Liverpool w wielkim kryzysie – analiza formy
Liverpool po zeszłosezonowym zdobyciu Mistrzostwa Anglii przeprowadził w letnim okienku transferowym wielką rewolucję kadrową. Oczekiwania były ogromne i praktycznie z marszu byli faworytami do obrony tytułu. Dziś się wszystko posypało i tak naprawdę nie wiemy, dokąd podąża projekt Arne Slota. Zapraszam do szczegółowej analizy.
Oczekiwania przed sezonowe
Drużyna była świeżo po zdobyciu mistrzowskiego tytułu. Po pierwszym roku pracy Arne Slota w Merseyside panował duży optymizm, jednak swoją wielkość chcieli udowodnić także na międzynarodowym podwórku. Niedosyt panował przede wszystkim za sprawą odpadnięcia z PSG już na etapie 1/8 finału Ligi Mistrzów. Włodarze Liverpoolu chcąc zawładnąć całym piłkarskim światem, zdecydowali się na szalone okno transferowe. Siedem transferów, dwa rekordowe wydatki i takie twarze, jak Isak, Wirtz, Frimpong, Kerkez, Ekitike, czy Leoni. Wielu z nich wywołało spore oczekiwania względem trwającego sezonu.
Liverpool miał być maszynką do wygrywania. Byli zdecydowanymi faworytami do obrony tytułu Mistrza Anglii, a wielu wskazywało ich jako potencjalnych zdobywców Ligi Mistrzów. Genialny Salah z poprzedniego sezonu uzupełniony takim napastnikiem jak Alexander Isak miał wznieść się na jeszcze wyższy level liczbowy. Do tego najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu Bundesligi Florian Wirtz, który był tak naprawdę dopełnieniem ofensywnej formacji The Reds. Ta drużyna na papierze była po prostu kompletna i gotowa na podbój Europy.
Taktyczna zapaść
Ofensywa
W ubiegłym sezonie kluczem do sukcesu podopiecznych Arne Slota był świetnie zbalansowany zespół. Piłkarze nie narzucali już tak agresywnego pressingu, jak za kadencji Kloppa, lecz był to raczej pressing hybrydowy. Zespół świetnie kontrolował przebieg spotkania i w odpowiednich momentach nakładał skoki pressingowe 3-4 zawodnikami. Poza kapitalnym balansem kluczem do zdobycia tytułu był oczywiście Mohamed Salah, który w poprzedniej kampanii rozegrał najlepszy indywidualny sezon w historii Premier League. The Reds byli również świetnie zorganizowani w środku pola, pozostawiali mało przestrzeni na rozgrywanie piłki, a ich domeną było kapitalne powstrzymywanie kontrataków.
Wszystkie aspekty, które tak dobrze funkcjonowały jeszcze kilka miesięcy temu, dziś mijają się z rzeczywistością. Liverpool ma spore problemy w szybkim rozgrywaniu akcji, co przekłada się na dużą przewidywalność i schematyczność. W wielu meczach tego sezonu mogliśmy zauważyć obraz powolnego rozgrywania piłki po obwodzie, który nie przynosił żadnych korzyści. Mimo, że Liverpool strzela bramki w prawie, że każdym spotkaniu, to aktualnie nie jest drużyną, a zbieraniną indywidualności. Mało ruchliwości, kiepskie zrozumienie, a co najważniejsze u najważniejszych postaci można zauważyć zaburzenie wizji gry. Na bazie tak wspaniałych zawodników da się odnieść wielkie sukcesy, lecz aktualnie każdy z nich jest zdecydowanie poniżej swojego poziomu.
Defensywa
W fazie bronienia warto zaznaczyć mniejsze zagęszczenie środka pola, na co w głównej mierze przekłada się transfer Floriana Wirtza. W zeszłym sezonie na pozycji numer dziesięć w większości przypadków grywał Dominik Szoboszlai, kluczowy dla systemu Arne Slota. Węgier był jednym z najlepszych pressujących zawodników ubiegłego sezonu. Do tego w głównej mierze wspierał środek pola w fazie bronienia, dzięki czemu nie pozostawało tak wiele wolnej przestrzeni.
Na liczbę tak wielu traconych bramek (14 w Premier League) w tym sezonie przez Liverpool wpływa nie tylko zbyt duża przestrzeń w drugiej linii, ale także zbyt wysoko ustawiona linia obrony. Dwójka środkowych defensorów w momencie szybkiego kontrataku nie jest na tyle dynamiczna, aby podążać za tempem akcji. Dlatego często w momencie utraty piłki w newralgicznym miejscu tworzy się ogromne niebezpieczeństwo. Ktoś powie, że Liverpool grywa tak od wielu lat, lecz za kadencji Jurgena Kloppa, zanim rywale ruszyli do kontraktu, to momentalnie zostali stłamszeni natarczywym pressingiem. Pod wodzą Slota świetną organizacją środka pola takowe niebezpieczeństwa były wzorowo zneutralizowane. Pytanie więc brzmi, czy w obecnej sytuacji nie warto zastosować rewolucję taktyczną?
Indywidualne rozczarowania
Sezon w pełni, a wielu zawodników pierwszej drużyny The Reds zawodzi na całej linii. Największym rozczarowaniem ostatnich tygodni z pewnością jest Mohamed Salah. Egipcjanin, który jeszcze kilka miesięcy temu był na ustach całego świata i pobijał ligowe rekordy, dziś jest cieniem samego siebie. Niedokładny, bezzwrotności, elektryczny, a jego poziom wyszkolenia technicznego niewybrażalnie spadł. Można odnieść wrażenie, że Egipski Faraon aktualnie poszukuje lepszej wersji siebie, chcąc udowodnić coś całemu światu. W wielu sytuacjach zachowuje się egoistycznie, próbuje strzelać w każdej sytuacji lub stara się o niekonwencjonalne zagrania, które zazwyczaj kończą się stratą. Salah w obecnym sezonie wyróżnia się także wstydliwą statystyką wygranych dryblingów, gdzie do szóstej kolejki nie miał takowego. Egipcjanin obecnie ma cztery bramki i trzy asysty we wszystkich rozgrywkach, grając w 13. spotkaniach.
Statystyki


Kolejnym z piłkarzy, który mocno rozczarowuję, jest Ibrahima Konate. Francuz wygląda w tym sezonie na zdekoncentrowanego, niepewnego swoich umiejętności oraz przeciętnego fizycznie. Wiele przegranych pojedynków biegowych, błędy w ustawieniu oraz często podejmuje niezrozumiałe wybory. Taka postawa może być związana także z jego niepewną przyszłością w klubie. Ibrahima chciał wymusić na włodarzach klubu transfer do Realu Madryt i za wszelką cenę nie godził się na propozycję przedłużenia umowy. Jego kontrakt wygasa z końcem czerwca przyszłego roku, jednak do tej pory nie prowadził żadnych rozmów na temat potencjalnego przedłużenia. Na dziś jego pozycja jest niemal nie do ruszenia, ponieważ poza Gomeza nie ma zupełnie zmiennika, a to za sprawą paskudnej kontuzji Giovanniego Leoni.
Za rozczarowanie możemy również uznać Conora Bradleya oraz Alexisa Mac Alistera. Irlandczyk często wychodząc na boku obrony, stara się grać bardzo bezpiecznie. Często ta przesadzona asekuracja nie przynosi niczego pozytywnego. W akcjach ofensywnych rzadko idzie do końca za akcją, a w defensywie bardzo często jest spóźniony i źle ustawiony. Argentyńczyk z kolei odnoszę wrażenie, jest fatalnie przygotowany do sezonu, mimo że odbył cały okres przygotowawczy z zespołem. Nie dojeżdża fizycznie, nie jest w stanie utrzymywać wysokiej intensywności, a do gry Liverpoolu nie wnosi zbyt wiele.
To tylko część indywidualnych rozczarowań, ponieważ największą niewiadomą są aktualnie nowe transfery. Poza Hugo Ekitike każdy z nowych nabytków gra zdecydowanie poniżej swojego poziomu, co w dużej mierze wpływa na grę całego zespołu. Na ich ocenę jest jeszcze stosunkowo za wcześnie, lecz powody do niepokoju są bardzo duże.
Niezrozumiałe wybory
Arne Slot w ubiegłym sezonie był uznawany za mistrza zmian, ponieważ każdy jego ruch z ławki rezerwowych dawał niezwykły impuls w grze The Reds. Początek tego sezonu zaczął się niemal tak samo, bo to przecież fenomenalne zmiany z Bournemouth i Newcastle na inaugurację dały trzy punkty. Od wrześniowej przerwy reprezentacyjnej wybory Slota stają się trochę nielogiczne. Uporczywie stawia w każdym spotkaniu na zawodzącego Salaha, dając mu zazwyczaj pełne 90 minut, zamiast dać szanse takim piłkarzom, jak Chiesa, czy Rio Ngomoha.
Dwaj wymieni zawodnicy to objawienia tego sezonu, a nawet Federico Chiesa najlepszy piłkarz września w barwach Liverpoolu. Nie przekłada się to jednak na zbyt wiele minut, ponieważ Arne Slot stał się zbyt dużym konserwatystom wobec gwałtownych roszad w składzie. Również bardzo często kosztem Curtisa Jones’a stawia na przeciętnego Alexisa Mac Alistera. Mało gra również Frimpong, który co prawda często jest kontuzjowany, lecz gdy jest dostępny, to w większości przypadków zasiadał wśród rezerwowych. Zazwyczaj szkoleniowiec Liverpoolu nie korzysta obecnie z najlepszych swoich piłkarzy, lecz stawia na znajome twarze i czeka na przebudzenie.
Aktualna dyspozycja
Początek sezonu, mimo kiepskiej gry wyglądał punktowo wręcz idealnie. Pięć ligowych spotkań, komplet 15. oczek i lider tabeli z pięcio punktową przewagą nad drugim Arsenalem. Od tej pory wszystko lgnęło w gruzach, a Liverpool rozpoczął dramatyczną, najgorszą od 72. lat passę na własnym podwórku. Podopieczni Arne Slota przegrali pięć spotkań z rzędu we własnej ojczyźnie, do tego cztery ligowe z rzędu. Z pewnego liderowania Liverpool spadł na odległe siódme miejsce, a w tabeli wyżej są takie zespoły, jak Manchester United, czy Sunderland. Do Arsenalu strata wynosi już siedem oczek i wizja obrony tytułu z każdą kolejną porażką znacząco się oddala.
Wyniki w tym sezonie:
- Crystal Palace 2:2 (2:3 w rz.karnych)
- Bournemouth 4:2
- Newcastle 3:2
- Arsenal 1:0
- Burnley 1:0
- Atletico Madryt 3:2
- Everton 2:1
- Southampton 2:1
- Crystal Palace 1:2
- Galatasaray 0:1
- Chelsea 1:2
- Manchester United 1:2
- Eintracht Frankfurt 5:1
- Brentford 2:3
- Crystal Palace 0:3
Porażka za porażką, fatalny styl, irytacja i kolejne dyskusję sprawiają, że przyszłość Arne Slota stoi pod wielkim znakiem zapytania. Holender znacząco się pogubił, nie ma pomysłu na wyjście z kryzysu, a przed nim być może tydzień prawdy. Trzy najbliższe spotkania Liverpoolu to rywalizację z Aston Villą, Realem Madryt oraz Manchesterem City. Kalendarz najgorszy z możliwych, jednak włodarze The Reds zapewniają, że w dalszym ciągu mają pełne zaufanie do trenera. Obawiam się, że za tydzień sytuacja ulegnie nagłej zmianie.
MOŻECIE ODWIEDZIĆ TAKŻE:
Boiskowe Świrki: https://www.facebook.com/groups/667185716984916/?ref=share
Magazyn Sportowy: https://www.facebook.com/SkokiNarciarskieKibice?locale=pl_PL
Zajrzyjcie również na kanał na YouTube – https://www.youtube.com/@sportowa_strefa
statystyki: https://x.com/FutbolwNitce