Liga U Zlatého Tygra [Felieton] #1
Źródło: https://sport.tvp.pl/94451346/oskar-kubiak-po-transferze-do-slavii-praga-do-ekstraklasy-zawsze-mozna-wrocic-taka-szansa-mogla-sie-nie-powtorzyc-wywiad
Cykl moich felietonów zacznę od szczerego wyznania – kocham Republikę Czeską. Jest to miłość nieoczywista i niespecjalnie romantyczna, ale za to prawdziwa.
Wszelkie blokady mojej sympatii do „Gotlandu” (nawiązując do tytułu kapitalnej książki Mariusza Szczygła) przełamał mój przyjaciel. To on pokazał mi, że Czechy to nie tylko wyrzucanie ludzi przez okna pod piękną nazwą defenestracji. Czechy to nie tylko Krecik czy nieudolne złote rączki w osobach Pata i Mata. Oj nie. Czechy to coś znacznie więcej niż zabawny z perspektywy Polaka język czy obiektywnie piękne ulice Pragi.
To historia i nieoczywiste smaczki czekające niemal na każdym rogu. Możesz nawet nie wiedzieć, że jesz sznycla w restauracji, do której zaglądał Miloš Forman, pijesz pilznera w knajpie odwiedzanej przez Wolfganga Amadeusza Mozarta albo siadasz przy stoliku, przy którym Jaroslav Hašek popijał piwo, pisząc „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. A może akurat spacerujesz po wyspie na Wełtawie, gdzie zespół INXS nagrywał teledysk do swojego największego przeboju „Never Tear Us Apart”.
Tymi nieoczywistymi historiami przekonał mnie mój przyjaciel. Zresztą nie tylko mnie, bo dziś Czechy są najpopularniejszym kierunkiem męskich wyjazdów naszej paczki. To dzięki niemu trafiliśmy do piwiarni przy ulicy Husovej 17 na praskim Starym Mieście.
Nazywa się U Zlatého Tygra i jest miejscem absolutnie wyjątkowym. To tutaj przez lata przesiadywał Bohumil Hrabal. To tutaj Václav Havel zaprosił na piwo prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona. To tutaj kilka lat później pilznera wypiła również kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Źródło: https://www.facebook.com/zupelnieinnyswiat/photos/kiedy-w-1994-roku-do-pragi-przyjecha%C5%82-ameryka%C5%84ski-prezydent-bill-clinton-prezyde/1043682798983091/

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/U_Zlat%C3%A9ho_Tygra#/media/Plik:Bohumil_Hrabal_Tigra.jpg
Ta piwiarnia i wszystkie czeskie przygody w pewnym momencie połączyły się z moją drugą wielką miłością – piłką nożną. Bo jeśli kochasz futbol i zakochasz się w jakimś miejscu, to prędzej czy później zaczniesz sprawdzać, kto tam gra, jak gra i czym żyje tamtejsza piłka.
Właśnie dlatego kilka lat temu postanowiłem bliżej zainteresować się česką fotbalovą ligą. A skoro już to zrobiłem, od czasu do czasu będę pisał o niej również dla Was. Bo mam wrażenie, że my, Polacy, bardzo często patrzymy na Czechy z góry. Tymczasem ich futbol i sposób myślenia o sporcie mogą nas zawstydzić.
Dobry czas na zainteresowanie
Czas na zainteresowanie się i pisanie o Chance Lidze jest bardzo dobry. Tego lata do Slavii Praga dołączyli Wiktor Nowak i Oskar Kubiak, a do drzwi pierwszej drużyny coraz śmielej puka 17-letni napastnik rezerw, Bartosz Szywała.
My, Polacy, uwielbiamy interesować się mniej znanymi ligami, kiedy pojawia się w nich ktoś „nasz”. Tak było za mojej młodości z ligą grecką, gdzie mogliśmy oglądać występy Mirosława Sznaucnera. Tak było z ligą szkocką – tam Polaków było więcej, ale największe emocje budzili Artur Boruc i Maciej Żurawski. Tak było również z ligą holenderską, którą do niedzielnego rosołu oglądało się dla Andrzeja Niedzielana. Podobnie wyglądały początki zainteresowania ligą portugalską, gdy śledziliśmy Boavistę z Przemysławem Kaźmierczakiem i Rafałem Grzelakiem oraz kolejne kluby Pawła Kieszka.
To już piłkarska prehistoria, ale dziś historia zatacza koło. Skoro mamy mniej zawodników pokroju Piszczka, Błaszczykowskiego, Lewandowskiego czy Fabiańskiego w czołowych ligach Europy, coraz chętniej zaglądamy tam, gdzie pojawiają się polskie nazwiska. Dziś jest to choćby liga portugalska z Jakubem Kiwiorem, Janem Bednarkiem i Oskarem Pietuszewskim w FC Porto oraz Jakubem Kamińskim w Benfice.
Tym bardziej nie możemy przejść obojętnie obok faktu, że dwa duże talenty polskiej piłki trafiły do najsilniejszego obecnie klubu w tej części Europy.
Nie oznacza to oczywiście, że ten cykl będzie wyłącznie o Slavii i jej polskich zawodnikach. Lepiej jednak zacząć właśnie od niej, zwłaszcza że Wiktor Nowak już w debiucie przeciwko Slovácku popisał się dubletem i został wybrany zawodnikiem meczu. W kolejnym spotkaniu z Baníkiem Ostrawa również wpisał się na listę strzelców, zdobywając bramkę otwierającą wynik spotkania (Slavia ostatecznie wygrała 4:0).
Pewnego zimnego wieczoru
21 lutego 2026 roku, Warszawa. Spotkanie 22. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy pomiędzy liderem tabeli Wisłą Płock a przedostatnią wówczas Legią Warszawa (wtedy i dziś brzmi to równie abstrakcyjnie). Tego wieczoru miałem przyjemność oglądać chyba najlepszy mecz Wiktora Nowaka w Ekstraklasie.

Źródło: https://www.laczynaspilka.pl/aktualnosci/reprezentacja-mlodziezowa-u-21/raport-z-kadry-u-21-gole-kozubala-i-nowaka-asysta
Podczas tego spotkania zrozumiałem, jak trudnym do zdefiniowania i niewygodnym dla przeciwników piłkarzem jest ten młody chłopak z Drobina. Nieustannie nękał stoperów Legii, był bardzo aktywny w kontrpressingu, skakał do każdej główki, pressował i cały czas szukał wolnych przestrzeni.
Choć Wisła Płock przegrała tamto spotkanie, każdy uważny obserwator mógł dostrzec w nim ogromny potencjał. Tylko pojawiało się pytanie: na jakiej pozycji? Klasyczna dziewiątka? Dziewiątka i pół? A może dziesiątka?
Moim zdaniem Wiktor Nowak ma ogromny potencjał do gry jako fałszywa dziewiątka, podwieszony napastnik albo zawodnik w systemie z dwoma napastnikami. Nie jest typowym pazernym lisem pola karnego, ale idealnie wpisuje się w definicję napastnika pracującego.
Na boisku jest trochę jak facet-głowa rodziny, który nie tylko wykonuje odpowiedzialną pracę intelektualną w biurze, ale po powrocie do domu naprawi kran, zajmie się samochodem i jeszcze ogarnie dzieciaki przed snem.
Po prostu trudno tego zawodnika nie lubić za jego boiskową postawę. Tego zimnego lutowego wieczoru przekonał do siebie nie tylko mnie, ale również skautów wielu klubów, w tym przedstawicieli czeskiego hegemona.
Klub, który trzeba docenić. Klub idealny do rozwoju
Wiktor Nowak, mimo młodego wieku, może pochwalić się już 123 meczami i 17 bramkami na poziomie Ekstraklasy, I oraz II ligi. Oskar Kubiak ma nieco mniejsze doświadczenie od swojego kolegi z szatni – dotychczas rozegrał 32 spotkania na poziomie Ekstraklasy i II ligi, w których również zdobył 17 bramek.
Mimo wielu różnic między tymi zawodnikami łączy ich jeden wspólny mianownik – znajdują się dopiero na początku swojej kariery, a wybór klubu na tym etapie może albo nadać jej rozpędu, albo skutecznie ją zahamować.
Trzeba jasno powiedzieć, że zarówno opisany wcześniej Wiktor Nowak, jak i Oskar Kubiak wybrali bardzo ciekawy i perspektywiczny kierunek rozwoju. Być może ktoś powie, że ich decyzja nie była oczywista, ale czy naprawdę można zakładać, że ich rozwój miałby większą szansę powodzenia, gdyby trafili do któregoś z czołowych polskich klubów, na przykład Lecha Poznań lub Rakowa Częstochowa, albo do niemieckiego zespołu z dolnej części tabeli?
Odpowiedź jest prosta. Slavia to potęga czeskiej piłki i stały uczestnik europejskich pucharów, w tym przede wszystkim wymarzonej przez wiele klubów Ligi Mistrzów.
Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Co z tego, że grają w Lidze Mistrzów, skoro liga krajowa jest słaba?”. Tutaj jednak trzeba jasno wskazać, że takie stwierdzenie jest sporym uproszczeniem.
Chance Liga nie jest tak wyrównana jak Ekstraklasa (zresztą niewiele lig jest tak wyrównanych jak nasza), ale według danych Transfermarkt aż trzy czeskie kluby mają większą wartość kadry niż najbardziej wartościowy obecnie klub w Polsce – Lech Poznań. Są to wspomniana Slavia Praga, Sparta Praga oraz Viktoria Pilzno.
Wielka trójka czeskiego futbolu wypracowała sobie uznaną markę nie tylko w europejskich pucharach, ale również jako ciekawy rynek dla bogatszych zachodnich klubów. Przedstawiciele zespołów z Wysp Brytyjskich znacznie częściej zaglądają nad Wełtawę, niż mogłoby nam się wydawać, ponieważ czeskie kluby mają długą historię udanych transferów wychodzących.
W Polsce taką pozycję od kilku lat buduje Lech Poznań, a ostatnio również Jagiellonia Białystok. Jednak dojście do poziomu wypracowanego przez naszych południowych sąsiadów zajmie nam jeszcze kilka lat i będzie wymagało kolejnych pięknych karier zawodników sprzedanych za duże pieniądze.
Nie jest tajemnicą, że dla ofensywnie usposobionych zawodników, jakimi są Nowak i Kubiak, fakt, że Slavia preferuje ofensywny styl gry, będzie dużym atutem. W poprzednim sezonie w Chance Lidze zdobywała średnio 2,1 gola na mecz, a jeszcze rok wcześniej 2,03 gola na spotkanie.
To drużyna, która na krajowym podwórku będzie często atakować, a taki styl powinien otwierać przestrzeń do budowania dobrych liczb dla naszych stranierich.
Nawet jeśli założymy, że początkowa rola Nowaka i Kubiaka w Slavii będzie ograniczona, szczególnie w Lidze Mistrzów, a na początku będzie sprowadzać się głównie do rotacji w lidze czeskiej, to nadal regularne spotkania ze Spartą Praga, Viktorią Pilzno, Hradcem Králové, Jabloncem, Slovanem Liberec czy Sigmą Ołomuniec będą bardzo wartościowym doświadczeniem.
Trudno zresztą zakładać, że obaj zawodnicy nie dostaną choćby kilku szans w europejskich pucharach.
Oceniając perspektywy naszych talentów, nie można przejść obojętnie wobec jeszcze jednego elementu – trenera drużyny.
Stabilizacja godna pozazdroszczenia
Od 1 stycznia 2018 roku za wyniki drużyny z Fortuna Areny odpowiada Jindřich Trpišovský. Co tu dużo mówić – facet zna się na robocie.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jind%C5%99ich_Trpi%C5%A1ovsk%C3%BD#/media/Plik:Zenit-Slavia_Pr_(6).jpg
Co prawda Trpišovský podczas tak długiej kadencji nie ustrzegł się błędów czy słabszych momentów, ale dzięki odpowiedzialnej polityce i długofalowej wizji władz klubu może konsekwentnie rozwijać swój projekt.
A do tej pory szło mu naprawdę dobrze. Może pochwalić się pięcioma mistrzostwami Czech, czterema Pucharami Czech, dwoma ćwierćfinałami Ligi Europy oraz ćwierćfinałem Ligi Konferencji Europy. Nie przez przypadek ten trener tak często jest wymieniany w kontekście objęcia reprezentacji Czech.
Managerów klubów o profilu Slavii należy oczywiście oceniać również przez pryzmat tego, jak potrafią przygotować zawodników do wielkiego futbolu w ligach TOP 5. I tutaj ponownie Jindřich Trpišovský może pochwalić się znakomitym bilansem.
Spod jego ręki na Wyspy Brytyjskie trafili między innymi El Hadji Malick Diouf, Tomáš Souček czy Vladimír Coufal, czy też Antonín Kinský.
Jak widać, cały obraz – począwszy od pięknego miasta do życia, poprzez klub z wielkimi tradycjami, stabilną i długofalową wizję, aż po czeskiego sir Alexa Fergusona – potwierdza tezę, że wybór polskich piłkarzy i ich agencji menedżerskich był bardzo przemyślany.
Sam jako sympatyk ligi czeskiej nie mogę się doczekać kolejnych występów pana Nowaka i pana Kubiaka w barwach Slavii. Ciekawi mnie również los Jonathana Brauta Brunesa, który po transferze z Rakowa Częstochowa do Sparty Praga ma zostać gwiazdą nie tylko derbowego rywala Slavii, ale całej ligi.
Czekam i zacieram ręce
Można powiedzieć, że liga czeska będzie teraz pod specjalnym nadzorem – niczym „Pociąg pod specjalnym nadzorem” z opowiadania Bohumila Hrabala.
W kapitalnej ekranizacji tego dzieła w reżyserii Jiříego Menzla znajduje się kultowa scena, w której Ladislav Hubička, grany przez Josefa Somra, stawia pieczątki na ciele młodej telegrafistki Zdenički Svaté (Jitka Zelenohorská). To scena bardzo charakterystyczna, która na zawsze zapisała się w historii czechosłowackiej Nowej Fali.
I właśnie takiej symbolicznej „pieczątki” oczekuję od polskich talentów w Czechach. Liczę, że swoje ślady w lidze czeskiej i europejskich pucharach zostawią Wiktor Nowak, Oskar Kubiak oraz Bartosz Szywała.
Pozostaje więc tylko życzyć naszym stranieri jednego: panowie, szukajcie goli! Tylko drobna rada, aby być ostrożnym z tym hasłem w czeskiej szatni, bo zamiast mobilizacji przed meczem możecie wywołać konsternację kolegów.
PS. Specjalne podziękowania dla Filipa oraz całej naszej czeskiej ekipy. To Wy pokazaliście mi, że Czechy to nie tylko krecik, piwo i śmieszny język, ale miejsce, gdzie nawet zwykły spacer po Pradze może zamienić się w historię wartą opowiedzenia.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: