Przebudzenie Smoka [PODSUMOWANIE PŚ w Sapporo]
Zakończył się weekend na Ōkurayamie w Sapporo. Ostatnie zawody przed Mistrzostwami Świata w Trondheim przyniosły dublet reprezentantowi gospodarzy – Ryoyu Kobayashiemu!
Sobota – I seria
Zawody z 13 bramki otworzył Taku Takeuchi króciutką próbą na 86 metrów.
Na początku konkursu wiało mocno pod narty, co wykorzystał Maciej Kot, skacząc 130 metrów i obejmując prowadzenie na dość długi czas. Wyczynu kolegi z drużyny nie powtórzył Kacper Juroszek, uzyskując w podobnych warunkach rezultat o 11 metrów gorszy.
Po próbie Robina Pedersena na 120 metrów jury poszło po rozum do głowy i podwyższyło rozbieg najpierw do 15, a wkrótce potem do 16 belki.
Wiatr w połowie I rundy zaczął kręcić. Stoch trafił na ciszę i poleciał na 122 metry.
Sesje skoków dobrych(Aigro 130, Bickner 131 – oczywiście w swoim stylu z machaniem rękami), przerywane były próbami pokroju 120 metrów Markusa Müllera (28 miejsce), 114 Forfanga (27 miejsce), czy 111 Zajca (39.)
Liderzy wylądowali w okolicach HS – Sundal 134,5, Jan Hörl i Tschofenig 2 metry dalej, co dało im miejsca w ścisłej czołówce, Hörl był nawet trzeci.
Sensacyjnie po I rundzie prowadził Ryoyu Kobayashi ze skokiem na 137 metrów. Drugi był Domen Prevc, skacząc pół metra dalej, ale w lepszych warunkach.
Polacy zajmowali miejsca w trzeciej dziesiątce.
Sobota – II seria
Organizatorzy zaryzykowali i po raz kolejny podwyższyli rozbieg.
Zaczęło się nieźle, bo Kos wylądował na punkcie K olimpijskiej skoczni z 1972 roku(123 metry), ale petardę dołożył Forfang, który wyciągnął aż 130,5 metra przy niekorzystnym wietrze i awansował na 14 pozycję.
Potem oglądaliśmy przyzwoite próby w okolicach punktu K, czasami trochę poniżej. Do pierwszego grona zalicza się próby Wąska(126 i 19. miejsce), Stocha (125,5, utrzymanie 22 lokaty), czy Sakutaro Kobayashiego(126,5 – 21.).
Maciej Kot nie dał rady odlecieć bez wiatru pod narty. Skończyło się na 116 metrach i 25 miejscu.
Po serii słabych skoków ponownie trzeba było ustawić rozbieg wyżej. Skończyło się na numerze 18.
Próby stały się dłuższe, ale bądźmy szczerzy – kogokolwiek zadowala próba ledwo za punkt K? No nie wydaje mi się.
Dopiero pod koniec tej serii oglądaliśmy naprawdę długie próby – Kraft wylądował na 135 metrze i 50 centymetrze, tyle samo poleciał Domen Prevc, spadając na 3 miejsce (ewidentnie polubił tę skocznię – to już jego 3 podium na japońskiej ziemi).
Hörl pofrunął na 137,5 metra, ale to i tak było za mało na Ryoyu, który znokautował resztę stawki o 19,7 punktu, lecąc w II rundzie metr mniej niż wicelider generalki.
Niedziela – I seria
W przeciwieństwie do sobotnich zawodów, tutaj rozbieg był ustalony na 17 belce.
Występ w konkursie zanotował nieśmiertelny Noriaki Kasai, śrubując tym samym swój rekord wieku do 52 lat, 8 miesięcy i 10 dni. Skoczył 105 metrów, ale wyprzedził kilku zawodników. Wśród tego grona znalazł się Kacper Juroszek – metr bliżej od weterana…
Przez większość konkursu obserwowaliśmy monotonne spadanie przed punktem K.
Kot jako pierwszy skoczek doleciał do czerwonej linii – 123,5 metra. Wąskowi ta próba się nie udała, ale otarł się o ten znacznik.
Stoch był w tej serii najlepszym z reprezentantów Polski, skacząc 126,5 metra i plasując się na 12 pozycji.
Domen Prevc po raz kolejny udowodnił, że ujarzmił nie tylko mamuty. Zajmował 3 miejsce po skoku na… 129,5 metra.
Dwójka mistrzów olimpijskich z Pekinu odsadziła resztę stawki. Lindvik pofrunął na 136 metrów i prowadził, a Ryoyu zajmował 2 lokatę, skacząc 4 metry bliżej.
Liderzy po raz kolejny skakali co najwyżej przeciętnie. Cała trójka liderów generalki (Kraft, Hörl, Tschofenig) skoczyła 127 metrów. Zajmowali miejsca w pierwszej dziesiątce, jednak daleko do prowadzącej dwójki.
Niedziela – II seria
Zaczęło się podobnie, mimo podwyższenia rozbiegu (20 belka)
Szybko jednak wiatr się odwrócił na podmuchy z przodu. Wykorzystał to między innymi Valentin Foubert (128,5), czy Naoki Nakamura (131, awans na 15. lokatę).
Po skoku Japończyka belka wylądowała na stopniu 19. Z tego rozbiegu Timi Zajc złapał konkretny wiatr z przodu i poleciał aż na 138 metr! To jest właśnie cały Zajc – bardzo niestabilny, ale jak odpala, to konkretnie. Oczywiście reakcją było dalsze obniżenie najazdu.
Stracili na tym podopieczni Thomasa Thurnbichlera. Stoch okazał się najlepszym z naszych od Planicy 2024, mówimy tu o 16 pozycji po skoku na 122,5 metra. Wąsek skoczył półtora metra dalej w lepszych warunkach, a Kot… skręcony po wyjściu z progu, osiągnął 121 metrów.
Hörl chciał pokazać, że jeszcze nie składa broni w walce o żółty plastron, lecąc na 127 metr. Tschofenig odpowiedział próbą o 3 metry dalszą, ostatecznie finiszując tuż za podium. Wicemistrz Igrzysk Europejskich z dużej skoczni skończył na 6 miejscu.
Wcześniej Forfang zaatakował podium. Udała mu się ta sztuka, bowiem Norweg pofrunął na 136 metr i wyraźnie pogodził Austriaków.
Kobayashi ponownie pokazuje, że nawet gdy mu nie idzie sezon, to na swojej skoczni jest bestią prawie nie do zatrzymania. 137 metrów było zbyt mocne na Lindvika.
Trener Polaków ma potężny ból głowy przed Mistrzostwami Świata, a Samuraj wskakuje na listę faworytów do triumfu na tej imprezie.
Tym samym zdobyłby Wielkiego Szlema skoków narciarskich. Coś, co udało się tylko wielkiemu Nykänenowi. Czy tak będzie? Zobaczymy!