MŚ w hokeju na lodzie – Polska vs Rumunia [PODSUMOWANIE]
Na sam początek polscy hokeiści zmierzyli się z gospodarzami turnieju. Jak poradziła sobie odmłodzona kadra Róberta Kalábera?
Na początek warto wspomnieć, że Polacy mieli trudności z dotarciem na miejsce – samolot ze Słowenii do Grazu był opóźniony.
1 tercja
Po kilkuminutowej młócce w środku pola dobry strzał oddał Krzysztof Maciaś, jednak próbę 20-latka obronił Attila Adorjan.
W 7 minucie indywidualną akcją popisał się Alan Łyszczarczyk, pakując krążek do bramki!
Większość prób składania akcji przez Rumunów gasiła nasza defensywa, gdzie prym wiódł duet Bartosz Ciura-Mateusz Bryk z GKS Tychy, wybijając i blokując groźniejsze podania. 38-letni John Murray nie miał zatem zbyt wiele pracy.
Swoje szanse w ataku mieli także Paweł Zygmunt, Krystian Dziubiński czy wyżej wspomniany Maciaś. Ogółem tercja była dość wyrównana z lekkim wskazaniem na Polaków.
2 tercja
Zaczęło się od dalszego oblężenia bramki naszych rywali. Pressing Polaków nie przynosił jednak efektów. Huba Bors otrzymał w 25 minucie dwie minuty kary za zahaczanie kijem Łyszczarczyka.
Przewagi nie udało się wykorzystać, ale tuż po jej zakończeniu skalp zerwał Damian Tyczyński! Posłał bombę między nogami golkipera.
Biało-Czerwoni nie spuszczali z tonu i wszelkimi siłami próbowali wyszarpać kolejne trafienie.
Próby oddawali Dominik Paś i Patryk Krężołek, jednak to Tricolori po 6 minutach mogli cieszyć się z gola kontaktowego.
Autorem był Roberto Gilga, który wykorzystał błąd naszego bramkarza i uderzył po krótkim rogu.
W końcówce o włos od trafienia był Mikołaj Syty.
3 tercja
Obraz gry w hali w Sfântu Gheorghe nie zmieniał się – gospodarze wciąż mieli trudności z wyjściem z własnej połowy.
Krężołek zaliczył uderzenie w poprzeczkę z najbliższej odległości.
Jednakże zaraz potem nieprzyjemny strzał oddał Patrick Imre – próba nie zakończyła się powodzeniem, bo Murray stał na posterunku.
Za opóźnianie gry na 2 minuty został odesłany Syty. Przetrzymaliśmy napór, raz nawet wyprowadzając ładną kontrę – Gościński był blisko bramki.
W 54 minucie wydawało się, że gra się uspokoiła. Była to jednak cisza przed burzą – Tamas Laday zaatakował kolanem Łyszczarczyka.
Tym razem wykorzystaliśmy power play już w 30 sekund – po krótkim rogu Krężołek zrobił to, co nie udało mu się na początku.
W końcówce przeciwnicy zdjęli bramkarza, co zawsze jest ryzykowne. Potwierdziło się to i tym razem – po prostej stracie Alan zanotował drugą bramkę w tym spotkaniu.
Otwarcie mistrzostw wypadło bardzo efektownie, a już o 15 starcie z Japończykami! Transmisja na Polsacie Sport.