2026-06-09

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Medal MŚj w skokach deprecjonowany – czy słusznie?

Przez ostatnie lata w środowisku skoków narciarskich wspomina się, że ranga juniorskiego czempionatu mocno spadła. Czy to rzeczywiście prawda? I czy wcześniej było dużo lepiej?

Omówię pokrótce medalistów skokowych MŚj i ich osiągnięcia. Opis nastąpi od 2008 roku – kariery wcześniejszych nie wydają się jakoś szczególnie zaprzepaszczone. Oczywiście zdarzały się wyjątki – przykładem św. pamięci Mateusz Rutkowski.

Lata 2008-2014

Zacznijmy zatem od czempionatu w Zakopanem. Dlaczego? Otóż tutaj triumf odniósł Niemiec Andreas Wank, przy którym komentatorzy podkreślali „mistrz świata juniorów z Zakopanego”, sugerując tym samym, że nie miał innych sukcesów.

Fakt, jego jedyne podium indywidualne to drugie miejsce z Sapporo 2010 (obsada zawodów japońskich w tamtym czasie przypominała bardziej Puchar Kontynentalny). Najlepsze miejsce w generalce to 19 lokata z sezonu 2015/16.

Był jednak członkiem medalowych drużyn z MŚ Predazzo 2013, oraz Igrzysk Olimpijskich 2010 i 2014. I to z bardzo dobrymi skokami – na czempionacie otarł się o rekord Trampolino dal Ben(135,5 metra).

Drugi był Shōhei Tochimoto – podobny przypadek co Wank, tylko, że gorszy, bo bez podium indywidualnego. Podium uzupełnił randomowy Austriak Andreas Strolz – występy jedynie w grupie krajowej, ani razu nie przeszedł kwalifikacji.

Zawody na MS 1970 BSzczyrbskim Jeziorze wygrał Lukas Müller – kolejny z Austriaków, ten jednak zanotował bardzo dobry występ na 58. Turnieju Czterech Skoczni, między innymi 6 pozycja w loteryjnym konkursie w Oberstdorfie. Ogółem zimy olimpijskiej 09/10 zgromadził 71 oczek.

Niestety latem 2013 roku, gdy wydawało się, że łapie już wiatr w żagle, wskutek upadku na treningu w Bischofshofen złamał obojczyk. Od tego czasu nie wystąpił na zawodach najwyższej rangi.

3 lata później wydarzyła się tragedia – podczas testów skoczni przed MŚwL w Bad Mittendorf upadł tak nieszczęśliwie, że ostatecznie skończył na wózku inwalidzkim.

Razem z nim medale zdobyli: Maciej Kot, którego nie trzeba przedstawiać: znakomity sezon 2016/17 (3 podia, w tym 2 zwycięstwa), współautor jedynego medalu olimpijskiego w drużynie Pjongczang 2018, w okresie 12-14 również był dość regularny, a także Ville Larinto, czyli ostatni fiński talent na tak wybitnym poziomie – wspaniały sezon 2008/09, gdzie poza medalem z wymienionej imprezy zgarnął 541 punktów i 14 pozycję. Dwa lata później zapowiadało się jeszcze ciekawiej – znakomity grudzień 2010 ze zwycięstwem w Kuopio i podium w Lillehammer. Podczas noworocznego konkursu w Garmisch, Fin próbował wylądować na 140,5 metrze. Niestety nie udało mu się, a skutkiem tego był upadek i zerwanie więzadła krzyżowego. Po tej kontuzji jedynie ciułał pojedyncze punkty.

Hinterzarten 2010. Adlerschanze należała do Michaela Hayböcka, który wygrał 5 konkursów, dwa razy był 4 w generalce PŚ, bliski zwycięstwa w TCS 2014/15. Zakończy karierę po tym sezonie.

Drugi był Pero Prevc, zdobywca Kryształowej Kuli 15/16, największa dominacja w historii(średnia punktów za ten sezon blisko 80). Poza tym 2 razy drugi w klasyfikacji ogólnej PŚ, triumfator MŚwL z 2016, srebrny i brązowy medalista olimpijski z Soczi 2014…

Medal zdobył też Włoch Diego Dellasega. Ten zawodnik zalicza się do kategorii „egzotyczny wyskok” i to dość losowy – wśród seniorów nie zdobył choćby jednego punktu PŚ.

Skoro już o egzotyce mowa – w Ottepää sensacyjny triumf odniósł Władimir Zografski! Bułgar wycisnął ze swojej kariery stosunkowo sporo, ale jak dotąd nie wzbił się powyżej pewnego poziomu (33 miejsce w klasyfikacji generalnej za sezon 2012/13 i 2018/19).

Srebrem musiał się zadowolić Stefan Kraft – postać wręcz pomnikowa dla skoków narciarskich, 3 kule, 3 tytuły MŚ, Mistrz Świata w Lotach z 2024 roku… tylko złota olimpijskiego mu brakuje. Najpewniej ostatnia szansa za rok w Cortinie.

Brąz zgarnął Kaarel Nurmsalu – co ciekawe, uczynił to zarówno w skokach narciarskich, jak i kombinacji norweskiej. Skokowo prezentował się stosunkowo pozytywnie. Na MŚ w Predazzo dwa razy zajął 26 miejsce, w PŚ z kolei miał kilka wyczynów, jak 6 miejsce w Oslo w 2014, czy 13 w Planicy sezon wcześniej. Niestety musiał zawiesić karierę z powodów finansowych.

W 2012 roku czempionat zawitał do Erzurum. Jedyny raz w historii całe podium zajęli Słowianie – zwycięzcą został Nejc Dežman, który w sezonie 2014/15 był czwartym do drużyny słoweńskiej z konkretną liczbą 224 punktów. W sumie 4 razy w najlepszej dziesiątce PŚ, a weekend życia miał w 2014 roku na Ōkurayamie – 7 i 9 miejsce.

Wraz ze srebrnym medalistą, Jaką Hvalą należą do ścisłej czołówki, jeżeli chodzi o zmarnowane talenty w skokach narciarskich. Hvala wygrał jeden konkurs PŚ w Klingenthal w 2013, co wraz z naprawdę solidnymi występami aż do imprezy mistrzowskiej dało mu 16 miejsce w klasyfikacji.

Ex aequo z Hvalą był Aleksander Zniszczoł.

Jego kariera potoczyła się w teorii trochę lepiej, bo dociągnął do 30 roku życia,, ale wyniki miał podobne – jeden dobry sezon na II dziesiątkę (23/24), po drodze jeszcze względnie poprawne 14/15 i 22/23.

Tutaj swoje zrobiła polityka startowa pod nazwą „młody, jeszcze ma czas”. Nawet gdy był w formie(końcówka sezonu 18/19, gdy dominował w PK), trenerzy woleli innych zawodników.

W 2013 roku Hvalę i Krafta przedzielił Klemens Murańka. W latach dziecięcych zapowiadał się na topowego zawodnika, ostatecznie został niespełnionym talentem z jednym sukcesem – drużynowy brąz na MŚ w Falun.

Nałożyło się tu kilka czynników: występ w kwalifikacjach do zawodów PŚ w Zakopanem 2008 jako 13-latek(oczywiście zajął ostatnie miejsce), operacja wzroku, której musiał się poddać latem 2012, presja oczekiwań, czy też spora konkurencja do kadry.

Na Trampolino Dal Ben zwycięzcą został Jakub Wolny. Jest to kolejny przedstawiciel zmarnowanego pokolenia w polskich skokach narciarskich. Jak dotąd plasował się 4 razy w najlepszej dziesiątce, a najlepszy występ to 4 miejsce na Vikersundbakken z 2019. Miał potencjał na znakomitego lotnika, ale trapiły go kontuzje, między innymi zerwanie więzadła krzyżowego przedniego przed sezonem 14/15.

Srebrny był Austriak Patrick Streitler, który nigdy nie zaliczył występu na zawodach PŚ(raz odpadł w kwalifikacjach do konkursu Letniego Grand Prix w Hinzenbach w 2014).

Brąz wywalczył Jewgienij Klimow, który później stał się pierwszym zwycięzcą zawodów PŚ z Rosji – wygrał inaugurację sezonu 2018/19 w Wiśle. Dwa razy w drugiej dziesiątce klasyfikacji ogólnej na zakończenie sezonu – 12. podczas 18/19 i 17. dwa sezony wcześniej.

Lata 2015-2020

Ałmatach zażartą walkę stoczyli Johann André Forfang i Andreas Wellinger, ostatecznie górą wyszedł Norweg o 0,5 punktu.

Dla obu skoczków imprezą życia były Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczangu 2018 – na skoczni normalnej Andy odpłacił się Forfangowi za juniorski czempionat, okazując się lepszy o 8,4 punktu.

Jest to jedyny medal indywidualny młodszego z Forfangów (skakał również jego brat, Daniel).

Wellinger jest również lepszy, jeżeli chodzi o rywalizację w Pucharze Świata stricte, acz… nie jest to duża przewaga. Triumfator LGP z 2013 roku aż 5 razy kończył sezon w pierwszej dziesiątce generalki, raz będąc nawet trzeci. W pojedynczych zawodach triumfował ośmiokrotnie.

W przypadku Norwega to 5 miejsce z sezonu 15/16, jednak w tym sezonie na 99% pobije ten rezultat.

Na pudle stanął również Phillip Sjøen, który karierę miał dość podobną co Krzysztof Biegun. Wprawdzie nie wygrał żadnego konkursu zimą, ale po znakomitym lecie 2014 (dublet w Hakubie, 2 miejsce w klasyfikacji ogólnej), zdobył 155 punktów i zajął 31 pozycję w ostatecznej klasyfikacji PŚ 14/15.

W końcówce lata 2015 postanowił zawiesić karierę z powodu problemów psychicznych. Wrócił dwa miesiące później, ale wystąpił tylko w zawodach na ojczystej ziemi w Lillehammer i Vikersund. W obu przypadkach poza czołową 50.

2016 rok, mistrzostwa odbywające się w Râșnovie. Faworytów niespodziewanie pogodził reprezentant naszych zachodnich sąsiadów, David Siegel.

Niemiec w sezonie 18/19 pukał do bram czołówki (131 punktów, 5 miejsce w Predazzo!), aż nadeszła feralna drużynówka w Zakopanem…

W drugiej serii uzyskał znakomite 142,5 metra, niestety spadał z bardzo wysoka i upadł tak nieszczęśliwie, że zeskok musiał opuścić na noszach. Ostateczną diagnozą było zerwanie więzadła krzyżowego w prawym kolanie.

Po tym urazie stał się typowym skoczniem Pucharu Kontynentalnego, a narty na kołek zawiesił po zakończeniu sezonu 22/23.

Pozostałymi medalistami zostali srebrny Domen Prevc oraz brązowy Ryōyū Kobayashi. Japończyk od sezonu ze swoją pierwszą kulą (18/19) pozostaje w światowej czołówce, nie wypadając z czołowej piątki PŚ. Drugą kulę dołożył w sezonie olimpijskim 21/22, gdzie zdobył tytuł mistrza olimpijskiego na skoczni normalnej oraz srebro na dużej.

Domen Prevc był rewelacją sezonu 16/17 (szóste miejsce z dominacją w I periodzie), zdobywając 963 punkty. Później nie było już tak błyskotliwie, acz wciąż ma przebłyski, zwłaszcza na lotach narciarskich.

Park City okazało się szczęśliwe dla Viktora Poláška. Reprezentant naszych południowych sąsiadów należał do pokolenia, które miało przejąć schedę po Romanie Koudelce. W jego przypadku skończyło się na 54 punktach za kampanię 18/19. Najlepszy wynik w karierze to 12 miejsce na inauguracji w Wiśle.

Drugie miejsce zajął Włoch Alex Insam. W zeszłym sezonie już się wydawało, że idzie ku dobremu, 215 punktów i 27 miejsce w generalce było znakomitym wynikiem.

PB w pojedynczym konkursie pozostaje 9 miejsce w rumuńskim Râșnowie 22/23. Te zawody jednak powinno się nazwać „Międzynarodowymi Mistrzostwami Niemiec”, bo z czołowych ekip tylko oni pojechali najmocniejszym składem, podczas gdy reszta trenowała przed MŚ w Planicy.

Trzeci był właśnie Niemiec Constantin Schmid. 3 razy skończył w TOP 25 generalki, raz był nawet 16(530 punktów w sezonie 19/20, w tym jedno podium w Râșnovie), ale od kilku lat notuje stały regres. Został nawet zesłany do Pucharu Kontynentalnego, gdzie też nie błyszczy.

Mistrzostwa w Kanderstegu zdominował Marius Lindvik. Zima 21/22 była jak dotąd jego najlepszą w karierze – 3 miejsce w klasyfikacji PŚ, tytuł mistrza olimpijskiego z dużej skoczni w Zhangjiakou oraz mistrzostwo świata w lotach narciarskich z Vikersund.

Zdobył ogółem 8 zwycięstw w karierze. Ten sezon jak dotąd upłynął pod znakiem braku podium w pojedynczym konkursie, ale może uda się coś ugrać na MŚ? Forma rośnie.

Drugie miejsce zdobył Schmid, a trzecie Austriak Clemens Leitner. Reprezentant najbardziej utytułowanego skokowo kraju w PŚ startował jedynie okazjonalnie, głównie w ramach grupy krajowej.

W styczniu 2023 po wywalczeniu limitu w PK poskakał na zawodach najwyższej rangi aż do lotów w Bad Mittendorf. Wynik? 59 punktów, w tym 12 miejsce podczas noworocznych zawodów w Ga-Pa.

Lahti 2019. Złoty medal zdobywa „Norweg z generatora” Thomas Aasen Markeng. Przez lekki kryzys u Skandynawów jedzie na MŚ, zajmując 20 miejsce w słynnym konkursie na skoczni normalnej. Zaliczył także wywrotkę na bandzie podczas jednego z treningów (może nie tak spektakularną jak Muminow, ale jednak).

Początek 19/20 zapowiada się interesująco, gdyż Norweg punktuje 3-krotnie w pierwszych 4 konkursach, zajmując 5 miejsce w Niżnym Tagile. I tu po raz kolejny odzywa się żniwiarz w postaci bolesnego upadku i zerwania więzadeł krzyżowych. Konkretnie miało to miejsce w Klingenthal, z tym, że tutaj doszła jeszcze uszkodzona łąkotka. Przerwa od skakania trwała ponad rok, wrócił w połowie kampanii 20/21, zdobywając nawet 15 punktów. Jednakże dalsze problemy zdrowotne uniemożliwiły mu starty międzynarodowe.

Drugie i trzecie miejsce na Salpausselce zdobyli Niemiec Luca Roth (typowy kontynentalowiec, bez większych sukcesów, w PŚ zaledwie 8 punktów), oraz Kazach Siergiej Tkaczenko. Okrzyknięty następcą Radika Żaparowa, nie był jednak w stanie do niego nawiązać. Punktował zaledwie 3 razy, a najlepszy wynik to 24 miejsce w loteryjnym konkursie w Engelbergu 2019.

Lata 2020-2025

Czempionat w 2020 roku odbył się w niemieckim Oberwiesenthal. Po dekadzie bez sukcesów, na najwyższym stopniu podium staje Austriak Peter Resinger. Nigdy dotąd nie wystąpił w zawodach PŚ, powodem najpewniej absurdalnie duża konkurencja – jak to zresztą w Austrii bywa.

Srebro wywalczył Norweg Sander Vossan Eriksen. Jego przypadek jest dość podobny do Markenga, z tym, że on po dobrym początku sezonu 19/20 (13 w Wiśle, 12 w Niżnym Tagile), podczas Turnieju Czterech Skoczni po prostu stracił formę. Nigdy potem nie wystąpił choćby w kwalifikacjach do Pucharu Świata. Był solidnym kontynentalowcem, w ostatnich 2 sezonach kariery praktycznie nie startował międzynarodowo. Zakończył karierę w kwietniu 2023 roku.

Warty uwagi jest jeszcze występ na grudniowych MŚwL w Planicy 2020 – 28 pozycja.

Brąz wywalczył Mark Hafnar. Reprezentant Słowenii w zawodach PŚ wystąpił jedynie w ramach grupy krajowej w Planicy 20/21, odpadając w kwalifikacjach.

Latem 2023 wprawdzie poskakał w LGP, zajmując 15 i 5 pozycję na Trambulina Valea Cărbunării, ale większość czołówki traktuje letnie zawody po macoszemu. Po Courchevel 2024 próżno szukać tego zawodnika w zawodach rangi FIS.

Po zaledwie 2 latach, juniorski czempionat wrócił do Lahti.

Zwyciężył w nim Niklas Bachlinger, praktycznie identyczny przypadek co Resinger, chociaż podczas kampanii 20/21 wystąpił na 3 konkursach PŚ, nie zdobywając żadnych punktów.

Drugie miejsce zajął jego rodak David Haagen – 18 miejsce w Râșnovie z sezonu 20/21 to jego jedyna pozycja w TOP 30 konkursu PŚ, gdzie pojawił się jeszcze tylko 3-krotnie.

Trzeci był Szwajcar Dominik Peter, który w przeciwieństwie do wyżej wymienionych zawodników skakał dość regularnie. Zdarzało mu się zdobyć jakieś punkty, jednak głównie były to miejsca w trzeciej dziesiątce. W sezonie 22/23 ugrał miejscówkę w TOP 10, oczywiście miało to miejsce na Międzynarodowych Mistrzostwach Niemiec w Râșnovie (7 miejsce, pokonując między innymi Clemensa Aignera). Niestety po niesubordynacji na MŚ w Planicy (samowolne opuszczenie Słowenii po niezakwalifikowaniu się do czwórki na skocznię normalną) nie wystartował już na żadnych zawodach rangi FIS. Z powodu problemów zdrowotnych związanych z zaburzeniami odżywiania najpierw zawiesił, a następnie zakończył karierę sportową.

Zmodernizowany po wielu latach kompleks Średniej Krokwi okazał się szczęśliwy dla Daniela Tschofeniga. Austriak przeskakał olimpijską zimę 21/22 praktycznie od deski do deski, zdobywając 251 punktów.

Forma z roku na rok rosła, by osiągnąć swój peak w obecnej kampanii, gdzie pewnym krokiem zmierza po pierwszą i zapewne nie ostatnią Kryształową Kulę. Odniósł już 8 zwycięstw, a nie wygląda jakby miał się tym zadowolić.

Austriacy pierwszy raz w historii zgarnęli całe podium, bo oprócz Haagena na podium stanął Markus Müller. On z kolei jest bohaterem potężnego austriackiego zaplecza. Jak dotąd zgarnął 139 oczek, a najlepszy wynik to 11 miejsce w Engelbergu i Innsbrucku. Warto wspomnieć o 20 miejscu w Turnieju Czterech Skoczni.

Pierwszą imprezę tej rangi w Whistler wygrał Fin, Vilho Palosaari! Czyżby Kraj Tysiąca Jezior wreszcie doczekał się talentu, który wyciągnie ich z kompletnej zapaści? Niestety na to się nie zapowiada. 13 punktów z sezonu 22/23 pozostaje jedynymi zdobyczami z zawodów najwyższej rangi urodzonego w Kuusamo skoczka. W drugiej lidze skoków idzie mu przyzwoicie, 15 miejsce w Kranj z tego to może być znak powolnego powrotu do formy.

Srebro wywalczył Jonas Schuster – kolejny Austriak. Tego skoczka można nazwać ofiarą decyzji Pertile o zmniejszeniu limitów. Mimo kapitalnych wyników na poziomie Pucharu Kontynentalnego w 2023/24 (2 miejsce w klasyfikacji ogółem) w PŚ startuje tylko w ramach grupy krajowej na TCS. Poza jednym wyjątkiem – Râșnov 22/23, gdzie był 10, ale o obsadzie tych zawodów wspominałem tu już kilkakrotnie.

Podium uzupełnił Jan Habdas, który w wymienionym sezonie zdobył 48 punktów, w tym 11 miejsce podczas loteriady w Lahti. W 24/25 odnotował 1 start międzynarodowy w postaci 42 pozycji na FIS Cup w Kanderstegu.

Nad zawodami na Srednjej skakalnicyMacKenzie Intervale nie będę się jakoś bardzo rozwodził. Tytuł najpierw zdobył, a potem obronił Austriak Stephan Embacher, powtarzając wyczyn Ahonena z połowy lat 90′. Wicemistrzami byli liderzy kadry USA: Erik Belshaw i Tate Frantz, a brązowymi medalistami zostali odpowiednio: Niemiec Adrian Tittel i rodak Embachera Simon Steinberger.

Podsumowanie

Jak widać, późniejsze kariery medalistów juniorskiego czempionatu w skokach ogółem są całkiem solidne. Wprawdzie w latach 19-21 jakość zawodników spadła, ale jak dla mnie to efekt mocnej konkurencji.

Skąd zatem taka opinia środowiska (głównie w Polsce)? Otóż może wynikać to z faktu, że nasi podiumowicze w seniorach osiągnęli stosunkowo… niewiele.

Autor

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x