NAJWIĘKSZY SPOZA WIELKIEJ TRÓJKI. SIR ANDY MURRAY KOŃCZY KARIERĘ
Niestety, nadeszła chwila która zbliżała się nieubłaganie. Już od paru miesięcy wiedzieliśmy, że po Igrzyskach w Paryżu Andy Murray zejdzie ze światowych kortów. Zapraszam na artykuł poświęcony karierze Szkota.
Andy Murray karierę zawodową rozpoczął w 2005 roku. W czerwcu tego roku otrzymał dziką kartę do turnieju podprowadzającego pod Wimbledon – chodzi o bardzo mocno obsadzony turniej odbywający się na kortach londyńskiego Queen’s Clubu. Wtedy to tenisowy świat po raz pierwszy usłyszał o Brytyjczyku, ponieważ udało mu sie dotrzeć aż do 3 rundy, pokonując między innymi Taylora Denta. Wimbledon kilka tygodni później również mógł zaliczyć do bardzo udanych turniejów – znów dotarł do 3 rundy pokonując między innymi rozstawionego Stepanka z Czech, przegrywając dopiero z Davidem Nalbandianem.
Do czołowej setki rankingu awansował po dotarciu aż do finału turnieju w Bangkoku, jeszcze w 2005 roku. W meczu o tytuł musiał uznać wyższość Rogera Federera. Pierwszy zawodowy tytuł Szkot wygrał w 2006 roku w San Jose. W drodze po triumf pokonał takie legendy jak Leyton Hewitt czy Andy Roddick. Dzięki temu awansował do czołowej 50 rankingu ATP i został po raz pierwszy w karierze najlepszym brytyjskim tenisistą.
Liderem rankingu został natomiast pod koniec 2016 roku, kiedy to wygrał turniej ATP Masters 1000 w Paryżu, gdzie pokonał w trzech setach Amerykanina Johna Isnera, dobrze znanego polskim kibicom, przez duet deblowy jaki nie tak dawno tworzył z Hubertem Hurkaczem.
Na 2016 rok właśnie przypada okres prime’u brytyjskiego zawodnika. W tym roku udało mu się zagrać aż w 5 finałach ATP 1000: wygrał w Rzymie z Djokovicem, w Szanghaju z Bautistą-Agutem oraz w Paryżu w wymienionym wyżej Isnerem. Do tego doszedł do finałów w Cincinnati i Madrycie, gdzie przegrał odpowiednio z Marinem Cilicem i Novakiem Djokovicem. W wybitnym dla niego sezonie 2016 udało mu się także jako pierwszemu tenisiście w historii obronić tytuł mistrza olimpijskiego, pokonując najpierw w 2012 roku na Wimbledonie Rogera Federera, a 4 lata później w Rio de Janeiro Argentyńczyka Juana Martina del Potro, a także w tym samym roku dotarł aż do 3 finałów imprez wielkoszlemowych: Przegrał w Melbourne i Paryżu z Djokovicem, a zwyciężył na Wimbledonie z Milosem Raonicem.
Trzeba przyznać, że Andy Murray miał niesamowitego pecha, że urodził się w erze wielkiej trójki, ale z drugiej strony jego sukcesy tym bardziej każą docenić dokonania niesamowitego Szkota. W uznaniu za swoje sukcesy, został odznaczony tytułem Oficera Orderu Imperium Brytyjskiego.
Z pewnością gdyby nie liczne kontuzje z którymi zmagał się Murray, jego liczby byłyby jeszcze bardziej pokaźne. Odejście ze światowych kortów Brytyjczyka to na pewno wielka strata dla całego tenisowego świata. Dziękujemy Andy za wszystko i powodzenia!