2026-09-13

Sportowa Strefa

EMOCJE SPORT I FAKTY

Said Hamulić – czas skończyć z „ale”

https://lovekrakow.pl/powtorka-z-inauguracji-wisla-niepokonana-na-swoim-stadionie

Każdy kibic Ekstraklasy zna ten typ opisu piłkarza: najpierw wymieniamy jego zalety i pozytywne cechy, a potem pojawia się nieśmiertelne „ale”. Jest szybki, silny, świetnie wyszkolony technicznie, ma instynkt strzelecki… Tyle tylko, że zawsze czegoś brakuje. I wtedy przytomnie dochodzimy do wniosku, że gdyby nie to „ale”, taki zawodnik prawdopodobnie nie grałby w naszej lidze.

W ten profil doskonale wpisuje się Said Hamulić. W swoim dziesiątym występie w barwach Wisły Płock, wczorajszym spotkaniu z Wisłą Kraków, nie tylko zdobył swoją pierwszą bramkę, ale rozegrał również najlepszy mecz dla niebiesko-biało-niebieskich.

Czy to spotkanie będzie początkiem odblokowania się tego nietuzinkowego zawodnika?

„Ale” Saida

Powyżej wspominałem, że Said Hamulić jest piłkarzem obarczonym pewnym „ale”.

Pierwszym jest jego trudny charakter. Przykładem może być historia z czasów gry w Łódzkim Widzewie. Kiedy piłkarz dowiedział się, że Daniel Myśliwiec nie uwzględnił go w składzie, w złości uderzył w szafkę, łamiąc kość śródręcza. W efekcie sam wykluczył się z gry na dłuższy czas. Trudno uznać to za najbardziej optymalny sposób walki o miejsce w pierwszym składzie. Efekt był zresztą odwrotny do zamierzonego – bośniacki napastnik bardzo szybko zakończył swoją przygodę w Łodzi.

Kolejne „ale” jest już typowo boiskowe. Hamulić ewidentnie nie najlepiej radzi sobie z emocjami, kiedy na murawie coś idzie nie po jego myśli.

Najlepszym przykładem było ostatnie spotkanie Wisły Płock z Widzewem. Napastnik Nafciarzy miał przynajmniej dwie bardzo dobre sytuacje, ale jego mowa ciała wskazywała, że nawet gdyby mecz trwał trzy godziny, a Said dostał w tym czasie kilka kolejnych okazji, tego dnia i tak nie pokonałby Bartłomieja Drągowskiego.

Oczywiście duża w tym zasługa kunsztu reprezentanta Polski, ale dla Hamulicia było to kolejne spotkanie wpisujące się w dobrze znany schemat. Zaczyna pełen energii, ale jeśli zmarnuje pierwszą sytuację, na jego psychice pojawia się rysa. Ta z kolei potęguje nerwowość, prowadzi do coraz gorszych decyzji i mnoży niedokładne zagrania.

Wczoraj z Wisłą Kraków było jednak zupełnie inaczej. Hamulić po pięknej asyście Daniego Pacheco pokonał Marcela Łubika, doprowadzając do wyrównania. Od tego momentu wyraźnie urósł w tym spotkaniu i zakończył mecz jako jeden z najlepszych zawodników Wisły Płock.

To spotkanie może być zwiastunem zmiany. Być może jest również efektem zaufania trenera, który w przypadku Hamulicia nie jest przypadkowy.

Trener do „trudnego zawodnika”

Kilka miesięcy temu słuchałem wywiadu Adama Majewskiego z Tomaszem Ćwiąkałą. Trener Wisły Płock opowiadał w nim między innymi o współpracy z Saidem Hamuliciem za czasów Stali Mielec, gdzie bośniacki napastnik pod jego okiem przeżywał jeden z najlepszych okresów w swojej karierze.

Z samej rozmowy można było wywnioskować, że Majewski dobrze rozumie charakter Hamulicia i jest przekonany, że potrafi z nim pracować.

Zresztą nie tylko z nim. W dotychczasowej karierze Majewskiego widać, że są zawodnicy, którym ufa szczególnie. Przykładem może być ściągnięcie do Płocka kolejnego byłego gracza Stali Mielec, Marcina Flisa, czy konsekwentne stawianie w reprezentacji U-21 na Michała Rakoczego, nawet gdy ten był wyraźnie pod formą.

Sympatia trenera do niektórych zawodników jest więc czymś oczywistym. Kiedy w Płocku zatrudniano Hamulicia, żartowano nawet, że choć Adama Majewskiego nie ma jeszcze w klubie, to już realizowany jest transfer do jego przyszłej drużyny.

Żarty na bok. Jeśli ktoś ma odbudować Saida Hamulicia, trudno wskazać lepszego kandydata niż właśnie Adam Majewski. Początek sezonu zdaje się to potwierdzać. Hamulić zdobył co prawda gola dopiero w trzecim meczu, ale już w dwóch pierwszych dawał się we znaki obrońcom Rakowa i Widzewa.

Bośniak był bardzo aktywny w pierwszej fazie pressingu, a w każdym ze spotkań konsekwentnie szukał wolnych przestrzeni. Przekładało się to na dochodzenie do sytuacji strzeleckich. Teraz do aktywności i dochodzenia do okazji doszła wreszcie skuteczna finalizacja.

W meczu z Białą Gwiazdą Hamulić oddał siedem strzałów, z czego cztery były celne, a jego xG wyniosło 0,66. W spotkaniu z Widzewem oddał cztery strzały, jeden celny, przy xG na poziomie 0,73. Całkiem przyzwoicie wygląda również skuteczność jego dryblingów – w tym sezonie próbował ośmiu, z czego pięć zakończyło się powodzeniem.

Tak zwany test oka i suche statystyki pokazują, że pole do poprawy wciąż jest duże. Jednocześnie oba sposoby oceny potwierdzają progres w grze Hamulicia. W przypadku zawodnika z jego charakterystyką każdy kolejny dobry mecz i każdy gol mogą być wodą na młyn. Hamulić nie musiał nauczyć się być lepszym piłkarzem. Być może musi nauczyć się nie rozpadać po pierwszym niepowodzeniu?

Gole potrzebne od zaraz

Już pierwsze spotkania pokazały, że dobra forma i bramki Saida Hamulicia są Wiśle Płock potrzebne od zaraz, jeśli Nafciarze myślą o czymś więcej niż nerwowej walce o utrzymanie. Na ten moment sytuacja punktowa i poziom gry nie dają jeszcze powodów do większych obaw, ale przed nami aż 31 spotkań, a sezon jest dopiero na początku.

Tymczasem konkurencja Hamulicia w ataku — Łukasz Sekulski i Deni Jurić — nie daje wielkich podstaw do założenia, że wszystkie problemy ofensywne Wisły rozwiążą się same.

Nic nie umniejszając klasie klubowej legendy, jaką jest Łukasz Sekulski, ani instynktowi Deniego Juricia, trudno zakładać, że którykolwiek z nich będzie walczył o koronę króla strzelców. To solidni zawodnicy, mający sporo zalet, ale również swoje ograniczenia. Oni także mają swoje „ale”.

Dlatego w obecnej sytuacji kadrowej ciężar zdobywania bramek będzie w dużej mierze spoczywał na Saidu Hamuliciu. I właśnie dlatego jego pierwsze trafienie w barwach Wisły może mieć większe znaczenie, niż wskazywałby na to sam wynik meczu.

Bośniak ma swoje „ale”, o których pisałem wcześniej, ale ma też coś, czego w Płocku bardzo potrzebują — potencjał do zdobywania bramek. Jeśli Adam Majewski rzeczywiście znajdzie sposób na jego głowę i emocje, a Hamulić utrzyma poziom zaangażowania z pierwszych spotkań, to dojście do 15 bramek w sezonie Ekstraklasy wcale nie musi być scenariuszem z gatunku science fiction.

Być może więc gol przeciwko Wiśle Kraków nie był tylko pierwszym trafieniem Hamulicia w Płocku. Być może był początkiem czegoś znacznie ważniejszego — jego prawdziwego odblokowania.

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony:https://lovekrakow.pl/powtorka-z-inauguracji-wisla-niepokonana-na-swoim-stadionie

Przeczytaj też:

Autor

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x