel Hakans to skrzydłowy, który ostatnie sezony spędził w Valerendze Oslo – drużynie z drugiej ligi norweskiej. Alex Douglas to 22-letni obrońca, który grał w lidze szwedzkiej – choć co warto podkreślić – w jednej z najlepszych drużyn pod kątem defensywy. Jednak drużyna ta okupuje dolną część tabeli z racji na słabą linię ataku. Hoffmann to kolejny młody zawodnik, który „wzmocnił” Kolejorza i kolejny z drugiej ligi norweskiej – dokładnie z Moss. Fiabema natomiast jest napastnikiem, który po odbiciu się od Chelsea, Forest Green oraz Realu Sociedad trafił do Polski.
Brzmi to śmiesznie, prawda?
Druga liga norweska, rezerwy Realu Sociedad z trzeciej ligi hiszpańskiej oraz liga szwedzka – brzmi egzotycznie, prawda? No cóż, zawodnicy o lepszym CV potrafią trafiać do klubów pokroju Wisły Kraków czy Wisły Płock. Oczywiście, nie nam kibicom oceniać czy ci zawodnicy pasują do Kolejorza – od tego jest dział scoutingu. Jednak bardzo niepokoi to skąd ci zawodnicy pochodzą i jak toczyły się dotychczas ich kariery. Są to zawodnicy, którzy nie łapali się albo do pierwszej drużyny albo zawodnicy, którzy nie dotarli nawet do najwyższego poziomu rozgrywkowego w słabszej przecież piłkarsko Norwegii. Czy są to zawodnicy, którzy mają pomóc w wygraniu Mistrzostwa Polski? No chyba nie. Co innego gdyby wzmocnienia te służyły uzupełnieniu ławki, poszerzeniu kadry. Jednak są to zawodnicy, którzy docelowo raczej mają stanowić o sile zespołu – tak jest przynajmniej w przypadku Douglasa i Hakansa.
W porównaniu do największego rywala – Legii – Lech wygląda jak kopciuszek.
Wzmocnienia Legii – w przeciwieństwie do „Dumy Wielkopolski” – wyglądają na papierze naprawdę solidnie. Ruben Vinagre z przeszłością w Premier League, Claude Goncalves – kolega Kuby Piotrowskiego z Łudogorca, Nsame – były król strzelców ligi szwajcarskiej. Te wzmocnienia wyglądają naprawdę imponująco. W dodatku na wypożyczeniu wciąż jest Morishita, a do pierwszego zespołu wchodzą produkty akademii Legii, np. Jan Ziółkowski czy Wojciech Urbański. Godnie zastąpiono Josué, pozbyto się nieskutecznego Rosołka, a także zabezpieczono się na przyszłość (choćby przez zakupienie młodego bramkarza – Mendesa). Tak wyglądają wzmocnienia godne kandydata na Mistrza Polski oraz ewentualnego reprezentanta w Europie. Ewentualnym wzmocnieniem mógłby być jeszcze podstawowy bramkarz, bo Kacper Tobiasz w ostatnim sezonie wyglądał marnie a Dominik Hładun wrócił do Zagłębia Lubin. Nawet największy wróg Legii przyzna chyba, że transfery przychodzące do klubu wyglądają naprawdę solidnie. Taką ekipą można podbić ligę jednocześnie grając w Lidze Konferencji Europy. Co na to Lech? No cóż, ławkę zapycha juniorami, a graczy pierwszego składu zastępuje totalnie nieznanymi graczami z Norwegii.
Czy są jakiekolwiek plusy tych transferów?
Jednym z raczej niewielu plusów tych transakcji jest fakt, iż pozyskani gracze są młodzi a najlepsze lata z pewnością są jeszcze przed nimi. Innym pozytywem może być fakt, iż w razie kontuzji innych graczy Lech będzie w stanie wystawić kogokolwiek z doświadczeniem na poziomie seniorskim. Jednak tutaj pozytywy raczej się kończą – nie są to wzmocnienia, które – przynajmniej na ten moment – są w stanie pomóc wygrać Mistrzostwo Polski. Oczywiście, znamy wiele przypadków naprawdę świetnych graczy z Finlandii (Arajuuri, Hamalainen) czy Szwecji (Ishak, Karlstrom), którzy stanowili o sile Kolejorza. Trafiali oni jednak w nieco innej sytuacji, a ich kariery znajdowały się w nieco innym miejscu jak te Fiabemy czy Hakansa. Oczywiście, jest za wcześnie, aby tych piłkarzy przekreślać. Być może dział scoutingu Lecha wiedział co robi, a gracze obronią się swoją grą. Na ten moment nieźle spisywał się Douglas, natomiast reszta nie dostała jeszcze poważnej szansy na pokazanie się.
Kibice żądają wzmocnień, a także… głowy decydentów
Fani Kolejorza są zmartwieni sytuacją w klubie. Brakuje poważnych wzmocnień, kadra jest dość wąska, a o sile klubu mają stanowić w większości młodzi, stosunkowo niedoświadczeni zawodnicy tacy jak Filip Szymczak czy Antoni Kozubal. Odeszli znaczący liderzy tego klubu, którzy – jak się wydaje – wybrali najlepszy moment na ucieczkę z tonącego powoli statku. Za całą sytuację kibice obwiniają zarząd Lecha, który nie dba o klub i sprowadza zawodników, których poziom nie jest odpowiedni. Trudno dziwić się tej irytacji – tym bardziej patrząc na wzmocnienia pozostałych kandydatów do Mistrzostwa. Najbardziej zagorzali w tych przekonaniach kibice oczekują odejścia z klubu Tomasza Rząsy a także rodziny Rutkowskich. Trzeba być jednak naiwnym by wierzyć, że wysoko postawione osoby posłuchają się fanów. Niestety, świat tak nie działa i zapewne ww. osoby opuszczą Lecha jedynie pod wpływem siły.
Quo Vadis Kolejorz?
Dokąd zmierzasz Kolejorzu? To pytanie zadaje sobie chyba każdy zaznajomiony z sytuacją drużyny z Wielkopolski. Aktualna sytuacja to równa pochyła w dół tabeli Ekstraklasy oraz w otchłań europejskiej piłki. Tak się przynajmniej wydaje biorąc pod uwagę to co wyczynia się w klubie. Być może się mylimy, być może wszystko jest dokładnie zaplanowane a kibice za parę miesięcy będą pozytywnie zaskoczeni obrotem sprawy. Być może jesteśmy niesprawiedliwi uważając, że Fiabema czy Hakans nie nadają się do Lecha. Jednak patrząc na to jak wzmacniają się inne kluby i jaka atmosfera panuje w ich szeregach możemy mieć wątpliwości czy Kolejorz idzie w dobrym kierunku. Obyśmy byli w błędzie, jednak póki co wszystko wskazuje na to, że w słowach kibiców jest jednak ziarenko prawdy, a kto wie – może już nie ziarno a i cała roślina…
Polecam również: https://sportowastrefa.com.pl/index.php/igrzyska-podsumowanie-9-sierpnia/
Źródło zdjęcia: PressFocus